SCENA 3
Poprzedzający. — Trzeci Porucznik wprowadza Judytę i Mirzę. — Obie stają opodal. — Judyta zrazu pomieszana, opamiętywa się szybko, idzie ku Holofernesowi i pada przed nim na kolana.
JUDYTA
Tyś Holofernes!
HOLOFERNES
Czy mnie po ubiorze
Poznałaś lśniącym i strojnym bogato?
JUDYTA
Nie! Jeden tylko tak wyglądać może.
HOLOFERNES
Ja też drugiemu głowę zdjąłbym za to,
Że mi mą własność zabierać się waży:
Tylko ja prawo mam do mojej twarzy...
Jeszcze na klęczkach?.. Wstań!.. Imię?..
Judyta wstaje. On siada na kamieniu.
JUDYTA
Judyta.
HOLOFERNES
Śmiało, Judyto. Mnie żadna kobiéta
Na równi z tobą się nie podobała.
JUDYTA
To cel mych życzeń, moja przyszła chwała.
HOLOFERNES
Powiedz mi, czemuś gród swój opuściła,
I przyszła do mnie?
JUDYTA
Bo się ciebie boję;
Bo wiem, że twoja niezłomną jest siła,
Że Bóg chce moich oddać w ręce twoje...
HOLOFERNES
z uśmiechem
Że ufasz sobie tak, jako niewieście;
Że Holofernes ma oczy nareszcie.
JUDYTA
Posłuchaj, panie!.. Bóg nasz zagniewany,
Z dawna oznajmił przez proroki swe,
Że przez mór66, ogień, lub obce kajdany
Za grzechy jego lud ukarać chce.
HOLOFERNES
Co to są grzechy?
JUDYTA
po chwili
Raz mi to pytanie
Zadało dziecko: pocałunkiem na nie
Odpowiedziałam. Nie wiem o sposobie,
Jakim by rzecz tę wytłumaczyć tobie.
HOLOFERNES
Mów dalej.
JUDYTA
Otóż, my dziś, panie, stoim
Pomiędzy gniewem i Boskim i twoim,
I drżą ziomkowie moi. Głód ich nęka,
Pragnienie pali, zmiata twoja ręka.
Czas jeszcze jakiś ściśnięci przez ciebie,
Do świętokradztwa uciekną-ś67 w potrzebie:
Bo grozą śmierci srodze przygnębieni,
Gotowi spożyć są świętą ofiarę,
Której dotknięcie już sprowadza karę:
W ciele ich ona w ogień się przemieni!
HOLOFERNES
Czemuż więc innych nie pójdą koleją
I nie poddadzą się?
JUDYTA
Czemu? Nie śmieją.
Wiedzą, że na złe ciężkie zasłużyli,
Że Bóg ich odeń nie zbawi w tej chwili.
do siebie
Chcę go wybadać. głośno Oni idą dalej
W swej trwodze, niż ty w swym gniewie... Zuchwali!
Na proch by zemsta twa zgniotła mnie srodze,
Gdybym ci rzekła, jak oni w tej trwodze
Ważą się w tobie, patrzący z daleka,
Plamić rycerza godność i człowieka.
Ale ja z bliska patrzę w twoje lice,
By gniewu twego wyśledzić granice.
Wstydzić się muszę, jak wspomnę, że oni
Jedno68 okrucieństw czekają z twej dłoni,
I mąk, o jakich tylko złe sumienie
W swym lęku może dać wyobrażenie:
Czują, że na śmierć zasłużyli — zatem
W trwodze sumienia ciebie widzą katem.
klęka przed nim
Panie! na klęczkach ja błagam cię o to,
Byś się zmiłował nad taką ślepotą!
HOLOFERNES
Powstań, Judyto!..
1 PORUCZNIK
na stronie
Jak mu oko pała!
HOLOFERNES
Ja nie chcę, żebyś przede mną klęczała.
Judyta wstaje. Porucznicy otaczają Mirzę i prowadzą z nią mimiczną rozmowę, wskazując na Judytę i słuchając, co mówi.
JUDYTA
Im wszystkim zda się, że padną nieżywi;
Bo nic nie wiedzą o twojej wielkości.
Lecz uśmiech, nie gniew, na twarzy twej gości,
Choć słuchasz obelg. Ciebie nic nie zdziwi,
Bo ty, poznawszy wszelkiej miary ludzi,
Śmiejesz się z tego, co w mniejszych gniew budzi;
Nie dbasz, gdy mdłe zwierciadło zaślepienia
Obraz twój w mętnym odbiciu odmienia.
To jedno dodać muszę za mojemi,
Że na to sami by się nie ważyli:
Bramę otworzyć chcieli w pierwszej chwili,
Lecz mąż tam przybył z Moabitów ziemi,
Achior; krzyknął: „Przebóg? Co czynicie?
Holofern przysiągł odebrać wam życie!”
Wszak tyś mu życie darował, powiada,
Jednak, w podziękę za łaskawość twą,
Każde ci serce w Betulii odkrada,
Wielki twój obraz obryzgując krwią.
Lud mój o sobie wszak by zbyt wysoko
Trzymał, mniemając, że on gniew twój budzi?
Wszak ty nie możesz nienawidzić ludzi,
Których twe nigdy nie widziało oko,
Których przypadkiem spotkałeś na drodze,
I którzy tobie ulegliby byli,
Gdyby ich rozum nie ustąpił trwodze.
A jeśli iście w nich, w tak wielkiej chwili,
Odżyło męstwo, toż na Boga w niebie!
Nie powód, abyś ty odpadł od siebie.
O toż Holofern innych winić będzie,
Co jego stawia w pierwszym ludzi rzędzie?
To być nie może, to tobie zaprzecza,
Temu zadaje kłam duma człowiecza:
Kto kocha skutek, szanuje przyczynę!
przypatruje mu się; on milczy
Gdybym ja tobą była dzień, godzinę
Taki bym tryumf odniosła... bez miecza,
Jakiego nigdy miecz nie doznał jeszcze.
Ich w mieście śmierci przeszywają dreszcze:
Ja bym krzyknęła: „Wy mnie złorzeczycie?
Otóż, za karę, daruję wam życie.
Przez się ja samych na was mszczę, zuchwali!
Daję wam wolność, byście mi wciąż daléj
Niewolnikami byli całkowicie!”
HOLOFERNES
Czy wiesz, kobieto, że twego żądania
To, że żądałaś, spełnić mi zabrania?
Ach! Gdyby myśl ta zrodziła się we mnie,
Kto wie, może bym... Lecz teraz... daremnie!
Ona jest twoja, moją być nie może...
z mocniejszym naciskiem
Przykro mi, ale prawdę-ś rzekł, Achiorze.
JUDYTA
wybuchając dzikim śmiechem
Pozwól, że z siebie rozśmieję się sama!
To słabość! Kiedy pomyślę... ta brama
Niewinnych dzieci tam zamknęła tyle,
U piersi matek, które, gdy nóż błyśnie,
Aby je przebić — uśmiechną się mile
Temu błyskowi, nim główka im zwiśnie.
Dziewic gromadka tam wstydliwie drżąca,
Gdy im pod kwefik zajrzy promień słońca.
Otóż, myślałam, jak będzie z małemi,
Gdy je w zaraniu śmierć ma sprzątnąć z ziemi;
Jak z dziewicami, gdy w kwiecie żywota,
Gorsza od śmierci zetrze je sromota69.
Byłam ofiarą mojej wyobraźni:
Myśląc, że wobec tak okropnej kaźni
I najsilniejszy wolą nie wytrzyma,
Jeśli własnymi ujrzy ją oczyma.
Przebacz mi, panie! Jestem tak zuchwała,
Żem własną słabość przypisać ci chciała.
HOLOFERNES
Ty chcesz mnie zdobić; za to dzięki tobie,
Choć ja z tych ozdób nic sobie nie robię.
Każdy ma wreszcie swój wydział70 na ziemi,
Tak, iż nie może mieszać go z innemi.
Piękna Judyto! Jam jest powołany
Zadawać rany, a ty leczyć rany:
Gdybym ja skrzywił moje powołanie,
Wtedy i twoje zbytecznym się stanie.
Na mych orężnych nie rachuj też wiele,
Bo to są moi dobrzy przyjaciele,
Którzy, nie wiedząc, czy jutro żyć będą,
Dziś święcą życiu to, co dziś posiędą;
Przeładowania nawet się nie boją,
Gdy każdy światu wyrywa część swoją.
JUDYTA
Mądrość twa, panie, wyższą jest od mojéj.
Jak większym twoje męstwo jest i siła.
Jam się na sobie zgoła omyliła;
Lecz dzięki tobie rozum mój się stroi
Do zgody z czuciem. Byłam niedorzeczną!
Wiem, że śmierć moich jest rzeczą konieczną,
Jako od dawna im prorokowana,
A ty przychodzisz jako mściciel Pana;
Jednakże widząc ich w ciężkiej potrzebie,
Płochą71 litością tylko podbudzona,
Bez rozgarnięcia, sama jedna z grona,
Rzucam się oślep między nich i ciebie.
To szczęście dla mnie, żeś ze swojej dłoni,
Jak się godziło, nie wypuścił broni,
By łzy kobiety osuszyć zuchwałéj,
I wstrzymać ducha pęd niezrozumiały.
Nie, panie! Pokaż im swoją potęgę,
Wytęp ich, pomny na dawną przysięgę!
Tak przez me usta ten, co jest mym Bogiem,
Każe ci, z takim przysyła cię celem:
I tyle twoim będzie przyjacielem;
Ile ty będziesz mego ludu wrogiem.
HOLOFERNES
Słuchaj, kobieto? Mnie się tak wydało,
Jakoby ze mną igrały twe żale.
Wprawdzie sam sobie ubliżam niemało,
Możliwość taką przypuszczając... po chwili Ale
Ty ciężko ziomków swych oskarżasz.
JUDYTA
Panie!
Ty nie wiesz, jak mi to rozdziera duszę.
Niech to za grzechy me karą się stanie,
Że ich oskarżać dla nich samych muszę.
Nie sądź, żem z miasta umknęła jedynie,
By tej powszechnej i krwawej ruinie,
Która mi ciągle stała przed oczyma.
Nie ulec sama. Kiedy Pan sąd trzyma,
Czyjaż się dusza tak czystą czuć może,
By jej wyroki nie dotknęły Boże?
Z rozkazu Boga, w czystości sukience,
Przyszłam do ciebie ze skruchą i żalem.
Ja cię wprowadzić mam do Jeruzalem,
Ja mam mój naród oddać w twoje ręce,
Jak trzodę, która straciła pasterza.
Taki to wyrok raz w noc Bóg mi zwierza,
Gdym Go z rozpaczą szukała po niebie,
Prosząc, by zniszczył wszystkich twych i ciebie.
A gdy gorąca modlitwa mej duszy
Ciebie wyzywa, roztrąca i kruszy,
Słyszę z radością, że głos Boga wzlata;
Ale modlitwy Pan mojej nie słucha,
Śmierć on dla moich szepcze mi do ucha,
I w duszę moją składa urząd kata.
Drżę z przerażenia, lecz słucham. Z pośpiechem
Wychodzę z miasta stoczonego grzechem,
Proch z nóg otrząsam, do ciebie przychodzę
Podżegać, abyś tych wytępił srodze,
Dla których bym się nie wahała chwilę
Oddać krew, życie pruć żyła po żyle.
Oni mnie za to okryją sromotą,
Na hańbę imię me skażą ich dzieje;
Lecz Bóg tak każe, a więc mniejsza o to:
Ja wytrwam w swoim, ani się zachwieję.
HOLOFERNES
Nie! Skoro wszystkich do nogi wybiję,
Nikt cię sromotą żadną nie okryje.
A jeśli Bóg twój spełni w każdym względzie
To, co powiadasz — moim Bogiem będzie.
Bądź więc spokojną; nikt ci nie ubliży.
Ja nieskończenie wyniosę cię wyżéj
Nad wszystkie inne: ty będziesz panować. na zewnątrz:
Hej, podkomorzy! Podkomorzy ukazuje się
Tę kobietę wprowadź
Do mych namiotów. Rozkaz jej — twe prawo;
Dom mój — jej domem; strawa ma — jej strawą!
Podkomorzy odchodzi
JUDYTA
Bez grzechu strawy twojej ja nie mogę
Używać jeszcze. Szłam tu nie z ochotą,
Lecz iżby świadczyć za Bogiem, nie po to,
By go się wyprzeć. Wzięłam więc na drogę
Strawę domową: i pozwól mi, panie,
Nią się posilać, dopóki jej stanie72.
HOLOFERNES
A kiedyż koniec temu przedsięwzięciu?
JUDYTA
O! nim mi wyjdzie to, com z sobą wzięła,
Przeze mnie swego Bóg dokona dzieła.
Na pięć dni starczy mi, a po dniach pięciu
Boski przede mną objawi się goniec,
Wskaże godzinę — wtedy będzie koniec.
Wydaj więc rozkaz, by ze straży który
Mnie nie przeszkadzał przechadzać się saméj
W górach i modlić u grodowej bramy,
I oczekiwać objawienia z góry.
HOLOFERNES
O! Możesz bywać, choćby w samym mieście:
Nie są strzeżone tu kroki niewieście.
porozumiewa się z Porucznikami
MIRZA
która ze zgrozą przypatrywała się Judycie, i od dawna miną wyrażała swe oburzenie — do Judyty:
Do tegoż przyszło, że lud swój, przeklęta,
Zdradliwie wrogom śmiesz oddawać w pęta.
JUDYTA
Mów głośniej. To wyglądać będzie szczerzéj,
Skoro mym słowom sługa stara wierzy.
MIRZA
Jak to! Czyż ciebie nie przeklinać mogę?
JUDYTA
Klnij z całej duszy: po tom szła w tę drogę!
Jeśliś ty szczerość w słowach mych widziała,
To on tym bardziej musiał: Boga chwała!
MIRZA
Płaczesz...
JUDYTA
Z radości, że słowo cię zwiodło.
Patrz! Dreszcz mnie ima na tę mowę podłą
W mych ustach, na to sprośne udawanie...
HOLOFERNES
A więc za pięć dni, Judyto?
JUDYTA
Tak, panie.
Holofernes z Porucznikami odchodzi do namiotu
JUDYTA
do siebie
Ha! Podejmując tę okropną sprawę,
Widzi Bóg, miałam o siebie obawę:
A nuż ten człowiek, który wszystkich straszy,
Wielki, choć różną wielkością od naszéj,
Światłem wielkości obleje mnie swojéj,
Ujarzmi ducha i rękę rozbroi?...
Lecz szczęściem dla mnie, płonna ta obawa:
Wszelkich drgnięć ludzkich szukałam w nim szczerze,
Daremnie. W imię więc ludzkiego prawa
To ludzkie zwierzę niech ginie jak zwierzę.
zasłona opada