SCENA 4

Poprzedzający, oprócz posłów obcych. — Drużyna Moabitów i Ammonitów, pomiędzy nimi Achior.

HOLOFERNES

Co to za lud, co mieszka z tamtej strony?

ACHIOR

Opowiem ci: ja znam ten lud szalony.

Oni pogardy godni są, gdy idą

Na wojnę z mieczem, oszczepem lub dzidą,

Bo to w ich ręku wygląda jak cacka15,

Które też Bóg ich łamie im znienacka;

Nie chce, by oni we krwi się bryzgali

I przeto sam ich nieprzyjaciół wali.

Lecz lud ten, wodzu, strasznym jest nie lada

Gdy się w pokorze przed swym Bogiem pada,

Gdy popiół sypać na głowę zaczyna,

Gdy wielkim głosem sam siebie przeklina.

Wtedy coś wokół strasznego się dzieje:

Jakby świat w inne wstępował koleje,

Niepodobieństwo16 istotą17 się stawa,

Zda się, natura traci swoje prawa.

Więc rozstępuje się morze, bałwany

Zdumione tworzą z obu stron dwie ściany,

Środkiem ulica; to chleb z nieba spada,

Głodnym przepiórek spuszczają się stada,

Żywy zdrój tryska spod piasków pustyni.

HOLOFERNES

Jak się zwie bóg, co takie cuda czyni?

ACHIOR

Nie wolno jego wymawiać imienia,

I śmierć obcemu, który je wymienia.

HOLOFERNES

Mów dalej, jakież są miasta w tej ziemi?

ACHIOR

wskazując na miasto

Betulia leży między najbliższémi,

Widać ją stąd: ją teraz opasują wałem.

Lecz ich stolicą jest Jerozolima:

Tam ja świątynię ich Boga widziałem.

Nie! Wspanialszego nic na ziemi nie ma.

Kiedym zdumiony patrzył na to dzieło,

Na dół mi głowę coś gwałtownie gięło;

Że nie wiem jak się to stało, gdy z czołem

Ku ziemi u stóp świątyni klęknąłem.

Gdym powstał, znowu me bezwładne ciało

Coś nieprzeparcie do wnętrza jej pchało;

Lecz tam śmierć była. Aż jakaś dziewczyna,

Czy przez wzgląd na mą młodość, czy też trwoga

Zdjęła ją, aby przybytku jej Boga

Nie pokalała noga poganina.

Ostrzegła w porę. Słuchaj mnie, o panie!

Na moje baczność zwróć opowiadanie.

Rozkaż dowiedzieć się nasamprzód, czyli18

Oni przed Bogiem swoim nie zgrzeszyli:

Jest-li tak, uderz, a możesz być pewny

Że ich w twe ręce odda ten Bóg gniewny,

I padną u stóp twoich w jednej chwili.

Lecz jeśli Bogu swojemu są mili,

Odstąp, bo znowu użyje on cudu,

A ty się staniesz pośmiewiskiem ludu.

Tyś jest, hetmanie, i wielki, i dzielny.

Lecz on dzielniejszy niż ty — nieśmiertelny!

Jeśli nie może przeciwstawić tobie

Męża równego w mocy i ozdobie,

To zmusi ciebie, byś sam sobie wrogi,

W obłędzie zmysłów szedł i zbił się z drogi.

HOLOFERNES

Bojaźń czy chytrość każą ci, człowiecze,

Proroczyć słowa, nie pytam się o to.

Mógłbym cię skarać śmiercią lub sromotą

Że śmiesz innego, prócz mnie, bać się jeszcze,

Lecz nie uczynię tego dziś. W tym względzie

Tyś na się wyrok wypowiedział sam:

Niech los Hebrejów twoim losem będzie, do Drabanta:

Wziąć go i żywcem odwieźć do ich bram!

rozkaz wypełniają

Ten, kto go w szturmie do miasta powali,

Funt złota weźmie za głowę. Więc daléj!

Ruszamy, kędy na barkach swych góra

Dźwiga Betulię!

WSZYSCY

z okrzykiem

Na Betulię! Hurra!

Obóz wprawia się w ruch. Zasłona spada.