SCENA I

Talbot i Lionel, wodzowie angielscy, Filip, książę Burgundii; Fastolf, Chatillon, z wojskiem i chorągwiami

TALBOT

Tu, w skał tych cieniu stańmy i warowny

Zatoczmy obóz; azali nie zbierzem

Wojsk, które popłoch jako wiatr gwałtowny

Rozproszył wczoraj.

do Fastolfa

Idź, osadź żołnierzem

Szczyt i wąwozy skał! Choć w tej ustroni,

W tej ciemnej nocy, jeśli chyba skrzydeł

Wróg mieć nie będzie, żartuję z pogoni.

Przecież ostrożność! Strach nie zna wędzideł,

I lada powód ima zwyciężonych.

Rycerz Fastolf z żołnierzami odchodzi.

LIONEL

Dość o tem, wodzu! Krew się pali we mnie,

Słysząc to słowo. Po tylu wsławionych

Zwycięstwach naszych pierzchnąć tak nikczemnie!

O Orleanie! Orleanie! W tobie

Grób chwały naszej! Lecz czyż przyszłe wieki

Uwierzyć zechcą? Kto wystawi sobie,

Aby zwycięzcy pod Azincourt, Crequi,

Pierzchli — i przed kim? — przed jedną niewiastą!

Nie! Musim zdobyć to przeklęte miasto!

FILIP

To nas niech cieszy, że nie ludzka siła,

Ale nas szatan przemógł z ludźmi w zmowie.

TALBOT

Tak, szatan głupstwa! Czyżby i wodzowie

Dzielili wiarę, co gmin omamiła?

Nie! Przesąd nadto jest błahą pokrywą

Tchórstwa29 wojsk twoich! To bitwę przegrało.

FILIP

Popłoch był wszędzie.

TALBOT

Nie, nie, jako żywo!

Wojsko twe naprzód zgubny przykład dało.

Wpadliście do nas, wołając, że piekło,

Że sam Lucyper przeciw nam się wiąże.

To nas zmięszało.

LIONEL

Jużciż30 wyznaj, książę,

Że skrzydło twoje najpierwej uciekło.

FILIP

Bo na nie najprzód uderzyli wrogi.

TALBOT

Wiedzieli dobrze, kto im nie dostoi

I drugim jeszcze da przyczynę trwogi.

FILIP

Co? Więc przegrana ma być z winy mojej?

LIONEL

Gdybyśmy swoje tylko wojska mieli,

Orlean naszej nie widziałby klęski.

FILIP

Tak, gdyż wy byście jego nie widzieli!

Kto wam w głąb kraju otwarł wstęp zwycięski?

Kto zjednał serca Franków i w Paryżu

Króla waszego osadził na tronie?

Jako Bóg żywy, gdyby nie te dłonie

Wwiodły was tutaj, nikt by z was w pobliżu

Nie widział dymu z francuskich kominów!

LIONEL

Gdyby dość było wielkich słów, nie czynów,

Burgund sam jeden byłby panem świata.

FILIP

Boli was, widzę, Orleanu strata,

Lecz z czyjej winy? Gdy mieszkańcy chcieli

Mnie poddać miasto, kto z lichej zawiści

Zerwał układy?

TALBOT

Chciałżbyś31, byśmy leli

Krew ludów naszych dla twojej korzyści?

FILIP

Gdybymże32 odszedł, co by z wami było?

LIONEL

O, nic gorszego jak pod Azincourtem,

Gdzie wojsko nasze samo poradziło

Z całem francusko-burgundzkiem, nad którem

Tyś sam przewodził.

FILIP

Jednak me przymierze

Snać wam potrzebne było, gdy mi za nie

Regent wasz tyle poświęcił w ofierze.

TALBOT

Ha, nawet naszą cześć przy Orleanie!

FILIP

To już za wiele, lordzie! To za wiele!

Rozmowa taka zostanie pamiętną.

Na to żem rzucił swoich i na czele

Mem nieskażonem wyrył zdrady piętno,

By mi wróg wobec urągać mógł śmiele,

A jam to znosił duszą obojętną?...

Nie, nie, lordowie! Toć, gdy los przeznaczył,

Bym zawsze tylko służył niewdzięcznemu,

Toć lepiej, żeby brat bratu przebaczył,

Bym wrócił służyć królowi mojemu.

TALBOT

O, rzecz nienową powiadasz nam, książę!

Wiemy, żeś zaczął z La Hirem układy,

Że skryty spisek przeciw nam się wiąże,

Lecz mamy sposób ustrzec się od zdrady.

FILIP

Ha, śmierć i piekło! Idź, śpiesz, Chatillonie!

Dziś jeszcze idziem ku naszej granicy.

Każ zwijać obóz! Niech ludzie i konie

Stają do szyku! Żegnam was, Anglicy!

Chatillon odchodzi.

LIONEL

Szczęśliwa droga! Nigdy miecz Anglików

Nie słynął szerzej, jak kiedy w potrzebie

Bez pomocników i bez przewodników

Sami w swej sprawie walczyli za siebie.

Bo na co kłamać zgodę przyjacielską,

Gdy nas wstręt wieczny rozdziela jak morze,

Gdy czujem, że krew francuska z angielską

Z ran chyba w bitwach połączyć się może?