SCENA II

Ciż i Królowa Izabela, za nią Paź

IZABELA

Cóż to ja słyszę? Co za wpływ złowrogi

Gwiazdy nieszczęsnej pomięszał wam zmysły?

Toż czas do swarów, gdy zwycięskie wrogi

Jak grom spaść mogą na nas, a od ścisłej

Jedności waszej, śród powszechnej trwogi,

Jedyne wojska nadzieje zawisły?...

Nie, książę, cofnij porywcze rozkazy!

A ty, Talbocie, nie wstydź się przebłagać

Gniew przyjaciela!

do Lionela Pójdź mi dopomagać

Przywrócić zgodę i zatrzeć urazy!

LIONEL

Ja? Nie, milady! Mnie to obojętnie,

Czy się to zgodą, czy niezgodą skończy.

Owszem, co z sobą trzyma się niechętnie,

Najlepiej zrobi, kiedy się rozłączy.

IZABELA

Ha, teraz widzę, że piekielne czary,

Jak w bitwie na nas, i tu się sprzysięgły.

Kto wszczął najpierwszy te szalone swary?

Skąd się te żmije w sercach wam wylęgły?

do Talbota

Tyż byś to, wodzu?! Niepomny korzyści,

Co kraj twój jego powinien przymierzu,

Chciał wzniecać iskrę dawnej nienawiści

I serce Franka oburzał w rycerzu?

Lecz cóż poczniecie bez jego ramienia?

On tron wasz dźwignął i on w każdej porze

Samą potęgą swojego imienia,

Byleby zechciał, obalić go może.

Albowiem wiedzcie, niech Anglija cała

Falami morza na Francyją biegnie:

Francyja zgodna dostoi jak skała

I sama siebie chyba w jarzmo zegnie.

TALBOT

Któż by prawdziwej nie cenił przyjaźni?

Lecz przed fałszywą strzec się rozum każe.

FILIP

Temu, w kim wdzięczność dumę tylko drażni,

Nietrudno kłamać bezwstydne potwarze.

IZABELA

Co? Książę, tyż byś twój rozum i serce

Mógł tak poniżyć? Tak zbyć uczuć syna,

Byś ojca twego uściskał mordercę,

Byś się powierzył przyjaźni delfina?

Aza33 ci, myślisz, przebaczy w swej dumie,

Żeś go był wtrącił i dźwignął z przepaści?

Aza nie będzie obmyślał, jak umie,

By ci na przyszłość uszczuplić tej właści34?

Nie, nie, Filipie! Bądź księciem i synem,

A będziesz wyższym od obrazy lichej!

FILIP

Nigdym nie myślał o zgodzie z delfinem,

Ale nie ścierpię cudzoziemców pychy.

IZABELA

O, pójdź! Zapomnij niebacznego słowa!

Wczorajsza klęska serce wodza boli,

A gorycz myśli łatwo zdradzi mowa;

Niesprawiedliwym być łatwo w niedoli.

Ale dość o tem! Czas zgasić w iskierce

Zgubny ów pożar, nim go wiatr rozdmucha.

TALBOT

Co mówisz, książę? Gdzie jest prawe serce,

Tam rozum chętnie zdrowej rady słucha.

Królowa mądrze dla nas obu radzi.

A więc masz! Zgoda zależy od ciebie.

Uznanie błędu niechaj błąd zagładzi!

FILIP

Niech i tak będzie! Ulegam potrzebie.

IZABELA

Zgoda, wodzowie! I niech uścisk bratni

Świętszem niż dotąd spoi was ogniwem,

By spór ten zgubny był odtąd ostatni!

Filip i Talbot ściskają się.

LIONEL

patrząc na nich, na stronie

Nietrwała zgoda za furyi wpływem!

IZABELA

Los bitwy wprawdzie ostał się przy wrogu.

Lecz niech nas męska pokrzepi otucha!

Na próżno delfin, nieufny snać w Bogu,

Przyzywa w pomoc przeklętego ducha,

Straci swą duszę, jak swój kraj i władzę!

Niewiasta stoi na wojsk jego czele;

Chcecie? Ja wasze wojska poprowadzę

I wzorem lepiej niż czarem ośmielę.

LIONEL

O, nie, nie! Raczej wracaj do Paryża!

Anglik w broń ufa, nie w sztuki niewieście.

TALBOT

Tak, wracaj! W wojsku przesąd się rozszerza,

Że nam twa bytność przyniosła nieszczęście.

FILIP

Widok twój tutaj osłabia żołnierza

I dla cię samej przyzwoiciej w mieście.

IZABELA

patrząc na nich z podziwieniem

Cóż to ma znaczyć? Co te słowa wróżą?

I ty, Burgundzie, przeciw mnie jak oni?

FILIP

Tak! Żołnierz nie śmie ufać w pomoc bożą,

Póki rozumie, że twej sprawy broni.

IZABELA

Czyście szaleni? Ledwom między wami

Zgodę zawarła, łączycie się na mnie.

TALBOT

Jedź pani z Bogiem! Gdy zostaniem sami,

Czarta się lękać nie będziem przynajmniej.

IZABELA

Czyliż nie jestem przyjaciółką waszą?

Czyż sprawa wasza nie jest także moją?

TALBOT

Tak! Ale sprawa twoja nie jest naszą!

My toczym wojnę za ojczyznę swoją.

FILIP

Ojciec mój poległ z naprawy35 delfina:

Synowska czułość moją zemstę budzi.

TALBOT

Lecz twoja, pani, zawziętość na syna

Obraża Boga i oburza ludzi!

IZABELA

Syna? Przeklęty niech będzie na wieki!

On śmiał mię sądzić!

FILIP

Mścił się ojca swego.

IZABELA

On mię potępił! Wygnał w kraj daleki!

TALBOT

Prawo i naród domagał się tego.

IZABELA

Ha, teraz skutku przekleństw mych doświadczy!

I, niżbym miała wyrzec przebaczenie,

Niżby miał posiąść tron ojców, niech raczej...

TALBOT

Wolisz poświęcić swą cześć i zbawienie!

IZABELA

Wy, słabe dusze! Wy czuć nie możecie,

Co jest za siła w matki nienawiści!

Co mi cześć świata? Mój cel na tym świecie

Jest: niech się nad nim zemsta moja ziści!

Lecz wy, wy drudzy, co go wojujecie,

Co, prócz łakomstwa, dumy i zawiści,

Dało wam oręż przeciw mego syna?

Skąd prawo wasze? W czem jest jego wina

Przeciw bądź komu, prócz mnie? Obłudnicy!

Chcecie świat mamić słowy barwionemi.

Lecz czyż świat nie wie, że jak rozbójnicy

Przyszliście dzielić łupy cudzej ziemi,

Lać krew dla zysku? Ha, a tenże książę,

Co sobie imię Dobrego wykłamał!

Z wrogiem na własną ojczyznę się wiąże,

Ziomkom, królowi, Bogu wiarę złamał,

Przez co? Przez zemstę? Nieprawda! — Przez chciwość,

Przez zazdrość tylko! A słuchać was przecie:

Co trzecie słowo w ustach: sprawiedliwość,

Choć czyn wasz każdy woła, że kłamiecie!

Ja, ja przynajmniej obłudą się brzydzę

I gardzę wami! Lubię wolność moją,

Mam krew, mam serce; kocham, nienawidzę,

Lecz, jaka jestem, wyznać się nie boję.

TALBOT

Tej sławy, pani, nikt ci nie zaprzeczy.

IZABELA

I nie przed wami będę się tłumaczyć!

Uczucie dla was jest słowem bez rzeczy.

Żegnam was! Oby nigdy nie zobaczyć!

Odchodzi.