SCENA III
Talbot, Filip i Lionel
TALBOT
To mi niewiasta!
LIONEL
A teraz, czas drogi!
Radźcie, co czynić, co przedsięwziąć mamy!
Cofać się, czyli36, ochłonąwszy z trwogi,
Iść wstecz, wczorajszej powetować plamy?
FILIP
Nadtośmy słabi37, popłoch nazbyt świeży!
TALBOT
Popłoch ten powstał z płonnej wyobraźni;
Lecz niech się z widmem oko w oko zmierzy,
Żołnierz przesądnej wnet zbędzie bojaźni.
Moja więc rada: dodawszy odwagi,
Zgromadzić wojsko i wieść do rozprawy.
FILIP
Rozważcie tylko!
LIONEL
Co tu do rozwagi,
Gdy trzeba umrzeć lub pomścić niesławy!
TALBOT
Tak jest, stanęło: z pierwszych kurów pianiem
Wrócim za rzeką na spotkanie wroga.
Ja sam, najpierwszy, z tem widmem szataniem
Zmierzyć się muszę i z pomocą Boga,
Czy się mnie czekać odważy szalona,
Ufam, że skończy swe gusła i czary,
Czy pierzchać będzie: wojsko się przekona,
Jak zabobonnej ulękło się mary.
LIONEL
Nie, nie! Mnie, wodzu, zostaw bój ten łatwy!
A ja ci ręczę: bez dobycia broni,
Wobec wojsk obu, ten postrach dla dziatwy
Jak lalkę żywcem uniosę w mej dłoni.
FILIP
Wieleś obiecał!
TALBOT
Ze mną pojedynek
Nie tak łagodne wróży jej uściski.
Lecz czas, wodzowie! Czas pójść na spoczynek!
O świcie w drogę, a świt już jest bliski!
Odchodzą.