SCENA I

Węglarz i jego żona

WĘGLARZ

Co za okropny szturm! Co za ulewa!

Niebo się zdaje stopi w błyskawicach

Lub spłynie z deszczem. Najsilniejsze drzewa,

Nieporuszone w zwykłych nawałnicach,

Gną się jak trzciny lub się kruszą w borze.

Istny dzień sądny! A jednak, mój Boże,

Że też ta walka żywiołów zawzięta

Złości człowieczej złagodzić nie może!

Słyszysz te z wiatru i gromów hałasem

Strzały po strzałach! To ludzkie modlitwy!

Obadwa wojska stoją tuż za lasem,

I lada chwila przyjść musi do bitwy.

ŻONA

Boże, zmiłuj się! A już tak spokojne

Były te strony; wróg był uciekł z pola.

Cóż jest, że znowu śmie podnosić wojnę?

WĘGLARZ

Jest to, że znowu nie boi się króla.

Wszystko jak z płatka szło nam przy Dziewicy,

Było i szczęście, była i odwaga;

Lecz jak w Reims naród zląkł się czarownicy,

Wszystko znów na wspak; czart już nie pomaga,

A król! Ha! prawda, że to się nie godzi

Trzymać z szatanem! Jednak...

ŻONA

Ktoś nadchodzi!