SCENA IX

Ciż, Arcybiskup z Reims, Dunois, Du Chatel i Raul (rycerz w zbroi)

ARCYBISKUP

prowadząc Dunois do króla i łącząc ich ręce

Zgoda, książęta! Podajcie dłoń wzajem!

Nie dziś czas pomnieć o ziemskiej rozterce,

Gdy Bóg nad wami czyni cuda swoje.

Dunois obejmuje króla.

KAROL

Odmęt słów waszych pochłania me serce,

Chciałbym uwierzyć i wierzyć się boję.

Co? Jak się stało? — W krótkiej, jasnej mowie

Powiedzcie! Błagam, każę!

ARCYBISKUP

wskazując na Raula

On opowie.

RAUL

Było nas wszystkich chorągwi szesnaście,

Które szlachetny Baudricourt zgromadził,

I, odpierając angielskie napaście,

Ku tobie, królu, na odsiecz prowadził.

Lecz gdy, przeszedłszy Vermatońskie wzgórza,

Schodzim w dolinę, gdzie się kręci Yonna,

Patrzym: przed nami z lasu się wynurza

Kolumna wrogów piesza, potem konna.

Chcemy się cofnąć, aż widzim, za nami

Drugie ich wojsko już wzgórza osiadło.

Tak między dwoma zamknięci ogniami,

Najodważniejszym z nas serce upadło.

Chcą złożyć oręż i daremnie wodze

Szukają jeszcze rady, której nie ma.

Gdy wtem — w powszechnym nieładzie i trwodze

Cud się nam dziwny jawi przed oczyma!

Z gaju, wprost ku nam, wychodzi Dziewica

W błyszczącym hełmie jak bogini wojny,

Piękna jak anioł, choć groźne jej lica

Tchnęły postrachem, a wzrok, acz spokojny,

Gorzał jak ogniem; wiatr włosy rozwiewał,

A blask poziomy zachodniego słońca

Dziwną jasnością jej postać odziewał.

Szła ku nam, na kształt niebieskiego gońca

I głosem, który wskróś wszystkich przeniknął:

«Francuzi! — rzekła — próżno się boicie!

Dość już wróg wami pomiatać nawyknął,

Dziś jest kies jego! Wierzcie, a ujrzycie!

Nic to, że okrył doliny i wzgórza.

Bóg cud obiecał i cud wam uczyni!

Niech będzie silny jako fale morza,

Niech będzie liczny jak piaski w pustyni.

Naprzód! Dziś z wami jest Bóg i Dziewica!

Duch Jego za was uzbroił jej ramię.

Za mną, Francuzi!». To rzekłszy, pochwyca

Z rąk chorążego rozwinięte znamię

I z niem najpierwsza bieży w stronę wroga.

Co krwi w nas było, zawrzała płomieniem.

Wszyscy jak jeden, za posłanką Boga

Lecim z orężem, a wróg z podziwieniem

Patrzy się na nas, stojąc nieruchomy.

Lecz wtem — jak gdyby głos trąb ostatecznych

Posłyszał nagle, jakby niewidomy

Anioł swym mieczem zmiótł wszystkich walecznych:

Zachwiał się, widzim, mięsza się i pierzcha,

Broń i rynsztunek miecąc poza siebie;

Jedni na wzgórza, by dosiąc ich wierzcha,

Drudzy ku rzece, a my, ku potrzebie

Sprawiwszy hufce, tu i tam za niemi!

Rzeź się prawdziwa, nie bitwa, zaczęła.

Tysiąc ich z górą poległo na ziemi.

Nie licząc tego, co rzeka połknęła.

Z nas ani jeden nie zginął!

KAROL

Cud boski!

AGNIESZKA

I cud ten, mówisz, stał się przez Dziewicę?

Któż, skąd jest ona?

RAUL

Różne czynią wnioski.

Lecz ona sama swoją tajemnicę,

Rzekła, że tylko królowi objawi.

Natchnioną z nieba zowie sama siebie

I zapowiada, że Orlean zbawi,

Wprzód nim się księżyc odmieni na niebie.

Wojsko, lud cały, wierzy w nią i wszędzie

Rwie się do broni.

Słychać za sceną dzwony i szczęk oręża.

KAROL

Cóż to? Trąby? Dzwony?

RAUL

To ona z wojskiem! Za chwilę tu będzie.

Lud jej jak świętej oddaje pokłony.

KAROL

do du Chatela

Każ ją wnet przyjąć!

do Arcybiskupa

Ty mię ucz, kapłanie,

Co myśleć o tem? Bóg cud swój okazał,

Gdy cud już tylko zbawić nas był w stanie.

Tego by żaden człowiek nie okazał,

Lecz mogęż wierzyć, że dla mnie to czyni?

GŁOSY ZA SCENĄ

Chwała Dziewicy! Cześć, chwała zbawczyni!

KAROL

To ona!

do Dunois Usiądź na miejscu królewskiem!

Obaczym, zali prorokować umie.

Jeśli jest duchem natchniona niebieskim,

Pozna naprawdę i znajdzie mię w tłumie.

Dunois siada, król staje przy nim po prawej ręce, obok króla Agnieszka Sorel, dalej Arcybiskup, inni ustawiają się po obu stronach, tak że środek sceny zostaje próżny.