SCENA IX

Joanna, lud, potem Anna i Aniela

JOANNA

wydziera się z tłumu i postępuje szybko na przód sceny

Nie mogłam zostać! Nie! Organ mię głuszy,

Jak huk piorunów; kościół zda się cały

Wali się na mnie; piekło w mojej duszy!

O, nie mnie teraz nieść mój sztandar biały!

Tam na ołtarzu oddałam go Bogu...

Tu jakoś lepiej! Tu oddychać mogę;

Tu śmielej!... O nie! Nie myśleć o wrogu,

Nie! Pragnę tylko uspokoić trwogę.

Czy mi się zdało? Czy przed chwilą w tłoku

Widziałem siostry? Byłoż78 to w istocie?

Czy tylko widmo, pożądane oku,

Przyszło urągać czy ulżyć tęsknocie?

Ach, tak, tak! Po co łudzić się daremnie?

One daleko, daleko ode mnie!

Jak moje szczęście, moja młodość ranna!...

Anna i Aniela wchodzą.

ANNA

do Anieli

Patrz, patrz, to ona!

ANIELA

biegnąc ku Joannie

To nasza Joanna!

JOANNA

To wy! O siostry, o najmilsze moje!

Więc to nie mara? Nie! Sen mię nie łudzi!

O, co za rozkosz spotkać serca swoje

Śród tej pustyni nieznajomych ludzi!

ANNA

A co, Anielo? Czy się nas wyrzeka?

Czy gardzi nami?

JOANNA

I wy z tak daleka

Przyszłyście do mnie, com was opuściła?

ANIELA

Boska w tem wola, a nie twoja była.

ANNA

Sława dzieł twoich napełnia świat cały,

Bóg cię uczynił swoich łask obrazem;

I myśmy przyszły widzieć blask twej chwały,

I to nie same!

JOANNA

prędko

Co? Ojciec jest razem?

Gdzież on? Gdzie, mówcie!

ANNA

Nie, ojca tu nie ma.

JOANNA

Nie ma? Dlaczego? Czy może trwa w gniewie?

Nie chce mię widzieć przed swemi oczyma?

Może złorzeczy?

ANIELA

O nie! Lecz on nie wie,

Że tu jesteśmy.

JOANNA

Nie wie? Cóż to znaczy?

Wy się mięszacie? Gdzież on jest? Dla Boga!

Mówcie, czy żyje? ...

ANNA

Żyje i przebaczy

Wszystko! Lecz odkąd poszłaś, siostro droga,

Ojciec nasz...

ANIELA

dając znak, aby milczała

Anno!

ANNA

Stał się więcej jeszcze

Smutnym niż dawniej.

JOANNA

Smutnym z winy mojej!

ANIELA

Znasz ojca umysł i myśli złowieszcze:

Los go twój trwoży. Lecz się uspokoi,

Gdy mu powiemy, że jesteś szczęśliwa.

ANNA

Bo wszakże jesteś? Na czemże ci zbywa?

JOANNA

O tak! Na niczem! Niczego nie żądam,

Kiedy was widzę, gdy z ust waszych słyszę,

Że mię kochacie, i, zda się, oglądam

Nasze rozkoszne, rodzinne zacisze,

Gdzie w cieniu ojca i waszej opieki,

Chodząc za trzodą po zielonym gaju,

Byłam szczęśliwa, szczęśliwa, jak w raju,

I jak już nigdy nie będę na wieki!

Ukrywa twarz na piersiach Anieli, Stefan, Klaudian i Bertrand wchodzą i z nieśmiałością zatrzymują się z daleka.

ANNA

Chodźcie tu, chodźcie! Wszystko się spełniło!

Siostra nie dumna, nie ma nas za cudze.

Ci zbliżają się i chcą podać jej rękę; Joanna wpatruje się w nich bystro i wpada w głębokie zamyślenie.

JOANNA

Gdzież to ja jestem? Czyż to wszystko było

Snem tylko marnym? A teraz się budzę?

O, tak, tak! Pewnie! Musiałam, jak nieraz,

Zasnąć pod drzewem i marzyć... a teraz!...

Lecz mówcież79, mówcie! Jesteśmyż w Dom-Remy?

Wasże80 to widzę przed oczyma memi?

Czyż więc te króle, te mordy, te boje,

Były snem tylko? Ach, bo myśli moje

Dziwnie splątane! Nic nie wiem, nie pomnę...

Dąb ten mię urzekł! Gdzież są te ogromne

Wojska? Te tłumy radosnego ludu?

Byłoż81 to wszystko dziełem snu, czy cudu?

Mnież to mówiono, że Francyję zbawię?...

ANIELA

Tak! I zbawiłaś, zbawiłaś na jawie!

Przed tobą pierzchli jej nieprzyjaciele.

To jest Reims — patrzaj! Król jest w tym kościele.

Król, co przez ciebie posiadł państwo swoje!

To nie sen, siostro! Patrz, widzisz swą zbroję!

Joanna chwyta się ręką za piersi, przychodzi do przytomności i wzdryga się z przerażeniem.

BERTRAND

Jam ci hełm przyniósł. Pamiętasz to przecie?

ANNA

Nie dziw, że wszystko snem być ci się zdaje.

Bo, co przez ciebie Bóg zdziałał na świecie,

Ludzkim rozumem pojąć się nie daje.

JOANNA

prędko

Idźmy stąd, idźmy! Uciekajmy razem!

ANIELA

Ty chcesz iść z nami?

JOANNA

Ach, ci obcy ludzie

Czcią swoją dla mnie gorzej niż żelazem

Rażą me serce: hołd niosą ułudzie!

Ale wy moi! Wy mię lepiej znacie!

Wyście mię znali jako słabe dziecię,

Jako pasterkę w niskiej, wiejskiej chacie!

Wy mię kochacie, ale nie wielbicie!

ANNA

Maszże82 dość serca rzucić taką chwałę?

JOANNA

O, precz ode mnie, precz te blaski liche!

Wam chcę poświęcić życie moje całe,

Służyć, jak sługa, by odkupić pychę,

Co się tak bardzo na nas wynieść chciała.

słychać trąby