SCENA X
Ciż, Dunois i La Hire
DUNOIS
Mąż niech walczy z mężem,
Nie z niewiastami!
LA HIRE
Nim świętej Dziewicy
Skroni dosięgniesz, nas wprzód zabić trzeba!
FILIP
Nie ja się zlęknę guseł czarownicy,
Ni was, co dla niej zrzekliście się nieba!
Lecz wstyd ci wieczny, synu Orleana!
Wstyd ci, La Hirze, że swój miecz zwycięski
Czynicie tarczą sprośnych sztuk szatana,
A z siebie giermków wiedźmy czarnoksięskiej!
Pogardzam wami i czekam. Do broni!
Z kim Bóg, ten w czarta nie będzie jasyrze.
Gotują się do walki — Joanna staje wpośrodku.
JOANNA
Stójcie!
FILIP
Ha, nędzna, strach ci mojej dłoni!
naciera na Dunois
Broń się, bo zginiesz!
JOANNA
Rozłącz ich, La Hirze!
Dość już z stron obu bratniej krwi przelano.
Dość! Lecz nie oręż tę walkę rozstrzygnie.
Inaczej o tem w gwiazdach napisano!
I biada temu, kto go pierwszy dźwignie,
Kto nie uwierzy i kto nie usłucha
Z ust moich głosu wszechmocnego ducha!
DUNOIS
Po co wstrzymujesz cios mój sprawiedliwy?
Krew niechaj zdrajcy wstyd Francyji zmaże!
JOANNA
rozłączając ich, staje znowu wpośrodku
Złóżcie broń! Mówię, Bóg, Pan litościwy,
Nie chce krwi waszej, mnie z nim mówić każe.
Co chcesz, Filipie? Zważ i przeciw komu
Stoisz z orężem w bratobójczej dłoni?
On, jak ty, książę francuskiego domu,
On jest twój ziomek i towarzysz broni!
Jam też nie obca: córka jednej ziemi.
Wszyscy, na których następujesz głowę,
Twoi są. Powróć, stań pomiędzy niemi,
A poznasz wszystkich! Serca ich gotowe
Kochać cię, ręce uściskać, kolana
Zgiąć się przed tobą, bo nawet w potrzebie
Święta nam w tobie krew naszego pana,
Oręż nasz ostrza mieć nie śmie dla ciebie!
O, pójdź! Wróć do nas! Czyż dla cię bez ceny
Są cześć i miłość, serc najdroższe dary?
FILIP
Dość, dość, obłudna! Śpiew zdradnej syreny
Insze w głąb piekła niech wabi ofiary!
Mnie nie ułudzą szatańskie mamidła:
Przezorny rozum zatkał moje uszy
I oczu twoich zalotnicze sidła.
Jak z gładkiej zbroi, zemkną się z mej duszy!
Teraz my z sobą, Dunois! Do broni!
Mąż z mężem walczy żelazem, nie słowy...
DUNOIS
Złą snać42 ma sprawę, kto się prawdy chroni.
Wysłuchaj pierwej! Jam zawsze gotowy.
JOANNA
Patrz wkoło, książę, i sądź, czy nas trwoga,
Czy nas potrzeba u stóp twoich zgina?
Jednym płomieniem gore obóz wroga,
Trupem się jego zasłała równina,
Głos trąb wojennych, jako piorun Boga,
Rozprasza resztę: naszą jest godzina!
Jako zwycięzcy, sławą i weselem
Chcemy się z dawnym dzielić przyjacielem.
O, wracaj do nas! Dość mściwej niechęci!
Z nami jest słuszność i błogosławieństwo.
Wy nie widzicie, lecz duchowie święci
Walczą za nami! Bóg nam dał zwycięstwo.
Bóg ci przeze mnie swą wolę ogłasza,
Przeze mnieć43 Jego chce dźwignąć prawica.
Jak ten nasz sztandar, biała sprawa nasza;
Godłem i hasłem jej: Bóg i Dziewica!
FILIP
Umiem znać kłamstwa mamiące wykręty,
Ale jej mowa prosta jest, jak dziecka!
Czyżby i pozór niewinności święty
Wykłamać mogła piekieł moc zdradziecka?
Nie słucham więcej! Dunois, do broni!
Ucho me, czuję, jest słabsze od dłoni.
JOANNA
Zwiesz mię szatanką! Szatańskież44 to dzieło
Rozbrajać zemstę, koić serc trucizny?
Piekłoż45 chce zgody? Onoż46 mię natchnęło
Żądzą pokoju, miłością ojczyzny?
Lub się więc zmienił porządek natury,
Że dobrą sprawę wspierać muszą piekła:
Albo, jeżeli jest prawdą, com rzekła,
Skąd me natchnienie, jeżeli nie z góry?
Kto zstąpił ku mnie, ku biednej pasterce,
I męstwo w piersiach dziewicy rozniecił,
Nadludzki zamiar tchnął w dziecinne serce
I duszę światłem nadziemskiem oświecił?
Jam nie wzrastała przed królów obliczem,
Obca mym ustom sztuka słów mamiąca;
Przecież, gdy trzeba, gdy tchem tajemniczym
Duch mię owionie, jakby w blasku słońca
Widzę przed sobą cały świat widomy,
Wiem wszystkie rzeczy, czuję mimo woli
Przeszłość i przyszłość narodów i króli,
A słowa moje wstrząsają jak gromy!
FILIP
głęboko poruszony podnosi na nią oczy i przygląda jej ze zdziwieniem i rozrzewnieniem
Co mi się dzieje? Co za dziwna zmiana!
Mocże47 to czarów to wzruszenie budzi?
Nie! Ta mię postać, ten mię wzrok nie łudzi!
Serce mi mówi: tyś z nieba zesłana!
JOANNA
On już wzruszony! Stało się! Wzruszony!
Twoja w tem, Panie, a nie moja siła!
Chmura się gniewu we łzy roztopiła,
Pogodą serca świeci wzrok natchniony!
Precz z tym orężem! Łączmy łzy ze łzami!
On płacze! Boże, dzięki Ci! — On z nami!
Miecz i chorągiew wypadają z jej dłoni; bieży do niego z otwartemi ramionami i ściska go z namiętną gwałtownością — La Hire i Dunois rzucają również miecze i śpieszą uściskać księcia.