SCENA DWUNASTA
Król i Markiz.
MARKIZ
Panie!
Temu starcowi, który bieżał na spotkanie
Ze śmiercią tylokrotnie za was, dziś przychodzi
Gorzko słyszeć odprawę taką.
KRÓL
Wam się godzi
Tak myśleć, mnie tak działać. On przez całe życie
Nie odda mi tych usług, jakie przynosicie
Wy w tych kilku godzinach. Ja nie chcę w skrytości
Szafować moich względów. Niech w pełnej jasności
Piętno łaski monarszej promieni wam z czoła.
Kogo zwę przyjacielem, niech budzi dokoła
Zazdrość!
MARKIZ
I wtedy gdy zasługą dlań całą
Tego miana okrycie ciemności być miało?
KRÓL
Cóż mi więc przynosicie?
MARKIZ
Przechodząc gankami
Pałacu z okropnymi stykam się wieściami,
Którym wierzyć mi trudno — jakoby przemowa
Gwałtowna miała miejsce — że krew... że królowa...
KRÓL
Wracacie zatem stamtąd?
MARKIZ
Czułbym boleść żywą,
Gdyby wieść tak głoszona nie była fałszywą;
Jeśliby wasza miłość spełnił z uniesienia
Czyn gwałtowny; bo tu się postać rzeczy zmienia,
Ważnym zda się odkryciem.
KRÓL
Więc?
MARKIZ
Oto wypadkiem
Miałem sposobność księcia pulares ukradkiem
Wydostać z papierami, które, wnosić mogę,
Rzuca nam trochę światła na tę ciemną drogę.
wręcza Królowi pulares Carlosa.
KRÓL
przeglądając pulares chciwie
List jeszcze od cesarza — od ojca mojego —
Co?... nie pomnę, by kiedy pisywał do niego.
po przeczytaniu tego listu odkłada go na stroną i śpieszy do przejrzenia innych papierów
Plany jakiejś fortecy... wyjątki z Tacyta...
Cóż mieści ta schowanka starannie ukryta?
Jakieś pismo... widocznie pismo jakiejś damy —
Nawet... o ile sądzę... że rękę jej znamy.
czyta uważnie, chwilami głośno — chwilami po cichu
„W pawilonie królowej do tylnych podwoi
Klucz ten drogę ułatwi.”
Ha! Cóż dalej stoi?
„Gabinet z dala szpiegów... tam... miłość zamknięta
W niemych dotąd objawach, niechaj zrzuci pęta...
Wzajemność... tam nagroda...” Szatańskie podejście!
Wiem już wszystko!... to ona!... znam pióro niewieście,
Co kreśli te wyrazy!
MARKIZ
Możeż być?... Królowa?...
KRÓL
Nie... księżniczka Eboli.
MARKIZ
Więc mi pazia słowa
Niekłamano przed chwilą zrobiły wyznanie,
Że doręczał klucz księciu i tajne pisanie.
KRÓL
chwytając rękę Markiza w gwałtownym poruszeniu
Markizie! Ja w okropnych rękach pozostaję.
Ta dziewczyna, markizie, teraz wam wyznaję,
Ta dziewczyna — odbiła szkatułkę królowej —
Myśl o zdradzie powstała z jej chytrej podmowy.
Nie wiem, o ile mnich jest w tę sprawę wmieszany —
Dość, że psotą bezbożną jestem oszukany.
MARKIZ
W takim razie to szczęście...
KRÓL
Uczuwam obawę,
Markizie, żem się targnął zanadto na sławę
Mojej żony!
MARKIZ
Jeżeli pomiędzy królową
A księciem można łączność dopuszczać jakową,
To innej — bez wątpienia, wcale innej treści,
Niżeli to oszczerstwo niecne w sobie mieści.
Ja mam pewne dowody, że księcia pragnienia
Odjazdu do Flandryi są głównie z natchnienia
Królowej, żony waszej.
KRÓL
Ja sam temu wierzę.
MARKIZ
Królowa żądna sławy — a jeżeli szczerze
Śmiem wyrzec — ona tu się czuje zawiedziona
W dumnych nadziejach swoich — gdyż jest oddalona
Od udziału w zarządzie — widzi zatem rada
Ognistą młodość księcia, a która przypada
Do jej planów rozległych. Serce przy jej dumie...
Ja wątpię, czy to serce kochać nawet umie...
KRÓL
Jej planów politycznych nie lękam się wcale.
MARKIZ
Czyli zaś jest kochana? Czy w księcia zapale
Nie tleje cel groźniejszy... to są już pytania
Godne, jak mnie się zdaje — głębszego zbadania.
Ja bym zalecał ścisłe czuwanie w tej mierze.
KRÓL
Które właśnie ja tobie, markizie, powierzę.
MARKIZ
po namyśle
Jeśli mnie wasza miłość dość zdolnym znajduje
Do takiego urzędu, tedy go przyjmuję.
Z tym wszakże zastrzeżeniem, bym miał własną wolę
Bynajmniej nie ścieśnioną.
KRÓL
Tę wam mieć pozwolę.
MARKIZ
Byle mi w przedsięwziętej w potrzebie czynności
Władza, jakiej bądź nazwy, nie kładła trudności.
KRÓL
I to święcie zapewniam. Jesteście w tej sprawie
Moim aniołem stróżem. Ja nie umiem prawie
Wynurzyć wam wdzięczności za wskazówkę daną.
zwracając się do Lermy, który wszedł na ostatnie słowa
Jakżeś odszedł królowę?
LERMA
Z siły wyczerpana.
Okiem podejrzenia śledzi Markiza — po chwili oddala się.
MARKIZ
po odejściu Lermy
Jeszcze jedna przezorność potrzebna być może.
Obawiam się, że książę, który tu na dworze
Ma tak wielu przyjaciół, będzie ostrzeżony.
Obawa do rozpacznej ośmiela obrony,
Zwłaszcza, jeżeli z buntem wiąże się sekretnie,
Radziłbym zatem użyć środka, który przetnie
Drogę złemu na razie.
KRÓL
Dzielę wasze zdanie.
Ale jakże w tym począć?
MARKIZ
Najjaśniejszy panie,
Tajny rozkaz aresztu chciej złożyć w mej dłoni,
Abym w razie koniecznym mógł użyć tej broni.
widząc, że Król zdaje się namyślać — dodaje
Co jednak tajemnicą stanu pozostanie.
KRÓL
zwracając się do biurka i podpisując rozkaz
Gdy państwo zagrożone... spieszne ratowanie
Wymaga środków, jakie konieczność dyktuje...
Oto macie, markizie. Wam nie potrzebuję
Zalecać oględności...
MARKIZ
odbierając rozkaz z rąk Króla
Chciej być przekonany,
Panie, że ją zachowam.
KRÓL
kładąc rękę na ramieniu Markiza
Markizie kochany —
Idźcie — idźcie. Niech wróci przy waszej pomocy
Spokój mojemu sercu i sen mojej nocy.
Rozchodzą się w strony przeciwne.