SCENA DZIEWIĄTA
MARKIZ
sam
Książę się nie myli.
Zużywać nam potrzeba trafnie każdej chwili,
Bo ubiegła nie wraca! Zaprawdę, skutecznie
Radzi wcale133 ten dworak, jeśli niekoniecznie
W jego duchu — to w moim.
przechadzając się po scenie
Cóż mnie tu sprowadza?
Byłażby to wypadku kapryśnego władza,
Co odbija w tym lustrze obraz mej postaci?
Mnież to właśnie wyrywa z miliona współbraci?
Mnie, najmniej spodziewanie? I uśpioną króla
Pamięć o mnie rozbudza?
I to ma być wola
Wypadku tylko?... to być może wyższym tchnieniem.
Czym jest wypadek, jeśli nie prostym kamieniem,
Który pod ręką mistrza kształt z życiem przyjmuje?
Bóg nam zsyła wypadek — człowiek nim kieruje
Względnie do swych zamiarów.
Jakiekolwiek cele
Król względem mnie mieć może, dbam o to niewiele.
Ja — wiem — wiem, jak mnie z królem postąpić przystało134.
Gdyby choć jedną iskrę prawdy się udało
Rzucić w duszę despoty! Siew śmiało rzucony,
Jakież w ręku przezornym mógłby wydać plony!
I mogłoby, com mienił dziwactwem jedynie,
Stać się płodem we wzniosłych tak celach, jak w czynie.
Być lub nie być! To mniejsza! Ja z tymi myślami
Pragnę działać.
Przechadza się po gabinecie, po czym staje przed jednym z obrazów przyglądając się z uwagą. Król wchodzi do sąsiedniego pokoju, w którym wydaje zlecenia, po czym wchodząc do gabinetu zatrzymuje się na progu i przez chwilę, nie postrzeżony przez Markiza, śledzi go badawczym okiem.