SCENA DZIEWIĄTA
Ciż, Król.
Wszyscy przerażeni widokiem Króla usuwają się na bok, zostawiając środkiem wolne przejście Królowi. Król przechodzi jakby pogrążony w śnie somnambulicznym. Ubiór jego w nieładzie spowodowany zemdleniem; Król wpatruje się bystro w obecnych, jakby nie rozpoznając ich, wreszcie staje zatopiony w myślach ze wzrokiem spuszczonym i stopniowo przytomnieje.
KRÓL
Oddajcie mi żywym zmarłego.
Ja chcę mieć go zwróconym.
DOMINGO
do Alby półgłosem
Przemówcie do niego.
KRÓL
On mną wzgardził i umarł! Żądam, niech powstanie
I sąd o mnie niech zmieni!
ALBA
zbliżając się z obawą
Miłościwy panie...
KRÓL
Kto śmie tutaj przemawiać?
rozgląda się długo wokoło
Czyli zapomniano,
Kto jestem? Marny tworze — czemu na kolano
Nie upadasz przede mną? Jestem jeszcze panem.
Żądam hołdu poddaństwa! — Maż być znieważonem
Moje berło, że jeden śmiał urągać ze mnie?
ALBA
Mój królu! Więcej o nim nie myśl już daremnie.
Nowy jest nieprzyjaciel w dziedzin twoich łonie,
Który ciosem silniejszym grozi twej koronie.
FERIA
Książę Carlos...
KRÓL
On brata miał w jego osobie,
Co życie dał za niego — za niego legł w grobie.
Ze mną byłby tron dzielił. A wzrok jego ku mnie
Spadał jakby z wyżyny — i z tronu tak dumnie
Nie spogląda monarcha. Toteż nie krył wcale
Dumy ze swej zdobyczy. Sam żal daje skalę
Wielkości jego straty. Tak się łez obficie
Nie roni dla strat marnych. Ja za jego życie
Oddałbym Indie całe.
Jak marna potęga
Mej władzy, gdy ramieniem poza grób nie sięga
I ciosu zbyt spiesznego cofnąć już nie może.
Już nie wstanie, kto zaległ raz śmiertelne łoże!
Kto śmie zwać mnie szczęśliwym? Gdym pozwolił sobie
Cześć odebrać i zamknąć wraz z wydziercą w grobie.
Cóż mnie reszta żyjących obchodzi na świecie?
Jedną wielkość duchową wydało stulecie —
Jednego męża — i ten krótkiej bytu chwili
Użył, aby mną wzgardzić i umrzeć!
ALBA
My żyli
Na próżno! I nam się w grób położyć wypadnie —
Hiszpanie! Gdy ten człowiek zza grobu nam kradnie
Serce króla!
KRÓL
siada opierając głowę na dłoni
O! Gdyby to życie w ofierze
Za mnie oddał! Ja jego kochałem tak szczerze!
Jak dziecko był mi drogim. Dla mnie w tym młodzianie
Wchodziło tak urocze i nowe zaranie.
Kto wie, co jemu moja hojność gotowała?
To moja pierwsza miłość. Europa cała
Przeklina mnie. Niechby mi złorzeczył świat cały,
Od tego — mnie się dzięki słusznie należały.
DOMINGO
Takich względów przez jakież dostąpił on czary?
KRÓL
I któż to mógł go natchnąć do takiej ofiary?
Ten młodzik? Syn mój może? O, nigdy — nie wierzę!
Taki Poza dla dziecka nie złoży w ofierze
Życia tak szacownego. Przyjaźni płomienie
Za ubogie, by miały nasycić pragnienie
Serca takiego Pozy. To serce gorzało —
Dla ludzkości. Potomność przyszłą ogarniało.
Goniąc za szczęściem dla niej tron sobie zjednany
Miałże w drodze pominąć? Zdrady niesłychanej
Miał się Poza dopuścić przeciwko ludzkości?
O, nie! Ja go znam lepiej — nie ufał starości,
Nie Filipa poświęcił zatem Carlosowi,
Ale starca młodemu — swojemu uczniowi.
Gasnące słońce ojca za słabym uznano
Do przyświecania dziełu — więc się z nim wstrzymano,
Aż młode wznijdzie słońce i przyświeci obu.
To jasne — że czekano, aż zstąpię do grobu.
ALBA
Czytajcie — tu stwierdzenie słów waszych się kryje.
KRÓL
powstając
Lecz mógł się przerachować. Żyję — jeszcze żyję!
O! Dzięki ci, naturo! — Młodości ognisko
Jeszcze czuję w mych żyłach. Ja go w pośmiewisko
Podam światu i cnotę za szał urojony
Marzyciela ogłoszę. Dla niej poświęcony
Niech ginie jako głupiec i niechaj przygniecie
Upadkiem przyjaciela i swoje stulecie!
Zobaczymy, czy można pozbyć się mnie snadnie.
Przez ten wieczór dłoń moja jeszcze światem władnie.
Skorzystam ja z tej chwili — zużyję wieczoru
Tak, że w dziesięć pokoleń po mnie będą zbioru
Na tych zgliszczach siewacze szukali daremnie.
On — dla swego bożyszcza — dla ludzkości — ze mnie
Zrobił ofiarę; ludzkość niech mi pokutuje
Za niego.
Gdy do dzieła teraz przystępuję,
Zacznę od jego lalki.
do Księcia Alby
Powtórzcie mi jeszcze,
Co to było z infantem? Te pisma złowieszcze
W czym objaśnić mnie mają?
ALBA
W nich jest przechowana
Spuścizna po markizie, spadkiem przekazana
Książęciu Carlosowi.
KRÓL
przegląda papiery, podczas kiedy wszyscy obecni śledzą go badawczo. Po chwili odkłada papiery na stronę i w głębokim milczeniu przechadza się po komnacie, potem mówi
Przywołać za chwilę
Ojca inkwizytora. Niech ma łaski tyle,
By chciał mnie udarować godzinną rozmową.
Jeden z Grandów oddala się. Król bierze papiery, przegląda je powtórnie, po czym odkłada je na bok.
Więc tej nocy?
TAKSIS
O drugiej poczta ma gotową
Stać w klasztorze kartuzów.
ALBA
I ludzie wysłani
Przeze mnie powiadają, że byli spotkani
Przez służbę, która wiozła pakunki znaczone
Herbem koronnym właśnie w tamtą miasta stronę.
TAKSIS
Wielkie sumy podobno w imieniu królowej
Mają być wystawione na kantor handlowy
Do wypłaty w Brukseli.
KRÓL
Co się z księciem dzieje?
ALBA
Książę został przy zwłokach.
KRÓL
Czy światło jaśnieje
Na pokojach królowej?
ALBA
Tam cisza panuje.
Nawet służba królowej, którą zatrzymuje
Zwykle dłużej przy sobie, jest już oddaloną.
Księżna Arcos odchodząc królowę uśpioną
Zostawiła.
Wchodzi Oficer ze straży przybocznej, odprowadza na bok Księcia Ferię i rozmawia z nim tajemniczo, po czym Książę Feria zwraca się pomieszany do Księcia Alby — inni Grandowie cisną się około nich z ciekawością — powstaje szmer i zamieszanie.
FERIA, DOMINGO i TAKSIS
razem
To dziwne!
KRÓL
Co słychać nowego?
FERIA
Wieść, panie miłościwy, tak coś szczególnego
Głosząca, że nie można wierzyć w takie baśnie.
DOMINGO
Dwaj Szwajcarowie z warty zluzowani właśnie
Zeznają, śmiech powtarzać...
KRÓL
Cóż?
ALBA
Niesie wieść głucha,
Że widziano w pałacu, w lewym skrzydle, ducha
Nieboszczyka cesarza — jakoby pod bokiem
Wszystkiej straży miał stąpać wolnym, śmiałym krokiem.
Właśnie wieść tę stwierdzają warty rozstawione
W całej długości skrzydła — dodając, że w stronę
Komnat królowej owe widziadło zmierzało
I tam znikło.
KRÓL
I jakież zjawisko przybrało
Kształty i szaty jakie?
OFICER
W tym samym habicie
Świętego Hieronima, w którym kończył życie
W murach Świętego Justa.
KRÓL
Jako mnich? Skąd macie
Pewność, że to cesarza duch był w owej szacie?
Czyliż wojsko cesarza za żywota znało?
OFICER
Postać cesarza-ducha wyraźnie zdradzało
Berło, które niósł w ręku.
DOMINGO
Jak niesie podanie,
Już nieraz miało miejsce podobne spotkanie.
KRÓL
Czy nikt doń nie zagadał?
OFICER
Nikt nie był tak śmiały.
Warty, szepcąc pacierze, ze czcią się patrzały
Na ten pochód monarchy.
KRÓL
Więc jak powiadacie,
Duch cesarza miał zniknąć w królowej komnacie?
OFICER
W królowej przedpokoju.
Ogólne milczenie.
KRÓL
obracając się śpiesznie
Jakież wasze zdanie?
ALBA
Nas ten objaw oniemia, najjaśniejszy panie!
KRÓL
do Oficera po niejakim czasie
Każcie gwardii mojej wystąpić pod bronią,
A wszystkie przejścia w skrzydle niech warty obsłonią.
Ja pragnę z owym duchem sam zrobić poznanie.
Oficer się oddala, wkrótce potem Paź wchodzi.
PAŹ
Kardynał inkwizytor, najjaśniejszy panie!
KRÓL
do obecnych
Zostawcie nas.
Kardynał inkwizytor, starzec dziewięćdziesięcioletni, niewidomy, opiera się na lasce i jest prowadzony przez dwu dominikanów. Gdy przechodzi pomiędzy Grandami, wszyscy oddają mu pokłon czołobitny i dotykają się kraju jego szaty. On udziela im błogosławieństwa, po czym się wszyscy oddalają.