SCENA V

LUDWIKA

sama

Czas niejaki bez ruchu i niema — po chwili wstaje z krzesła i ze strachem ogląda się w koło.

Gdzie moi rodzice? Ojciec obiecał za kilka minut powrócić — a już pięć godzin strasznych minęło. Jeżeli jaki wypadek — jakże mi ciężko oddychać.

Wurm wchodzi i niepostrzeżony staje w głębi pokoju.

O! To nic prawdziwego — to tylko straszna mara krwi rozognionej. Skoro raz dusza okropnością się napoiła, to oko w każdym kącie widmo postrzeże.