SCENA VI
Ludwika niosąc limonadę i Poprzedzający.
LUDWIKA
z wypłakanymi oczami i drżącym głosem podając na tacy limonadę majorowi
Jeżeli niemocna — rozkażesz panie!
FERDYNAND
bierze szklankę, stawia na stole i obraca się do Millera
Prawie bym zapomniał — czy mogę cię Millerze, o jedną rzecz prosić — zrobisz mi maleńką usługę?
MILLER
Tysiąc, nie jedną! Co rozkażesz?
FERDYNAND
Będą mnie czekać przy stole — na nieszczęście w złym jestem humorze i niepodobna by mi było między ludzi wchodzić. Pójdź do ojca mego i wytłumacz mnie.
LUDWIKA
przerażona
Ja pójść mogę.
MILLER
Do prezydenta?
FERDYNAND
Nie do niego samego — powiesz w przedpokoju lokajowi. Na znak oto jest mój zegarek. Znajdziesz mnie za powrotem — zaczekaj tylko na odpowiedź.
LUDWIKA
z niespokojnością
Czy ja niemogłabym zastąpić.
FERDYNAND
do Millera
Czekaj! — jeszcze jedno. Tego wieczora list zapieczętowany przyszedł do mego ojca. — Może ważne sprawy.
Dając mu list.
MILLER
Dobrze, dobrze, baronie!
LUDWIKA
czepiając się ojca
Ale mój ojcze! — ja bym mogła to wszystko uczynić.
MILLER
Ciemną noc mamy — a ty sama, moja córko!
Odchodzi.
FERDYNAND
Poświeć ojcu, Ludwiko! Ludwika ze światłem odprowadza Millera, Ferdynand zbliża się do stołu i do limonady wsypuję truciznę. Musi, musi! Nadziemska potęga straszliwe tak z góry wymawia; zemsta nieba podpisuje, jej dobry anioł opuszcza ją.