SCENA DZIESIĄTA
Fiesko. Sakko. Murzyn. Żołnierze.
SAKKO
Zastaliśmy Murzyna, jak zapalony lont rzucał do jezuickiego kościoła.
FIESKO
Zdrada twoja uszła na sucho, bo mnie tylko dotykała. Za podpalenie stryczek. Weźcie go natychmiast i na kościelnej powieście wieży.
MURZYN
Pfe! Pfe! Pfe! To mi nie na rękę. — Czy nic się z tego nie da wytargować?
FIESKO
Nie.
MURZYN
z potulnością
Poślij mnie na próbę tylko do galer.
FIESKO
z gniewem
Na szubienicę.
MURZYN
Zostanę chrześcijaninem!
FIESKO
Kościół nie potrzebuje wyrzutków pogaństwa.
MURZYN
Przynajmniej mnie pijanym wypraw do wieczności.
FIESKO
Nie, trzeźwiuteńkim.
MURZYN
Tylko mnie na chrześcijańskim nie wieszaj kościele!
FIESKO
Szlachcic słowa dotrzymuje — jam ci przyrzekł twoją własną szubienicę.
SAKKO
pomrukując
Bez korowodów, poganinie! Jest jeszcze coś więcej do roboty.
MURZYN
Ale — na przypadek wszelki — gdyby stryczek się urwał...
FIESKO
do Sakko
Na podwójnym go sznurze zawiesić.
MURZYN
z rezygnacją
Cóż robić — niechże się diabeł na nadzwyczajne gotuje przyjęcie.
Odchodzi z żołnierzami, którzy go w niejakiej odległosci wieszają.