SCENA VIII
Zbyszko — Hanka
HANKA
Proszę pana...
ZBYSZKO
I co? i co?
HANKA
Tak jest jak ja mówiłam.
zanosi się cicho od płaczu.
ZBYSZKO
Ładna historia! a to pech!
zaczyna chodzić po pokoju — Hanka pozostaje przy oknie w smudze światła — tragiczna w fałdach swej czarnej chustki.
HANKA
Co ja teraz zrobię!
ZBYSZKO
Jedź do domu.
HANKA
Ale... żeby mnie tatko skórę zdarli. Nie pojadę.
ZBYSZKO
Zresztą nie becz. Jeszcze daleko. Może się jeszcze co zmieni.
HANKA
Ale... takim jak ja, to cygany los wyklną. Mnie zawsze najgorsze się trafi. Potrzebne mi to było. Boże! Boże!... To chyba się utopić.
ZBYSZKO
Dużo by ci pomogło.
HANKA
Śmierć na wszystko pomoże.
ZBYSZKO
Głupia jesteś.
HANKA
Ale!...
płacze.
ZBYSZKO
Cicho bądź! nie płacz, bo mnie diabli wezmą...
HANKA
zakrywa się chustką i stara się stłumić łkanie
Długa chwila milczenia.
Proszę pana, co ja teraz zrobię?
ZBYSZKO
patrzy na nią przez chwilę — potem wychodzi do swego pokoju
A to pech! a to pech!...
Hanka wybucha spazmatycznym płaczem, tuląc się do ściany — na palcach ze swego pokoju wysuwa się Mela.