SCENA XIV
DULSKA
Straszne rzeczy... straszne... słyszałaś, jak on mówi! a to najgorsze, że taki zdolny — taki utalentowany! ta żeby chciał, to przed nim kariera — no... ale nie chce, nie chce... zaraz dadzą drugie śniadanie!... Nie chce, mówię ci... nie, nie. Tylko lumpuje i lumpuje. Jak weźmie te parę reńskich w biurze, tak ginie. I jak to wygląda!... Nic, tylko kawiarnie i spódnice.
Hanka wnosi tacę z wódką, serem i zakąską.
Proszę cię — moja droga!
JULIASIEWICZOWA
Dziękuję cioci.
siadają do jedzenia
On jest jakiś podrażniony... niezadowolniony...
DULSKA
z wybuchem
Czy on sam wie, czego chce! Powinien Bogu dziękować — prosty, zdrów... Za twoje.
pije kieliszeczek
Hanka!... idź posprzątaj u panicza.
Hanka wychodzi.
JULIASIEWICZOWA
patrzy za nią
Kontenta14 ciocia z Hanki?
DULSKA
Tak sobie.
JULIASIEWICZOWA
cicho
Niech ją ciocia odprawi.
DULSKA
A to... czemu?
JULIASIEWICZOWA
Ja coś dostrzegłam.
DULSKA
Kradnie.
JULIASIEWICZOWA
Nie... gorzej...
DULSKA
No... no...
JULIASIEWICZOWA
Zdaje mi się, że Zbyszko się do niej bierze...
DULSKA
niechętnie
E!... to...
JULIASIEWICZOWA
Wiem, co mówię. Niech ciocia ją odprawi, póki czas.
DULSKA
Moja kochana, pewnie ci się zdawało... A potem...
patrząc w bok
wobec tego, co się dzieje, że niby... no... rozumiesz... to piwo co szumi.
JULIASIEWICZOWA
A!
DULSKA
Słowem... że... rozumiesz?
JULIASIEWICZOWA
Lepiej w domu?
DULSKA
Ja nie mówię... ale...
JULIASIEWICZOWA
A wie ciocia — może ciocia ma rację...
Chwila milczenia — przez scenę przechodzi w milczeniu Hanka i znika w kuchni — obie panie patrzą za nią.
JULIASIEWICZOWA
Trzeba jednak przyznać, że mężczyźni mają szczególny gust.
DULSKA
A! niech tam!... byle się nie włóczył i nie tracił zdrowia... Trzeba być matką, aby zrozumieć jaki to ból patrzeć jak syn marnieje.
JULIASIEWICZOWA
Dziękuję. Ale żeby ona potem...
DULSKA
Ona? także! będzie kontenta... to takie wszystko bez czci i wiary. Pokażę ci tok, co sobie kazałam przerobić.
idzie do przedpokoju — wraca z tokiem z fiołków i białych piór — kładzie go na głowę, co przy kaftanie barchanowym i halce wywołuje dziwny efekt
Dobrze?
JULIASIEWICZOWA
Wcale... wcale...
DULSKA
w toku
Muszę się oszczędzać... przerabiam stare łachy.
JULIASIEWICZOWA
No — na cioci wszystko się dobrze wyda. Czy ciocia w tym roku podwyższa?
DULSKA
Spodziewam się. Muszę. Wszyscy podwyższają. Pokażę ci szpejscettel15.
JULIASIEWICZOWA
No... no...
DULSKA
wydobywa z szufladki papier, opiera się o stół — obie z zajęciem pochylają się nad papierem
Suteryny16 całe w rumel17 o dwadzieścia... do sieni wstawię magle...
JULIASIEWICZOWA
Ciasno. Zęby sobie powybijają.
DULSKA
To mi wszystko jedno. Ja tamtędy nigdy nie chodzę. Oba partery po pięć — pierwsze piętro, kokocica, o dziesięć...
JULIASIEWICZOWA
Kokocica? To za mało. Ja bym podwyższyła co najmniej o dwadzieścia...
DULSKA
Tak myślisz?
JULIASIEWICZOWA
śmieje się
Naturalnie... ma pieniądze, lekko jej przychodzą... niech płaci.
DULSKA
rozjaśniona
Niech płaci...
JULIASIEWICZOWA
śmiejąc się
Niech płaci!...
DULSKA
A więc — kokotka o dwadzieścia, radca o dziesięć... drugie piętro...
Obie zacietrzewione, pochylone nad stołem, czytają. — Kurtyna wolno spada.