II

Niewielka sień, brudnawa i ciemna. Przedsionek sali, w której sądzą się pyskówki.

Jest to chemiczna pralnia tego czegoś gronostajowego, co każdy człowiek dźwiga w sobie, czy chce, czy nie chce, i co się nazywa... honorem.

Podobno jeszcze dwie rzeczy mogą wyprać te gronostaje: albo krew, albo wyrok sądowy.

Dulska wybrała to drugie.

Obecnie siedzi, wystrojona jak na święto, ale wedle jej mniemania bardzo dostatnio i bardzo poważnie. Suknia jedwabna „heliotrop”, na niej suta peleryna, a na głowie uroczysty toczek z ciemnym piórem. Pod szyją broszka oszklona, w której są jakieś włosy, liście, rozmaite pamiątki. Dzierży w ręku parasolkę, torbę, chustkę i szyldkretową75 lornetkę. To ostatnie narzędzie nieśmiało, bo nabyła je niedawno i nie umie jeszcze go używać.

Dulska ma minę poważną, skupioną, godną. Obok niej Felicjan w nowym krawacie jest bardziej zagadkowy niż zwykle. Siedzi po lewej, bo Dulska, czy w dorożce, czy gdzieś na oczach ludzi, ściśle przestrzega swej godności małżonki legalnej, to jest: zajmującej prawą stronę dwójki małżeńskiej, Po drugiej stronie Dulskiej umieściła się strwożona i niepewna Zofia, zamężna Oderwanek. I ona ma śliczną orzechową suknię, nieśmiertelny paltocik popielaty i kapelusz z wyblakłą wstążką na głowie. Od rękawiczek tych dam, jasnych, bije silnie woń benzyny. Wielki szacunek prawa owiewa je całe. Tudzież i pewność wygranej.

Dulska nawet jest tak pewna wygranej, że rozporządziła w domu familijną kawę, do której kazała upiec babkę z podwójną ilością rodzynków. Wszystkie kurze wysprzątano co do jednego. O mały włos, byłaby Dulska zarządziła gremialne76 pójście do spowiedzi i duże pranie.

Odłożyła to jednak na dzień następny.

Teraz siedzi i łaskawie uśmiecha się do swoich świadków, do Jakuba Czarnoryjskiego, stróża, prezentującego najwspanialsze okazy artretyzmu, jakie wyhodować może w swych suterenach kamienicznik, i Marianny Zygmuś, praczki, znajdującej się77 w sądzie bardzo swojsko i jakoś familiarnie.

Matyldy Sztrumpf — ani śladu.

— A „tej” nie ma jakoś... moja pani! — mówi pani Oderwanek.

Dulska uśmiecha się ironicznie.

— Trafi jeszcze na czas, aby się wstydu najadła!

— A może wcale nie przyjdzie.

— No, to ją zasądzą zaocznie tak samo.

— I po co jej to było?

— Ha, no... Taka — to już przyzwyczajona.

— A co jej zrobią?

Dulską jakby kto podminował.

— Jak to co? Wsadzą do aresztu. Jak będą chcieli zasądzić na grzywnę, nie zgodzę się! Niech siedzi! Zobaczymy, jak jej posmakuje wikt aresztancki i barłóg78. Potrzymam do jesieni...

— No, moja pani!... No, moja pani!...

Zaszumiało — zachichotało.

Do sali weszła Matylda Sztrumpf, ubrana z nadzwyczajnym szykiem. Suknia biała z linon79, inkrustowana wstążkami, na tym zarzucone lekkie okrycie w małą kratkę, krojem à la80 gejsza, ogromny kapelusz „Solferino”81 z olbrzymią różą i wysoką główką „Empire”. Elegancka parasolka, eleganckie szczegóły i szczególiki, a spod jedwabnej halki wyglądały dyskretnie śliczne pończoszki ażurowe.

Weszła jak maj, jak cud, wionęła jak zapach, skoncentrowany w kryształowym flakonie, w ten brud, zaduch i szpetotę sądowej sieni.

Obok niej szastał się młody adwokacik, ubrany elegancko, z teczką pod pachą.

Wszystkie batiary82, siedzące na ławkach, dostali jakby kataleptycznego83 ataku i powstawali z ławek.

— Wzięła adwokata! — wyszeptała do Dulskiej pani Oderwanek.

— To jej nie pomoże!

— Szkoda że i my nie wzięli...

— Po co? — burknęła Dulska. — Ja mam adwokata w swojej gębie, a potem84 Pan Jezus z nami.

Kokotka umieściła się naprzeciw familii Dulskich i lornetowała ich przez cudaczne face à main85 ze złota i rubinów.

— Bezczelna! — syknęła Dulska i wachlować się zaczęła chustką od nosa.

*

Wreszcie sprawa Sztrumpf – Dulska weszła na wokandę.

Zawezwano obie strony przed oblicze sędziego.

Sędzia był średniego wieku, dość przystojny, i żona jego bawiła właśnie u wód.

Wchodzącą z szelestem Matyldę Sztrumpf obrzucił bacznym wejrzeniem.

Dulska przez szerokość stołu wyciągnęła ku sędziemu rękę, woniejącą benzyną.

Sędzia zdziwiony spojrzał i w odpowiedzi wskazał wszystkim krzesła.

— Proszę siadać!

Dulska się stropiła, ale nie dała tego poznać po sobie.

Kokotka zajęła miejsce prawie naprzeciw sędziego, obok swego adwokata, z którym rozmawiała wesoło.

Robiła wiele szumu swoimi taftowymi spódnicami i dzwoniła brelokami, rzucając na sędziego palące spojrzenia.

Pani Dulska, zachowująca się z całym szacunkiem wobec przedstawicieli sprawiedliwości, zapragnęła wyzyskać tę płochość kokotki i dobrze usposobić dla siebie sędziego.

— No, moja pani! co to za zachowanie! — wyrzekła głośno do żony konduktora. — Co to za brak czci dla trebunału86!...

Jakiś jegomość tymczasem, źle odżywiany, chudy i znudzony, powstał z miejsca i monotonnym głosem odczytał akt oskarżenia, rywalizując z brzękiem much, których całe warstwy latały w powietrzu, urozmaicając biel ścian i sufitu.

Wreszcie rozpoczęło się badanie.

Okazało się, że kokotka liczy sobie lat dwadzieścia cztery. Dulska wzruszyła ramionami na to bezbożne kłamstwo i wyrzekła:

— A ja powiem prawdę wielmożnemu panu sędziemu. Ja się nie potrzebuję kryć z mymi latami. Ja mam czterdzieści cztery. Na świętego Floriana skończyłam właśnie. Miałam dwadzieścia równo, kiedy się mój pierwszy syn urodził. Życie moje szło równo i uczciwie, panie sędzio!

Lecz sędzia odrzekł głosem bez żadnej intonacji:

— To do rzeczy nie należy!

Dulska aż uniosła się na krześle.

— Przepraszam, panie sędzio, ale chciałam, ażeby pan sędzia wiedział, kim jestem ja, a kim jest ta pani!...

Lecz sędzia przerwał oschle:

— Przepraszam. Pani tylko wolno odpowiadać na moje pytania.

— Jednakże...

— Dosyć!

Kokotka zrobiła grzeczną minkę i odpowiadać zaczęła zwięźle i krótko, nie ściągając na siebie żadnej wymówki sędziego. Dulska uczuła to, mimo to tak była silnie rozdrażniona, iż nie mogła zapanować nad swymi nerwami.

— Pani jest mężatką, panną, wdową? — zapytał sędzia kokotki.

— Jestem separowana.

— A pani? — zwrócił się do Dulskiej.

— Zamężna! — zagrzmiało tryumfalnie.

— Dzieci są?

— Syn i dwie córki. Syn w prokuratorii skarbu. Ma jechać właśnie za granicę! — dodała pośpiesznie, nie zważając, że wszyscy, zdumieni tym wyznaniem, patrzą na nią z uśmiechem.

Sprawa szła dość pospiesznie. Sędzia nie znosił much i upału. Przecinał ciągle upusty wymowy Dulskiej i wezwał świadków. Pierwsza zjawiła się orzechowa postać Zofii Oderwanek. Widząc, że woźny zapala dwa ogarki świec koło krucyfiksu, zaczęła się bać i trwożyć. Lecz Dulska pocieszała ją i krzepiła. Zofia Oderwanek przysięgła mdlejącym głosem, przyznała się do trzydziestu siedmiu lat i rozpoczęła zeznanie. Mówiła długo i szeroko o zuchwalstwie podsądnej i o tym, co Dulska i lokatorzy cierpieć musieli. O Murzynku wtrąciła, rumieniąc się i jąkając. Dopomagała jej Dulska, mimo że sędzia gromił ją i wzywał do porządku.

— Ja nie mam rękawów jak chorągwie, panie sędzio, okrytych koronkami. Ja nie zamiatam takimi rękawami ganku! — wyrzuciła nagle ze siebie Dulska.

— Proszę powrócić do rzeczy! — zawołał sędzia. — Niech świadek opowie, jak się to stało z tą główną obrazą słowną, w której świadek był świadkiem.

— Ach! tego dnia były straszne szkandały. Ta pani to prawie... przepraszam łaski pana sędziego, że go obrażę... bez ubrania latała po ganku. A dzień przedtem to jej dziecko... czarne, panie sędzio, czarne...

— ?...

Dulska wtrąciła pośpiesznie:

— Widocznie mąż tej damy był Murzyn. Zdaje się, panie sędzio, że to wystarcza!

Założyła ręce na brzuchu i spojrzała tryumfalnie na Matyldę Sztrumpf.

Ta zakołysała się na krześle, wstała, pokazała śliczne zęby i parsknęła śmiechem:

Ja! wirklich! ein Mohr!87... — potwierdziła tryumfująco.

I śmiała się dalej.

Dulska schwyciła się za głowę z oburzenia.

Za Matyldą roześmiał się jej adwokat, zawtórował pisarz, jakieś jeszcze figury, które kręciły się po izbie. Sam sędzia nie mógł utrzymać swej powagi. Śmiało się wszystko z tej miłostki Matyldy Sztrumpf z nieznanym Murzynem.

Promienie słońca drgały na papierach zalegających stół, tańczyły cake-walk’a w brylantach kokotki. Jakoś jaśniej, weselej zrobiło się w ponurej pralni nadwyrężonych honorów.

Tylko Dulska i pani Oderwanek spojrzały na siebie zdumione i zdekoncertowane88.

— Śmieją się, moja pani! — szepnęła Oderwankowa.

Dulska próbowała się także uśmiechnąć.

— Moja pani!... Bo to takie bezecne, że aż chyba do śmiechu albo do płaczu. Ale zawsze!

— Pst!...

Rozpoczęto się dalsze badanie Zofii Oderwanek.

— Co właściwie oskarżona mówiła i jakie były owe obelgi?

Pani Oderwanek troszkę się jakby stropiła.

— Ta osoba mówiła, a raczej wrzeszczała po niemiecku. Obrażała ostatnimi słowami panią gospodynią, a potem mnie i wszystkich. Wyzywała na naszych synów... na mego Olafka, com go tak ciężko i boleśnie rodziła.

Tu, pani Oderwanek cicho płakać zaczęła.

Pani Dulska uspakajała ją i cieszyła.

— Uspokój się pani, mąż pani wróci z objazdu, on panią pomści.

Sędzia patrzał na spazmującą89 damę szklanymi oczyma.

— Jednakże! — zaczął po chwili — co właściwie oskarżona mówiła?

— Cóż taka może mówić! — zaperzyła się pani Dulska.— Rzeczy, które z szacunku nie powtarza się przed sądem.

Tu wtrącił się adwokat Matyldy Sztrumpf:

— Przepraszam, czy świadek rozumie po niemiecku?

Nastąpiła chwila milczenia.

Zofia Oderwanek wspomniała na przysięgę i ogarnęła ją wielka trwoga.

— Czy pani rozumie po niemiecku? — powtórzył sędzia.

— Nie, panie sędzio! — przyznała się cicho i jakby ze wstydem pani Oderwanek.

— Wobec tego, zeznania pani są ukończone!

Zofia Oderwanek cofnęła się na ławkę, pod piec, przeprowadzona piorunującym wzrokiem pani Dulskiej, która mszcząc się za zbytnie skrupuły sumienia swej lokatorki, postanowiła jej czynsz zaraz podwyższyć.

Następnym świadkiem był Felicjan Dulski.

W surducie, w nowym liliowym krawacie, przedstawiał się wcale90 przyzwoicie. Widoczne jednak było, iż postanowił nic nie mówić. Przysiągł i na tym ograniczyło się jego zeznanie. Dulska zawiadomiła sąd, iż w chwili krytycznej Felicjan znajdował się w kuchni, lecz gdy chciała dalej zeznawać za świadka, sędzia kazał jej milczeć.

— Więc pan nic nie słyszał?

Felicjan skinął głową.

— Dziękujemy panu!

Felicjan ukłonił się i szedł ku drzwiom. Coś jakby uśmieszek leciuchny, jakaś Schadenfreude przesunęła się po jego wąskich wargach, gdy spotkał się z wściekłym wzrokiem żony.

Następny świadek, Marianna Zygmuś, zawodowa praczka, wpadła w swej derowej chustce i dobrze wykrochmalonej spódnicy, jak bomba, i w dygach i ukłonach podleciała do stołu.

— Całuję rączki panu sędziemu, wielmożnej pani gospodyni i wielmożnym państwu! — wrzasnęła z radością.

Twarz jej obsypana piegami, podobna do indyczego jaja, promieniała. Uśmiechała się do wszystkiego i do wszystkich. Sąd jej nie przerażał. A natychmiast wykryła się przyczyna.

— Czy świadek był już karany? — zapytał między innymi sędzia.

— A jakże! — odparła, śmiejąc się Marianna.

— Ile razy?

— Dużo.

— Za co?

— Pan Bóg ich tam wie. Za rozmaite. Zawsze za pyskówki. Bo pan sędzia wie, u nas prostych ludzi jak się za łby pobierzemy, to zaraz do sądu...

Roześmiała się do Dulskiej, do kokotki, nie wiedząc, że na Dulską uderzyły płomienie.

— Jakże to było? — zapytał sędzia.

Wyciągnął się leniwie na krześle i wpił się wzrokiem w Matyldę Sztrumpf, która, zaróżowiona pod wpływem upału, była rzeczywiście ponętna i ładna.

— Ano, ta nie wiem! — wykrzykiwała dalej Zygmusiowa.

— Jak to, nie wiecie? — zaperzyła się Dulska. — Byliście przecież na dziedzińcu.

— Ano byłam, proszę łaski pani gospodyni, ale widziałam, że się panie czegoś uganiały na siebie po gankach. Tylko maglarka91 mówiła w grajzlerni92, że to poszło o to, że pani konduktorowa, jak pana konduktora nie ma, to wpuszcza przez okno do siebie jakiegoś, czy coś... Ja ta nie wiem...

Tableau93.

Sędzia stuknął w stół.

— To do rzeczy nie należy! Chodzi o obelgi!

— A! Obelgów żadnych nie słyszałam!

— Świadek może odejść!...

Następny świadek, stróż Czarnoryjski, z zawodu artretyk, zeznał w tym samym duchu. Nic nie słyszał, nic nie wie. Natomiast wyłuszczył, iż bierze cztery guldeny miesięcznie za całodzienną i całonocną służbę, że z tych pieniędzy kupuje naftę do oświetlania sześciu pięter i że wskutek nadmiaru pracy jest ciągle śpiący, a więc i obelg słyszeć nie mógł.

Wyłuszczywszy to wszystko, zabrał się ze swymi artretyzmami i piwniczną wonią, którą cały przesiąkł, do powrotu.

Na twarz Dulskiej wystąpiły granatowe plamy, mimo to siedziała, ciągle jeszcze ufając w sprawiedliwość boską i ludzką.

*

Lecz zawiodła ją ta ufność.

Zawiodła z kretesem.

Adwokat zrzekł się głosu, a sędzia, powstawszy, wygłosił wyrok, uwalniający Matyldę Sztrumpf od winy i kary.

Dla94 braku dowodów.

Dulska poczerwieniała jeszcze bardziej, potem zbladła. Kokotka patrzała na nią przez szybki swego face à main. Dulskiej zdawało się, że spełniona została w tej izbie straszna zbrodnia przekupstwa. Nie mogła się powstrzymać.

— Nie nam biednym ludziom prawować się95 z takimi, co złotem brzęczą! — syknęła, zabierając się do odejścia.

Sędzia spojrzał na nią uważnie.

— Co pani powiedziała? — zapytał ostro.

Lecz Dulska, jak każdy zuchwalec, stchórzyła wobec władzy.

— Nic, panie sędzio! — wyrzekła z ukłonem.

— Radzę pani liczyć się ze słowami — rzucił jej na pożegnanie sędzia. — Może pani odpowiadać za to ciężko!

Dulska wyszła, roztrącając wszystkich. Nie spojrzała nawet na Oderwankową, przybitą i przeczuwającą podwyżkę komornego. Felicjan dawno już znikł, nie czekając wydania wyroku.

Stróż i praczka kłaniali się nisko „pani gospodyni”, lecz ta zignorowała ich i cała drżąca wyszła z godnością na ulicę.

— Powyrzucam te wszystkie kanalie, bydło wstrętne i niegodziwe! — myślała. — A ten sędzia to pewno kochanek tej łotrzycy...

Uśmiechnęła się gorzko.

— Cóż! Nie nam uczciwym kobietom walczyć z takimi! Wolę moją przegraną niż jej wygraną, zdobytą takimi środkami. I ja, gdybym chciała, byłabym wygrała...

*

W pół godziny później w domu Dulskich panowała przygnębiająca atmosfera.

Z kawy familijnej nie było nic. Dulska, przyszedłszy do domu, wymówiła miejsce obu sługom, stróżowi — i mieszkanie Oderwankowej i praczce. Kawę kazała schować „na jutro”, a babkę, porwawszy z pasją, zamknęła na trzy spusty w kredensie. Odmówiła Hesi żądanych pieniędzy na zeszyty, a Meli dała chininę96 bez opłatka. Szukała Zbyszka wszędzie, aby go specjalnie przekląć, ale nigdzie go znaleźć nie mogła, jak również i Felicjana. Skryła się wreszcie do sypialni i pogrążyła w ponurym milczeniu.

Na ganku półnaga kokotka, trzymając demonstracyjnie pełną melancholii murzyńską „dziecinę”, śpiewała mocnym a silnie naderwanym głosem:

Man ist so alt wie eine Kuh,

Und lernt man immer was dazu97.

Lido 1908

Przypisy:

1. inszy (daw.) — inny. [przypis edytorski]

2. barchan — gruba tkanina bawełniana. [przypis edytorski]

3. talary — tu: duże krążki, od nazwy dużej srebrnej monety. [przypis edytorski]

4. paproszyć — dziś: patroszyć. [przypis edytorski]

5. pomada — tłusty, pachnący środek kosmetyczny używany dawniej do smarowania włosów dla nadania im połysku i miękkości. [przypis edytorski]

6. kokocica (daw.) — zgr. od kokota: prostytutka. [przypis edytorski]

7. gulden — srebrna moneta Austro-Węgier. [przypis edytorski]

8. zresztą — tu: poza tym. [przypis edytorski]

9. stora — ciężka zasłona. [przypis edytorski]

10. wiewający — powiewający. [przypis edytorski]

11. oszyte — dziś: obszyte. [przypis edytorski]

12. walansjenka — cienka, delikatna koronka; nazwa od fr. miasta Valenciennes. [przypis edytorski]

13. dessous (fr.) — bielizna damska. [przypis edytorski]

14. haczkowany (daw.) — wykonany szydełkiem. [przypis edytorski]

15. kontent (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]

16. potem (daw.) — poza tym. [przypis edytorski]

17. bieliznę oddaje za dom — bieliznę oddaje do prania poza domem. [przypis edytorski]

18. wymówić — tu: zastrzec sobie, umawiając się. [przypis edytorski]

19. guma (daw. pot.) — dorożka na kołach obciągniętych gumą. [przypis edytorski]

20. esprit fort (fr.) — osoba wznosząca się ponad powszechne, utarte poglądy i wierzenia religijne; otwarta głowa; wolnomyśliciel. [przypis edytorski]

21. dokumentnie — dokładnie; daw.: niewątpliwie. [przypis edytorski]

22. oficyna — boczne skrzydło budynku, zwykle przeznaczone na pomieszczenia gospodarcze. [przypis edytorski]

23. rayé (fr.) — pasiasty, w paski. [przypis edytorski]

24. tailleur a. costume tailleur (fr.) — kostium damski, ubranie składające się z żakietu i spódnicy. [przypis edytorski]

25. być za kimś (daw.) — o kobiecie: być czyjąś żoną. [przypis edytorski]

26. skrofuliczny — chory na gruźlicę węzłów chłonnych szyi, daw. zwaną skrofułami. [przypis edytorski]

27. wiktuały (z łac., przest.) — produkty spożywcze, żywność. [przypis edytorski]

28. sztama (z niem., pot.) — przyjacielski układ zapewniający wzajemną pomoc. [przypis edytorski]

29. wschody (daw.) — dziś: schody. [przypis edytorski]

30. paser — osoba handlująca skradzionymi przedmiotami. [przypis edytorski]

31. pardon (fr.) — przepraszam. [przypis edytorski]

32. Schauen’s, dass Sie weiter kommen (niem.) — Zobaczymy, co pan wskórasz. [przypis edytorski]

33. influenza — dziś: grypa. [przypis edytorski]

34. magistrat (z łac.)— rada miejska, dzisiejszy ratusz. [przypis edytorski]

35. tradycjonalny — tradycyjny. [przypis edytorski]

36. zartretyzmowany — cierpiący na artretyzm, przewlekłą chorobę, przejawiającą się zniekształceniami stawów i silnymi bólami. [przypis edytorski]

37. haarnadla (niem. Haarnadel) — szpilka do włosów. [przypis edytorski]

38. narzuciła się — dziś: rzuciła się. [przypis edytorski]

39. familia (łac.) — rodzina. [przypis edytorski]

40. nachkastlik (reg., z niem.) — dziś popr.: nakastlik: mała, podręczna szafka stojąca przy łóżku. [przypis edytorski]

41. schadenfreuda, właśc. Schadenfreude (niem.) — przyjemność czerpana z cudzego niepowodzenia. [przypis edytorski]

42. delożować — eksmitować, usunąć się a. usunąć kogoś z jakiegoś miejsca. [przypis edytorski]

43. dezynwoltura — nadmiernie swobodne, lekceważące zachowanie. [przypis edytorski]

44. perkalowy — wykonany z perkalu, cienkiego bawełnianego płótna. [przypis edytorski]

45. kamelia — krzew o dużych, białych lub różowych kwiatach; też: kwiat tej rośliny [przypis edytorski]

46. czereda — gromada. [przypis edytorski]

47. ampla — lampa wisząca zaopatrzona w płytki klosz. [przypis edytorski]

48. legumina — rodzaj deseru, słodka potrawa na mące, np. kisiel, budyń czy pudding. [przypis edytorski]

49. żali a. zali (daw.) — czy, czyż, czy rzeczywiście. [przypis edytorski]

50. peniuar — elegancki, poranny kobiecy strój domowy. [przypis edytorski]

51. balaski — pionowe słupki w balustradzie. [przypis edytorski]

52. welwet — lśniąca tkanina bawełniana podobna do aksamitu. [przypis edytorski]

53. tafta — tkanina jedwabna, nieco sztywna, szeleszcząca przy jej poruszaniu. [przypis edytorski]

54. batyst — cienka tkanina z bawełny lub z lnu. [przypis edytorski]

55. pomieszkanie (daw.) — miejsce zamieszkania, mieszkanie. [przypis edytorski]

56. trottel (niem. Trottel) — głupek. [przypis edytorski]

57. rozterka — tu w dawnym znaczeniu: spór, konflikt. [przypis edytorski]

58. factotum (łac. fac totum: rób wszystko) — zaufana osoba, wypełniająca wszelkie polecenia. [przypis edytorski]

59. diapazon — skala, rozpiętość głosu. [przypis edytorski]

60. Was denn? (niem.) — No co? [przypis edytorski]

61. strizzi (pot. niem.) — alfons, mężczyzna czerpiący zyski z prostytucji kobiet. [przypis edytorski]

62. mit dem Mann treiben, was ich will. Es ist mein Vater (niem.) — z tym człowiekiem wyprawiać, co chcę. To mój ojciec. [przypis edytorski]

63. Łyczaków — wsch. dzielnica Lwowa. [przypis edytorski]

64. ouistiti (fr.) — marmozeta, mała małpka z Ameryki Płd. [przypis edytorski]

65. maluczko (przestarz.) — zdr. od mało; tu: niewiele brakuje, żeby... [przypis edytorski]

66. cake-walk — taniec towarzyski o żywym tempie, łączący kroki polki, marsza i two-stepa oraz ruchy ciała naśladujące tańce murzyńskie; na przełomie XIX i XX wieku popularny początkowo w Stanach Zjednoczonych, a następnie w Europie. [przypis edytorski]

67. koszykowe (daw.) — przywłaszczona przez kogoś część pieniędzy, jakie otrzymał na zrobienie zakupów. [przypis edytorski]

68. infant — następca tronu; dziecko, potomek. [przypis edytorski]

69. Was? (niem.) — Co? [przypis edytorski]

70. Ach, das ist ganz egal (niem.) — Ach, to wszystko jedno. [przypis edytorski]

71. so ein Lump, so ein Strizzi (niem.) — taki śmieć, taki alfons. [przypis edytorski]

72. sukurs (z łac.) — wsparcie, pomoc. [przypis edytorski]

73. szkandał — skandal. [przypis edytorski]

74. wśród — tu: w środku. [przypis edytorski]

75. szyldkret a. szylkret — tworzywo uzyskiwane ze skorup żółwi morskich. [przypis edytorski]

76. gremialne — masowe. [przypis edytorski]

77. znajdować się — tu: czuć się. [przypis edytorski]

78. barłóg — nędzne, niechlujne legowisko. [przypis edytorski]

79. linon (fr.) — batyst, cienka tkanina z bawełny lub z lnu. [przypis edytorski]

80. à la (fr.) — wykonany w sposób przypominający coś innego. [przypis edytorski]

81. solferino — tu: rodzaj kapelusza a. być może jego kolor: czerwonofioletowy. [przypis edytorski]

82. batiar a. baciar (reg.) — ulicznik, łobuz. [przypis edytorski]

83. kataleptyczny — charakterystyczny dla katalepsji, to jest zesztywnienia spowodowanego wzrostem napięcia mięśniowego. [przypis edytorski]

84. potem — tu: poza tym. [przypis edytorski]

85. face à main (fr.) — rodzaj okularów z długą rączką do trzymania; lorgnon. [przypis edytorski]

86. trebunał (gw.) — trybunał, sąd. [przypis edytorski]

87. Ja! wirklich! ein Mohr! (niem.) — Tak, rzeczywiście, Murzyn! [przypis edytorski]

88. zdekoncertować (daw.) — zbić z tropu, zmieszać. [przypis edytorski]

89. spazmować — gwałtownie płakać, zachłystując się i łkając. [przypis edytorski]

90. wcale (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]

91. maglarka — kobieta pracująca w maglu. [przypis edytorski]

92. grajzlernia (z niem. Greissler) — sklepik z tanimi towarami niskiej jakości; mały sklep spożywczy, z artykułami pierwszej potrzeby itp. [przypis edytorski]

93. tableau (fr.: obraz) — jako wykrzyknienie: oto scena! (ośmieszająca kogoś). [przypis edytorski]

94. dla (daw.) — z powodu. [przypis edytorski]

95. prawować się (daw.) — dochodzić racji przed sądem. [przypis edytorski]

96. chinina — lek w postaci białego, gorzkiego proszku, otrzymywany z kory chinowca. [przypis edytorski]

97. Man ist so alt, wie eine Kuh,/ Und lernt man immer was dazu (niem., przysł.) — Człowiek jest stary jak krowa, a wciąż się czegoś uczy. [przypis edytorski]