12. Bolesław niedźwiedzia zabija
O innym także czynie odwagi dziecięcej nie zamilczę, chociażbym wnosił, że przez to komuś z zazdroszczących dworaków się nie podobam. Tenże chłopczyk królewski, w nielicznym orszaku przebywając knieję leśną, nagle, gdy się znaleźli na wzgórzu pewnym wydatniejszym i patrząc na dół, tu i ówdzie rozglądali się bez celu, ujrzał silnego niedźwiedzia w skokach po nizinie z samicą igrającego. Na widok ten co żywo puścił się na dół ze wzgórza, dawszy znak towarzyszom do pozostania na miejscu. Samopas i nieulękły, z konia nie zsiadając, dotarł obces187 ku bestiom krwawym, a zaczem188 niedźwiedź wspięty na łapy krok ku niemu uczynić zdołał, już padł przeszyty na wylot jego oszczepem. Czyn taki, wprawiający w zdumienie obecnych, wart był zaiste, aby wieść o nim odnieśli pomiędzy tych, którzy świadkami jego nie byli.