12. Jak Bolesław podróże po ziemiach swych odbywał bez obciążenia poddanych
W jego bowiem czasach nie tylko towarzysze przydworni86, lecz także szlachta wszelka87 na lechach swoich wywieszała złote łańcuchy niezmiernej wagi, w takie to wszystko pieniężne dostatki opływało; niewiasty zaś do składu dworu należące tak dalece obciążały się w wieńce złote, noszenia drogie, naszyjniki, naramienniki, klejnoty a złotogłowy, iż gdyby postępując od rękodajnych w pomoc wspierane nie były, ciężaru kruszcu na sobie unieść nie byłyby w stanie. Taką też nadobnością twarzy pogodnej Bóg go samego obdarzył i tak łaskawe jego spojrzenie każdemu było pożądane, że kiedy trafem sprzed obecności swej kogo za winę powszednią oddalił, lubo88 nawet swobodę sobie we wszelkich sprawach miał zostawioną, nie miał się za żyjącego prawie, a jakby żywcem pogrzebionego, nie za człeka wolnej woli się poczytywał, a za strąconego do turmy więziennej: co trwało tak bez zmiany, aż do odzyskania łaski jego na nowo. Ani wieśniaków swoich, jako pan samowładny do podwód89 zniewalał, lecz jak ojciec litościwy dozwalał im przeżywać spokojnie. Gdziekolwiek bowiem miał swe przestanki i stałą służbę oznaczoną, nierad jak Numidyjczyk przebywał pod namiotami albo w otworzystych polach, lecz gościł najczęściej po zamkach i grodach. A ilekroć swe stanowisko z jednego do drugiego przenosił grodu, przeszłych na pograniczu zostawiając, nowych z kolei przybierał stanowniczych i włodarzy90. Nie potrzebował mu też schodzić z drogi obcy wędrowiec albo oracz skrywać swe woły i owce podczas jego przejazdu, lecz z uśmiechniętym obliczem, czy biedak, czy bogacz, na pana swego poglądał, a jakoby cała ojczyzna na spotkanie jego wylegała91.
13. O zacności i litościwych postępkach żony Bolesława Wielkiego
Miłował zaś wodze swe i towarzyszów rady a sprawców92 na zwierzchnich urzędach jakoby braci lub synów swoich i pocześnie z nimi, przy zachowaniu godności należytej, jako mądry Władca się obchodził. Zanoszącym bowiem przeciw nim skargi, bezrozważnie wiary nie dawał, wyrok owszem nawet przeciw potępionym sądownie miłosierdziem łagodził. Jakoż tak bywało nieraz, że małżonka jego, królowa93, niewiasta roztropna i obaczna, wielu za winę na śmierć skazanych z rąk oprawców wyrwała, tudzież od niechybnego zatracenia wiszącego nad głową ocalić potrafiła, zatrzymując ich, już to bez wiedzy króla, już przy udanej niewiadomości ze strony tegoż, w turmie więziennej, zaczem94 mianych pod strażą nie upatrzyła sposobności ocalenia. Miał wszakże król dwunastu przyjaciół składających jego radę, z którymi lubił, w towarzystwie żon ich także, gdy od trosk i znojów panowania był wolny, społem obcować i wieczerzać; wtenczas to z nimi poufnie rozprawiał albo tajniki, nie wszem dostępne, wyprowadzał na jaw. Owóż śród uciech takich biesiadnych, gdy pośród innych przedmiotów zgadało się niekiedy trafunkiem95 o powyższych skazanych prawem, król Bolesław zaś ubolewał z powodu rodu ich dobrego i żałował danego przez siebie rozkazu ich stracenia, oczekująca na taką czcigodna królowa, zbliżywszy się ku niemu i z pieszczotliwym pierś jego gładząc przymileniem, poczynała go wybadywać, azaliżby przyjął to wdzięcznie, gdyby który święty trafunkiem ze śmierci ich wskrzesił. Król odpowiadał jej na to, iż nie masz rzeczy tak kosztownej, której by nie oddał, gdyby ktoś z grobu zdołał do życia powołać ich na nowo a plemię96 ich od skazy bezeceństwa uwolnić. Słysząc to, wierna i mądra królowa oskarżała się za winną kryjomego przestępstwa i świadomą jakoby kradzieży, potem z dwunastu obecnymi przyjaciółmi i żonami tychże rzucała się obces do stóp królewskich, błagając o przebaczenie dla siebie i owych skazanych przestępców. Naówczas król łaskawie przyjmując jej prośbę i z pocałunkiem podnosząc ją schyloną w serdeczne objęcia, pochwalał czyn jej miłosierdzia i popełnionej w dobrej wierze kradzieży nie chciał pamiętać. Tejże chwili zaraz mnogich konnych gońców posyłano po owych więźniów, przez roztropność niewieścią przy życiu zachowanych, a to przy wskazaniu tymże terminu natychmiastowego do powrotu. Wnet radość niewypowiedziana całe biesiadujące grono opanowywała, w uczuciu przysługi krajowi, przy ocaleniu dostojności władcy, mądrze przez królowę dokonanej, której król wysłuchiwał błagań na radzie z przyjacioły nie darmo. Tamci zaś, po których posłano, za przybyciem nie natychmiast królowi, lecz królowej byli przedstawieni, a skarceni dopiero jej słowy na wpół surowymi, na wpół łagodnymi, odprowadzeni byli do łaźni królewskiej. Tam ich król Bolesław, kąpiących się pospołu, jak ojciec synów karcił, przywodząc im na pamięć plemię, któremu przyczyniali przez swe postępki hańby. „Wy — mówił — takich zacnych rodzin potomkowie, mogliżeście takich win się dopuszczać?” Wiekiem wprawdzie podeszlejszych97 słowy tylko sam lub przez poufnych sobie strofował, młodszych zaś, prócz upomnień, własną ręką chłostał. A w taki sposób po ojcowsku upomnianych i przystrojonych w szaty królewskie, udzieliwszy im nadto podarki i wróciwszy zaszczyty odebrane, do dom uradowanych odprawiał. Takim się to król Bolesław względem ludu i jego zwierzchników odkazywał, tak mądrze kazał się zarazem bać i kochać poddanym swoim.
14. O wystawności stołu i hojności króla Bolesława
Stół utrzymywał on tak porządnie i z tak uczciwym pozorem, iż w każdy dzień, nieuroczysty nawet, zastawiono ich głównych w liczbie 40, oprócz pomniejszych wielu przy zdarzeniu; nic przecież obcego na nie nie dostarczano, a wszystko pochodziło z własnych dobytków. Jakoż miał swych ptaszników i łowców, dobranych z rozmaitych narodowości, którzy właściwymi sobie misternymi środkami imali98 wszelkiego rodzaju zwierzynę lądową i ptastwo, a z tych czworonożnych i skrzydlatych starczyło co dzień obficie do dań na stoły tak licznie zastawione.
15. O wznoszeniu zamków i grodów po swem państwie przez Bolesława
Zwykł także wielki Bolesław na granicach krain, celem uchronienia tychże od nieprzyjaciół, po wielekroć zatrudniony, gdy zapytywali go włodarze a namiestnicy99, coby z odzieży na święta doroczne przysposobionych, co stać się miało z pokarmów i napojów trzymanych po różnych wewnątrz grodach, odpowiadać przysłowiem, na przykład dla późniejszych po sobie władców wyrzeczonym: „Godziwiej mi i przyjemniej ocalić przed nieprzyjacioły kurczę od kokoszy, niżeli po tych albo owych grodach gnuśnie biesiadującemu dozwolić mi wrogom na żywe oczy się urągać. Albowiem kurczę utracić dla braku męstwa nie za stratę kurczęcia poczytuję, lecz jakbym zamek albo gród utracił”. I przywołując ze swych poufałych, których za stosownych uważał, pojedynczo ich po grodach szczególnych i zamczyskach wydzielał, którzy by w jego zastępstwie mieszkańcom tamecznym uczty wyprawiali a wedle swego zwyczaju rozdawali z wierności doznanym przyodziewki oraz inne dary z ręki królewskiej. Dla takich to mów a czynów podziwiali wszyscy roztropność i geniusz opatrzny100 męża znakomitego, rozprawiając między sobą: „Toż to jest ojciec ojczyzny prawdziwy, to obrońca, to pan i władca, a nie cudzego mienia trwoniciel, lecz uczciwy sprawy publicznej zawiadowca, który szkodę chłopkowi od wrogów wyrządzoną na równi ceni z utratą zamku lub grodu”. Po cóż długo się rozpisywać? Gdybyśmy wszystkie czyny lub słowa wielkiego Bolesława pamiętne chcieli opowiedzieć, byłoby to, jak byśmy się kusili po kropli osuszyć morze. Lecz cóż to wadzi niezajętym pracą czytelnikom posłyszeć o rzeczach, które zaledwo mozolnie zdoła dziejopisarz wyszperać?
16. O zgonie żałośnym wielkiego Bolesława
Gdy zatem w tyle i tak niepospolitych, wedle tego, co się rzekło, bogactw i ludzi rycerskich król Bolesław, bez porównania z innymi królami, zamożny był, wyrzekał przecież zawsze, iż brak mu jeszcze było rycerzy. A gdy dzielny gość który, wobec niego zalecił się z rycerstwa, nie za żołdaka przezeń, lecz jakby za syna własnego był miany. Toż gdy kiedykolwiek, jak się przydarza, zasłyszał o którym z nich, iż mu się nie wiedzie w koniach albo czym innym, obsypując go we wszystko do nieskończoności, mawiał do obecnych: „Gdybym mocen był tego dzielnego wojaka od śmierci tak bogactwem mym wyzwolić, jak mocen jestem niedole jego i ubóstwo dostatkiem mym pokonać, samą łakomą śmierć obładowałbym złotem, bylem tylko kwiat ten odwagi rycerskiej zdołał uchować”. Dlatego męża znakomitości tak nieporównanej winni następcy w cnotach naśladować, ażeby i sami kiedyś zdołali do takiej chwały a potęgi dojść podobnież. Kto pragnie takiej sławy nabyć po zgonie, o palmę taką za życia swego niech się ubiega. Nie dość jest z Bolesławem chcieć się porównać tytułem pamiętnym, lecz życie swe na wzór szanowny życia jego usposobić. Natenczas dopiero męstwo w czynach wojennych, chwalebnie ma być wspomniane, gdy życie rycerza poczesne obyczaje ozdobią. Bo taką to była wiekopomna chwała Bolesława, takie potomnym męstwo zostawił po sobie za wzór do naśladowania. I nie na próżno Bóg łaskę zlewał nań po łasce, nie bez przyczyny przeniósł go nad inne króle i książęta, lecz że miłował Boga w każdym swym dziele i przedsięwzięciu, a sercem całym dla swych podwładnych jak ojciec dla synów się wywnętrzał. Szło za tym101, iż wszyscy, a mianowicie czczeni przezeń szczególniej arcybiskupi102, biskupi, opaci, zakonnicy, kapłani świeccy, w modłach go swoich polecali Bogu; wodzowie zaś, towarzysze, oraz inni przedniejsi, życzyli mu zawsze zwycięstwa i pod jego wodzą pragnęli iść bez końca. Pełen więc sławy Bolesław żywot szczęśliwy zamykając skonem chwalebnym, gdy przeczuwał, iż dług ciała wszelkiego wypłacić mu przychodzi, zwoławszy swych wszystkich do siebie, wraz z wojewodami i przyjacioły z najdalszych granic, mówił z nimi poufnie o rządzie państwa i stanie tegoż, wreszcie jakby głosem proroczym o wypadkach zajść mających na przyszłość im oznajmił: „O! bodajby — mówił — bracia moi, których tkliwie jak matka synów wychowałem, to, co na łożu śmierci, jako bliskie nadejścia przewiduję, wam w pomyślność się obróciło, a wnet wszczynający ogień rokoszu oby bali się Boga i człowieka! Biada, biada, już jakbym w zwierciadle widział zagadkowo plemię królewskie tułające się na wygnaniu i w obłędzie, a politowania żebrzące u tych, których stopami mymi zdeptałem. Widzę także w oddali wychodzący z mych lędźwi, jakby węglik rozpalony, który głownią miecza mego opasany, blaskiem swym całą Polskę rozświeci103”. Natenczas przeto żal i jęk głośny otaczających do głębi serca wszystkich przeniknął, dla104 boleści zaś zbytniej nikt myśli zebrać nie mógł, stojąc osłupiały. A gdy po uśmierzeniu bólu na chwilę zapytali go, jakżeby długo strojem żałobnym i zachowaniem się zgon jego obchodzić mieli, głosem szczeromownym odparł: „Nie na miesiące, ani na lata kres żałoby wam oznaczam; lecz ktokolwiek znał mię a łaski mej dla siebie doznał, pamiętając o mnie, we dnie i w nocy opłakiwać mię będzie. Ale i nie ci tylko, którzy mię znali i życzliwość mą zaskarbili, zapłaczą; synowie ich jeszcze i najdalsze wnuki, ilekroć im wspomną o zgonie króla Bolesława, srodze zaboleją”. Z dobą też opuszczenia przez Bolesława padołu ziemskiego, wiek złoty w ołowiany się zamienił. Polska przedtem królowa, promieniejącym złotem i kamieniami drogimi uwieńczona, zasiadła w kurzu, odziana szatami wdowieństwa; w szlochanie lutnia, oklaski w smutek powszechny, radość w westchnienia ciężkie się obraca. Wszakże przez ciąg owego roku całego nikt w Polsce uczty głośnej nie wyprawił; żaden mąż szlachetny ni białogłowa w suknie uroczyste się nie przystroili; ani oklasków, ani dźwięków lutni po gospodach nikt nie zasłyszał; żadną piosnką dziewczęcia ani odgłosem wesołości, echo po ulicach nie zabrzmiało. W takiej żałobie przez rok bez wyjątku wszyscy dotrwali; ale mężowie szlachetni wraz z żonami po kres życia nawet płakali tej straty Bolesława. Z odejściem Bolesława spośrodka ludzi pokój i radość a dostatek wszelki z Polski jednocześnie jakby całkowicie wywędrowały. Na tym wiec połóżmy koniec pochwałom wielkiego Bolesława, a zgon jego pieniem żałobnym nieco opłaczmy.
Pienia o zgonie Bolesława105
Przybiegnijcie wieku wszystek i płci wszystka, wszystkie stany!
Utkwić na grób Bolesława wzrok swój smętny i spłakany,
A gdy pieniem, żalu pełnym, zgon takiego głoszę męża,
Niechaj każdy, by mi zrównać, we wtór żal natęża!
Biada, biada, Bolesławie! Gdzie twa sława, wielka chwała,
Gdzie twe męstwo, dostojeństwo, gdzie zamożność się podziała?
Biada mi, hej biada Polsce! We łzach się rozpływam cała.
Trzymajcie mnie, towarzysze106! Bo mi z bólu skroń opada;
Hej rycerze, płaczcie wdowy107! Bo mi wdowia dziś zagłada.
I wy, goście zasmuceni w głos im wtórzcie: biada, biada!
Co za lament, co za gorzki wam, biskupi, nastał czas!
Wszelka mądrość w wojewodach, wszelki duch w rycerstwie zgasł!
Biada, biada kapelanom; biada, biada wszystkim wraz!
Wy, w rycerskich naszyjnikach, królewskimi czczeni szaty!
Wy, niewiasty w złotych wieńcach, przez bławaty, strój bogaty,
W płótnie wszyscy i żałobie, opłakujcie spólnej straty.
Biada, biada, Bolesławie! Czemuś, ojcze, nas porzucił?
Czemuś, Boże, takowego króla śmiercią lud zasmucił?
Przecz108 nam wszystkim raczejś109 życia z nim pospołu nie ukrócił?
Toż świat cały, ludy wszystkie, Łacinnicy i Słowianie,
Toż bogacze i ubodzy, rycerz, księża i ziemianie,
Hej, w żałobne, hej, w pogrobne za tak wielkim królem łkanie!
I ty, miły czytelniku, byłbyś iście grzesznik wielki,
Gdybyś ze mną nie uronił na tę karty łzy kropelki.
17. O wstąpieniu po Bolesławie Wielkim Mieszka, jego syna
Po rozstaniu się ze światem Bolesława Wielkiego drugi Mieszko110, syn jego, na tron wstąpił, który już za życia ojca siostrę111 Ottona III był pojął za żonę, a ta mu powiła syna Kazimierza, innym imieniem Karola, odnowiciela Polski112. Mieszko był dzielnym rycerzem i wielu czynów wojennych, które za długo byłoby tu wyliczać, dokonał. Nienawistny dla wszystkich sąsiadów, z powodu zawiści przez tychże dla ojca jeszcze uczuwanej, nie dorównał przecież wzorowi ojca ani trybem życia, ani obyczajami, ani na koniec dostatków zamożnością. Mówią, że na zjeździe z Czechami zdradziecko pojmany i pozbawiony płodności, za pomocą rzemienia i gwałtu, odpłacił jakoby za postępek króla Bolesława, swego ojca, który ich książęcia a wuja Mieszkowego oślepił. Z niewoli Mieszko wyszedł wprawdzie, lecz żony odtąd nie znał już wcale. O Mieszku jednak zamilczmy resztę, a przejdźmy do Kazimierza, odnowiciela Polski.
18. O wstąpieniu Kazimierza po śmierci ojca i spędzeniu z tronu
Po śmierci więc Mieszka, który po królu Bolesławie niedługo pożył, małym chłopięciem113 Kazimierz wraz z matką rodu cesarskiego pozostał. Ta, wychowując syna swobodnie i w miarę niewieścich zdolności, państwo sprawując uczciwie, przez zdrajców114 zawistnych z królestwa wyrzucona została; ale syn jej małoletni, jakoby dla pokrywki zwodniczej, wewnątrz królestwa przez tychże zatrzymany. Kazimierz po dojściu do dojrzałości i objęciu steru państwa, dał powód niechętnym, którzy się lękali, ażeby za krzywdę matki się nie mścił, iż powstali przeciw niemu i ustąpić do Węgier go zmusili. A w czasie owym rządy Węgier Szczepan115 sprawował, pierwszy je ku wierze groźby i schlebianiami116 nawracając; żył zaś w pokoju i przyjaźni z Czechami, najzawziętszymi wrogami Polaków, a przeto mu swobodnie, po kres życia swego, od siebie odejść nie dozwalał. Dopiero po jego zejściu ze świata, gdy rządy Węgier objął Piotr Wenecjanin117, który to założył kościół św. Piotra w mieście Pięciokościelnym Bazoarium118, przez żadnego z następców jego dotychczas niedokończony, a prosili go znowuż Czesi, aby Kazimierza nie wypuszczał, jeżeli chce z nimi w przyjaźni na wzór poprzedników swych dotrwać, jak mówią, z uczuciem godności swej królewskiej miał odeprzeć: „Jeśli tak prawo jakie starożytne waruje, aby król Węgrów był dozorcą więziennym książęcia czeskiego, tedy zadość uczynię żądaniu waszemu”. Tym sposobem poselstwu Czechów odpowiedziawszy z oburzeniem, a mało sobie ceniąc ich przyjaźń lub nieprzyjaźń, dawszy, przeciwnie, Kazimierzowi 100 koni z takąż ilością rycerzy, którzy za nim udać się mieli, w broń i okrycie zaopatrzywszy, uczciwie go odprawił, ani kierunku drogi, jaki by sobie obrał, nie wzbronił. Kazimierz zaś, za czyn ten przejęty dlań wdzięcznością, pośpiesznie do krainy niemieckiej wkroczywszy, nie wiem, jaki by czas u matki i cesarza zabawił, lecz dało mu to sposobność do jak najbieglejszego wyćwiczenia się w sprawie rycerskiej, a zahartowania w wojennej odwadze. Dozwólmy jednak mu na chwilę spocząć przy matce, a nędzę i spustoszenie odmalujmy Polski.
19. O odzyskaniu królestwa polskiego przez Kazimierza, który był mnichem119
Tymczasem królowie i książęta w okręgu Polski każdy na własną rękę ją szarpali i przyłączali do swych dziedzin grody i zamki pograniczne albo po dobyciu120 równali je z ziemią. A wystawiona na ponoszenie krzywd tylu i klęsk dotkliwych od121 zagranicznych nieprzyjaciół, szpetniej i obrzydlej była trapiona od własnych mieszkańców. Albowiem powstali niewolnicy przeciw panom, wyzwoleńcy przeciw szlachcie, sami ogłaszając się panami, obracając tychże w niewolę swą nawzajem, porywając ich żony i łoża tychże najnielitośniej sromocąc. Wyrzekłszy się prócz tego wiary katolickiej, czego bez zalania się łzami wypowiedzieć nie możemy, bunt podnieśli przeciw biskupom i kapłanom122, a niektórych z nich, jakby dla wyróżnienia godności, pogładzili123 mieczem; niektórych zaś, jako zasługujących na śmierć podlejszą, ukamienowali.
W końcu, tak z przyczyny obcych, jak własnych rodaków124, doszła Polska do takiego opustoszenia, iż do szczętu prawie wyzuta została z bogactw i ludzi. W owym to czasie Czechowie zburzyli Poznań i Gniezno i zwłoki św. Wojciecha z sobą unieśli125. Ci zaś, którzy uszli pojmania przez nieprzyjaciół albo nie chcieli się mieszać z rokoszanami, poza Wisłę na Mazowsze uciekali; i tak długo grody pomienione stały pustkami, że w kościołach św. Wojciecha męczennika i św. Piotra apostoła dziki zwierz posłał łożyska swoje. Jest mniemanie, iż dlatego spadła klęska na kraj cały, że Radzim (Gaudenty), brat św. Wojciecha i następca, nie wiem już z jakiego powodu, cisnął nań klątwę. Dosyć jednak tego, co się rzekło, o spustoszeniu i wyludnieniu Polski: niech to jedynie posłuży za naukę tym, co wiary panom swym przyrodzonym nie dochowali. Kazimierz tedy, na czas niejaki przebywający między Niemcami, a poprzedzony wieścią o dzielności swej rycerskiej, umyślił powrócić do Polski, z czym w tajemnicy matce swej się zwierzył. Gdy zaś upominała go matka, aby nie wracał między lud zdradziecki i nie dość jeszcze wiarą św. oświecony, ale spokojnie się obywał dziedzictwem macierzyńskim, a prócz tego jeszcze namawiał go cesarz do pozostania z sobą, oświadczając się z chęcią wielkomyślną osadzenia go na księstwie udzielnym — jako mąż naukowo wykształcony, miał się odezwać w trybie przysłowia: „Żadna posiadłość po wujach spadająca, ani macierzyńska, sprawiedliwiej i zaszczytniej się nie dzierży nad ojcowską”. A wziąwszy z sobą 500 rycerstwa, w granicę Polski wkroczył, i posunąwszy się dalej, zamek pewien, przez obrońców sobie poddany, zajął, z którego z wolna całą Polskę, od Pomorzan i Czechów zajechaną, od innych też narodów pogranicznych oswobodził126 i panowanie swe w niej założył. W dalszym czasie pojął za żonę, obraną sobie na Rusi księżniczkę arcyposażną, z której miał czterech synów i córkę jedyną, wydaną później w zamęście królowi czeskiemu. Imiona synów jego są: Bolesław, Władysław, Mieszko i Otton. Ale dokończmy, co się pierwej wzmiankowało o czynach pierwotnych Kazimierza; z kolei dopiero powiemy o synach, który z nich wcześniej, a który później panował.
20. O bitwie z towarzyszem Masławem127 i Mazurami
Po wyzwoleniu tedy i odzyskaniu orężnym na spłoszonych zaborcach pogranicznych ojczyzny, nie mniejsze zostawało Kazimierzowi wrogie szamotanie się z ludem swym i własnymi z prawa dziedzicznego poddanymi. Obrał się bowiem niejaki, Masław imieniem, podczaszy ojca jego Mieszka i dworzanin; po śmierci zaś tegoż za przekonaniem ludu swego wojewoda naczelny i chorąży128. Powiedzieliśmy zaś wyżej, iż Mazowsze przedtem napełniło się zbiegami i tak dalece zaludniło, iż rolnikami sioła, dobytkiem gospodarczym pastwiska i mieszkańcami bez liku rosła każda siedziba. Masław przeto zaufany w dziarskość swego rycerstwa, a więcej jeszcze wyniosłością chciwości zgubnej zaślepiony, usiłował otrzymać przez zuchwalstwo zarozumiałości swojej, co mu się nie należało z jakiegoś prawa lub urodzenia. Stąd też wybujała do tego stopnia jego pycha, iż wypowiedział Kazimierzowi posłuszeństwo, a nadto umyślił bronią i zasadzkami opór mu stawić. Kazimierz atoli tym oburzony, iż sługa ojcowski i jego własny kusił się o dopięcie gwałtem, co z ciężką jego byłoby szkodą i niebezpieczeństwem, gdyby temu wczas nie zapobiegł skutecznie; zebrawszy wprawdzie liczebnie szczupłą garstkę wojowników, ale do bojów nawykłą, wystąpił przeciw niemu zaczepnie, przy zwarciu się orężnym trupem na pobojowisku go położył, a przez to walne zwycięstwo nad Masławem pokojem odtąd ojczyznę całą obdarzył. W pamięci bowiem ludzkiej dotrwało, iż taką naówczas rzeź sprawił między Mazowszanami, jaka się nie dała słyszeć od dawna; wreszcie zaświadczają o niej dotychczas miejsca, na których toczyła się walka i urwiste rzeki pobrzeża. Osobiście nawet tamże Kazimierz, zniewolony wśród nawały drogę sobie ostrym torować mieczem, tak dalece się utrudził, przy tym naraził w pogoni, iż barki, pierś całą i twarz odsłoniętą krwią opryskał; a niezdolny rumaka pohamować, gdy się samopas zbyt naprzód wysunął, iż byłby, odciąwszy się od swoich, zginął niewątpliwie, gdyby któryś nie ze szlachty rodowej, lecz z nieosiadłego na roli rycerstwa w porę z pomocą nie nadbiegł129: za co temuż Kazimierz potem nagrodził, iż zwierzchność grodu mu nadał, a w godności pomiędzy rzędy szlachty zaliczył130. Jakoż w onej bitwie Mazowszanie 50 zbrojnych szyków na plac wyprowadzili, Kazimierz zaś ledwo trzy hufy pancerne miał zupełne131, albowiem, jak się rzekło, cała prawie Polska stała pustkowiem.
21. O bitwie Kazimierza z Pomorzanami
Po zwycięskim dokonaniu owej pamiętnej bitwy, z garstką swą na duchu niezachwianą, ruszył naprzeciw zastępom Pomorzan z pomocą nadciągającym dla Masława; doniesiono mu bowiem przedtem, iż lada chwila byli spodziewani. Roztropnie tedy sobie począł, umyśliwszy najprzód pojedynczo rozprawić się z Mazurami, po czym byłoby mu łatwiej następnie dać pole Pomorzanom. Tym razem bowiem ci ostatni wiedli cztery zbrojne legie132, a siły Kazimierza ani w połowie im nie dorównywały. — Lecz miałoż go to zastraszać? Dowód dał Kazimierz w tejże chwili, gdy na widok przeciwników ku pobojowisku zdążających, jako mąż krasomowny wielce, przemówił, rycerstwo swe do walecznego pobudzając starcia: „Owóż oczekiwany dzień ten już z dawna! Owóż kres troski i mozołu! Dopiero się rozprawiliśmy z płonnymi chrześcijanami, na czcicieli bożyszcz przyszła teraz kolej. Mnogość o zwycięstwie nie stanowi; łaska tu Boża, za kim jest, rozstrzygnie. Wspomnieć wam tylko na dzielność swą przeszłą, a wnet i mozołom położycie koniec!133” To rzekłszy, przy Bożej pomocy dał hasło do boju i wielkie zwycięstwo odniósł. Powiadają o nim następnie, iż kościół święty z nie lada krzepił pobożnością, a zwłaszcza zakonników i panien świątobliwych zgromadzenia szerzył, jako i sam w dzieciństwie od krewniaków do klasztoru oddany, wziął w tymże światło nauk pierwotne i do dzieł mądrości Bożej się sposobił.
22. O wstąpieniu z kolei syna Kazimierza, Bolesława wtórego, zwanego Szczodrym
Dotknąwszy tedy spraw pamiętnych Kazimierza, a pomijając wiele innych w milczeniu przez pośpiech, piszący na skończeniu dni jego opowieść i panowania jego zakończy. Kazimierz świat pożegnał wreszcie134, a Bolesław, syn jego pierworodny, znany ze szczodroty i ducha wojennego, na tron polski wstąpił135. Ten byłby czynami dorównał czynom przodków, gdyby zbyteczna nieco wyniosłość i próżność nim nie powodowała. Gdy bowiem przy objęciu rządów władnął nad Polakami i Pomorzanami, a siły potężne z nich złożone na zdobywanie grodu pod Gradec136 wyprowadził, niedbalstwem ufności zbytniej w sobie, nie tylko grodu nie posiadł, lecz owszem ledwo z zasadzki Czechów wyszedł bezpiecznie; przez co też i zwierzchniej władzy nad Pomorzanami się pozbył. Lecz to nikogo zadziwiać nie powinno, jeżeli dla braku doświadczenia się pobłądzi, byle tylko następnie przez mądrość, to co się zaniedbało, naprawił.
23. O umowie Bolesława z książęciem Rusinów
Niesłuszną byłoby rzeczą w milczeniu pomijać dowody wielorakie dzielności i szczodroty Bolesława wtórego; lecz chociaż pokrótce coś z wiela innych, dla przykładu rządzącym, starajmy się nadmienić. Otóż więc król Bolesław wtóry, śmiałym i walecznym był rycerzem, chętnym w daniu opieki stron obcych przychodniom, a dawcą z hojnych najhojniejszym. On także, na podobieństwo wielkiego Bolesława I, do Kijowa, stolicy państwa Rusinów, zbrojno wtargnął i cięciem miecza o bramę złotą pamięć swą zaznaczył. Tam rodem z sobą złączonego pewnego Rusina, do którego państwo to należało, na tronie wielkoksiążęcym postanowił137, odparłszy od władzy przeciw temuż zbuntowanych. O, co to za przepych chwały doczesnej! Co za majestat królewskiej potęgi! Na prośbę wszakże króla przez siebie uczynionego, aby spotkał go publicznie i pocałunku zgody, celem zjednania mu szacunku u swego ludu udzielił, Polak wprawdzie, Bolesław ów szczodry, przychylnym się okazał, lecz Rusin, ile od niego żądał, dać musiał. Złożył mu bowiem tyle grzywien złota, ile rumak jego zrobił kroków od dworca zajmowanego do miejsca spotkania. Ale i wtenczas z rumaka nie zsiadając, z uśmiechem tylko targnąwszy go za brodę, owego pocałunku sowicie opłaconego udzielił.
24. O podejściu Bolesława Szczodrego przez Czechów
Zaszło jednocześnie138, iż książę czeski139 całą siłą wojenną wtargnął do Polski przez zwarte na pograniczu leśne gęstwiny i na pewnej płaszczyźnie sposobnej do boju obozem się położył. Na wieść o tym, niezasypiający gnuśnie Bolesław, na spotkanie wroga pośpieszył i oskrzydlając tegoż w rączym obrocie, ze wszech stron otoczył. Że to już właśnie dzień miał się ku schyłkowi, a widział swoich biegiem utrudzonych, przez wysłańców Czechom nazajutrz bitwę zapowiedział i aby do rozprawy z nim w tymże miejscu byli gotowi, na dalszą pogoń go nie narażając, usilnie się domagał. „Dotąd wprawdzie — były jego słowa — wynurzając się z lasu, na kształt wilków na karmę zgłodniałych, zwykliście bezkarnie, pod nieobecność pasterza przez leśne kryjówki się dostawać; lecz teraz, wobec łowca z oszczepy i psiarnią za śladami rozpuszczoną, ucieczką i zasadzkami rozpiętych sieci uniknąć już nie zdołacie — miejcież się do mężnego odporu”. Szczwany przecież w chytrości panujący książę Czechów tuż obesłał go odpowiedzią, iż nie przystoi na takiej znamienitości króla utrudzać się do niższego; lecz jeżeli istnym chce się okazać synem Kazimierza, niech gotów będzie dnia jutrzejszego na służbę tamże ze strony Czechów zaczekać. Bolesław tedy, nie chcąc się okazać niegodnym owego zaklęcia, trwając w miejscu, dał się ułowić podstępności Czecha. Ale upłynęła i połowa dnia następnego, widać go nie było, owszem po obozie Polaków wieść gruchnęła, iż nocy poprzedniej jeszcze, na bój nie czekając, ratowali się ucieczką. Tejże chwili, boleśnie dotknięty Bolesław takim podejściem, co tchu przez Morawy puścił się w pogoń za zbiegami; lecz nie zyskawszy nic więcej nad pochwytanie jeńców lub pogrom rozproszeńców, szkody nie nagradzający, wrócił, złorzecząc swej nieoględności. Dołączyć do tego jeszcze wypada objaśnienie, dlaczego ustał zupełnie prawie po całej Polsce zwyczaj przywdziewania zbroi łuskowej, przyciężkiej, która dawniej tak w niej była upowszechniona w rycerskich obozach Bolesława wielkiego.
25. O zwycięstwie Bolesława Szczodrego nad Pomorzanami
Powód rzeczony dało właśnie wysforowanie się nagłe Pomorzan przeciw Polsce, o którym zasłyszał Bolesław na oddalonych granicach swego państwa. Zapaławszy tenże w umyśle gorejącym chęcią jak najrychlejszego wyzwolenia ojczyzny spod najazdu pogan, nie czekając nawet na zdążenie wojska całego pod chorągwie, wyruszył, naturalnie bez dostatecznego nawet zaopatrzenia, w pole. A gdy nadbiegł nad rzekę, na której brzegu przeciwnym stały tłumy pogan, nie szukając mostu ani brodu stosownego do jej przebycia, ale tak, jak ciężko byli uzbrojeni, pancernych swych puścił w pędzie na toń niezgłębioną. Gdy zatem znaczna liczba tychże, skutkiem takiego zuchwalstwa, na dno się pogrążyła, reszta zrzuciwszy zbroję łuskową, za przedostaniem się wpław przez rzekę dokonała zwycięstwa nad onymi tłumami, lubo140 to okupione zostało niepomierną szkodą. Od tego to czasu Polska jęła zarzucać141 łuskową zbroję, a wojak żwawiej dopadał do wroga i ciężar żelaza już mu nie zawadzał w przebywaniu rzek po drodze napotykanych.
26. O rozrzutnej hojności Bolesława i pewnym księżynie żebrzącym
Nie zataję też jednego pamiętnego czynu wygórowanej hojności Bolesława wtórego, owszem podam go za przykład następcom do naśladowania. Razu pewnego w Krakowie zasiadł był przed swym pałacem Bolesław Szczodry, otoczon swym dworem, a wobec niego rozściełano na kobiercach pieniężny dostatek, z danin od Rusinów i innych ludów hołdowniczych pobrany. Wtem się pojawił przechodni mimo142 niejaki ubogi księżyna ze stron obcych, który na widok niezmiernych skarbów rozpostartych w zdumieniu się zastanowił143. Nie mogąc więc z jednej strony dosyć nasycić łakomego wzroku, z drugiej nędzę swą porównywając w myślach z tym, na co patrzył, jął wzdychać z jękiem donośnym. Król Bolesław tej chwili, jako był zwykle porywczy i surowy, posłyszawszy jęk w pobliżu, a w domniemaniu, że przez którego z komorników był ktoś karcony, w porywie gniewu zawołał, kto śmiał te jęki rozwodzić albo się ważył chłostać w jego obecności? Naówczas ubogi ów księżyna wylękły cały, wolał był pieniędzy tych nigdy nie widzieć, jak znęcony ich połyskiem, znaleźć się na królewskim dworcu. Czegoż to się kryjesz, lichy księżyno? Czego się wahasz z wyznaniem, co za przyczyna była twych jęków? To twe jęczenie wnet smutek twój odpędzi cały, a westchnienie żałośne zrodzi radość niepomiarkowaną. Nie chciej, szczodry królu, nie chciej w księżynie biednym dłużej dech tamować, lecz pośpiesz barki jego brzemieniem skarbu twojego obciążyć.
Przeto księżyna na zapytanie króla, co myślał, wzdychając tak żałośnie, z drżeniem odpowiedział: „Miłościwy królu, nędzę mą i niedostatek rozważając a chwałę twą wielką i blask majestatu, takie na myśli mając porównanie między szczęściem i niedolą, przejęty boleścią, westchnąłem”. Tedy mu rzecze król szczodry: „Jeżeliś tylko wzdychał z powodu niedostatku, w królu Bolesławie pocieszyciela ubóstwa znalazłeś. Przystąp zatem do pieniędzy, na któreś patrzył zdumiony, i bierz ich tyle, ile tylko na sobie unieść zdołasz”. A przystąpiwszy ów nędzarz, złotem i srebrem napełnił kapicę swą całą, tak iż do zbytniego pękła ciężaru i pieniądze się rozsypały. Natenczas król szczodry, zdjął z siebie płaszcz własny i zamiast worka ubogiemu księżynie go podał, a sam też dopomagając, lepiej mu jeszcze naładował. Taki bowiem ciężar był złota i srebra, iż wołać począł, że chyba kark skręci, jeżeli go więcej przyłoży.
Król trybem swym żył sławnie, wzbogacony nędzarz ducha wyzionął144.
27. O wygnaniu do Węgier Szczodrego Bolesława
On także Salomona145 króla z Węgier swymi siłami do ucieczki zmusił, a na stolicy posadził Władysława146, również celującego urodą, jak napełnionego na wskroś pobożnością. Rzeczony Władysław od dzieciństwa wychowywał się w Polsce i przez to jakby rodowitym stał się Polakiem z życia swego i obyczajów. Mówią, iż Węgry takiego króla nigdy nie miały, ani ziemia już po nim tak nigdy nie była urodzajną. W jaki zaś sposób król Bolesław z Polski był wyrzucony, byłoby wiele do opowiadania; to tylko powiedzieć się godzi, że nie powinien był chrześcijanin na chrześcijanach za grzech jakikolwiek cielesnej wywierać zemsty. To bowiem wielce mu zaszkodziło, gdy grzech do grzechu przydał, gdy za zdradę biskupa obcięciem członków skarał. Ani biskupa zdrajcy tym samym nie uniewinniamy, ani zalecamy króla mszczącego się tak haniebnie; ale dajmy pokój temu przedmiotowi147, a raczej wypowiedzmy, jak w Węgrzech przyjęty został.
28. O przyjęciu Bolesława, przez Władysława króla Węgier
Posłyszawszy Władysław o przybyciu Bolesława, częścią się cieszy z oglądania przyjaciela, częścią daje mimowolny powód temuż do gniewu; jak bowiem nie ukrywał radości swej przy jego spotkaniu, tak zmuszony u niego szukać schronienia Bolesław ubolewał tylko nad zrządzającym to losem sobie nieprzyjaznym. A przecież go przyjmował nie jak obcego lub przychodnia, lub jak zwykł przyjmować równy równego, lecz jak rycerz swego przywódcę, podwładny wojewoda króla lub król cesarza przyjmować obowiązany. Bolesław królem ze swej ręki zwał Władysława i Władysław, że z jego ręki był królem, przyznawał. W Bolesławie przypisać to jednak należy próżności, co ujmę wielką czyniło wsławionemu z dawna rycerską prawością imieniu. Gdy bowiem jako tułacz wkraczał do państwa cudzego, a wieśniak żaden nie chciał słuchać rozkazów tułacza, występował na spotkanie Bolesława Władysław pośpiesznie, jako mąż korny, i zbliżającego się przez uczczenie oczekiwał, zsiadłszy z konia już z dala. A przeciwnie Bolesław pokory skromnego króla nie uszanował, lecz wystawnością pychy wstrętnej serce swe nadął. „Tegoć to — rzekł —jak wychowańca w Polsce wypielęgnowałem, tego postanowiłem królem Węgrów. Nie przystoi mi z nim jako z równym się obchodzić, lecz z konia nie schodząc, jakby jednemu z powinnych sobie książąt pocałunkiem cześć wyrządzić”. Co słysząc Władysław, zmieszał się nieco i z drogi uchylił; nie przeto148 usługę mu wszelką po kraju całym czynić wielkomyślnie polecił. Później wszakże zgodnie i po przyjacielsku, jako dwaj bracia, żyli pospołu. Lecz Węgrzy w inny to sposób i głębiej wzięli do serca. Owszem nietajona zawiść stąd powzięta miała, jak powiadają, znacznie się przyłożyć do ukrócenia dni jego.
29. O synie tegoż Bolesława Mieszku trzecim
Miał zaś król Bolesław syna (w końcu) jedynaka, imieniem Mieszka149, który by zaiste przodkom nie ustąpił był w zacności, gdyby zawistne Parki nie przecięły pasma dni młodzieńca, gdy właśnie wstępował w okres lat dojrzalszych. Owego młodzieńca bowiem król Węgrów Władysław piastował u siebie po zgonie ojca, a jak syna własnego miłował. I w rzeczy samej młodzieniec rówienników swych wszystkich, tak z Węgrów, jak z Polaków, przechodził uczciwością obyczajów i urodą, a w umyśle każdego znaki widzialnymi budził nadzieję chlubnego panowania. Stąd to zdało się stosowne stryjowi jego, książęciu Władysławowi przyzwać pod wróżbą jakąś nieszczęsną na nowo do Polski, a wbrew złym losom ożenić go z księżniczką rusińską150. Wstąpiwszy zatem w związek małżeński, młodzieniec, któremu zaledwie włos wysypywał się na brodę, lecz pełen urody, tak się rozumnie i wdzięcznie prowadził, tak do obyczaju starego poprzedników się stosował, że z dziwną lubością kraj cały weń się wpatrywał.
Atoli wyroki pomyślności ludzkiej nieprzyjazne uciechę tę wkrótce w boleść zamieniły, gasząc nadzieje rzadkiej prawości i kwiat wieku podcinając. Mówią bowiem, że pewni zawistni w obawie, ażeby za krzywdę ojca się nie pomścił, młodzieńca szlachetnych przymiotów trucizną ze świata zgładzili, niektórzy zaś z nim pospołu pijący przy uczcie ledwo od grożącej śmierci byli ocaleni. Po zgasłym młodzieńcu Mieszku cała Polska płakała jak macierz po zgonie syna jedynego. Ani ci tylko, którym znany był bliżej, łzami zaleli się rzewnemi, lecz i ci, którzy go nigdy na oczy swe nie widzieli, łkając za marami zgasłego postępowali. Wieśniacy bowiem pługów, pasterze trzód swoich odbiegli, rękodzielnicy prace swą opuścili, wyrobnicy odstąpili zarobku dziennego z żalu po Mieszku; małe chłopcy nawet i dziewczęta, sługi męskie i służebnice, pogrzeb Mieszka uczcili łzami i westchnieniami. Na koniec biedna matka, gdy spuszczany był do grobu syn ukochany, przez godzinę jakby umarła tchnienia żywotnego z piersi nie wydała, ledwo po skończonym obrzędzie, przez wyniesienie na świeże powietrze, skrapianie zimną wodą i trzeźwienie, do życia ocknioną była przez biskupów. Jakoż nie czytamy, aby zgon którego z królów albo książąt, u barbarzyńskich nawet ludów, taki żal obudził, ani wspaniałych władców prowincji pogrzeby tak rzewnie były obchodzone, ani takich smutnych pieni zasłyszał kto na dorocznym obchodzie po zgonie cesarza. Lecz zamilczmy już o smutku po młodzieńcu złożonym w grobie, a przejdźmy do radości z powodu rodzącego się do panowania młodzieńca.
30. O związku małżeńskim Władysława, ojca Bolesława trzeciego
Po zgonie tedy króla Bolesława i zgasłych już wcześniej innych braciach, pozostał sam tylko książę Władysław i ten na osierocony tron wstąpił. Pojąwszy za żonę Judytę, córkę Wratysława króla czeskiego, doczekał się z niej syna, Bolesława trzeciego151, o którym właśnie rzecz naszą w następnej opowieści zamierzyliśmy. Teraz zaś, gdyśmy poczynając z korzenia, doszli treściwie do drzewa, obróćmy ku temu umysł nasz i pióro, abyśmy do szeregu poprzedniego konar niosący owoc włączyli. Byli albowiem jeszcze rodzice młodzieńca bezpotomni, a trwając na postach i modłach, przy tym hojne czyniąc jałmużny ubogim, o to błagali Boga wszechmocnego, który pocieszył nieraz matki bezpłodne, dał Chrzciciela na błagania Zachariaszowi i otworzył łono Sary w tym celu, aby w nasieniu Abrahama wszystkie pobłogosławił narody, aby ich także uszczęśliwił takim synem spadkobiercą, który by znał bojaźń Bożą, wspierał i wywyższał Kościół święty, sprawiedliwość wymierzał, na chwałę Boga i zbawienie ludu swego rządy Polski sprawował. Gdy tak bezprzerwnie czynili, wszedł do nich biskup Franko, z dzielnicy wielkopolskiej152, który niosąc radę zbawienną, takimi wręcz się odezwał słowy: „ Jeżeli tego, co powiem, dopełnić nie zaniedbacie, ręczę wam za skutek waszych pragnień”. Oni zaś z chciwością największą pasterza słuchając i upewniając z góry, iż żadnych nie poszczędzą ofiar w nadziei doczekania się potomstwa, domagali się tylko, by mówił jak najprędzej. Na to Pasterz: „Jest — rzecze — niejaki święty na południowej granicy Galii, nieopodal Marsylii, kędy Rodan uchodzi do morza — kraina ta Prowansją, a święty Idzim się zowie — który jest w takiej zasłudze u Boga, iż każdy, pobożną swą ufność w nim pokładający a w wiernej mający go pamięci, o cokolwiek by go prosił, sowicie wysłuchany będzie. Każcie więc na podobieństwo chłopca ulać postać złotą, przysposobić dary królewskie i św. Idziemu poślijcie je spiesznie”. Co tchu więc się wyrabia naśladowany wizerunek pacholęcy oraz kielichy ze złota najczystszego, gromadzą się złoto, srebro, materie bławatne i szaty do użycia kościelnego, i przez zaufanych posłów wyprawiają do Prowansji z dołączonym pisaniem następnym153:
List Władysława do ś. Idziego i braci zakonnej jego imienia
Władysław, z Bożej łaski panujący książę Polski, oraz Judyta, ślubem małżeńskim z nim złączona. O[dilonowi], opatowi czcigodnemu św. Idziego, a także wszelkiej braci, służby pobożności najpowolniejszej. Za posłyszeniem z wieści, że Idzi święty przywileju zlitowania szczególniejszą jaśnieje godnością, i że za daną sobie władzą od Boga rychłym pomocnikiem się staje, w nadziei ubłagania potomstwa, ślemy upominki naszej pobożności i o wasze święte modły na poparcie prośby naszej z pokorą się domagamy.
31. O postach i modlitwach dla uproszenia przyjścia na świat Bolesława trzeciego
Po odczytaniu zatem listu i przyjęciu upominków sobie złożonych opat wraz z bracią odprawili post trzydniowy, w połączeniu z litaniami i modlitwami, w których wzywali wszechmocności Bożej, aby przez wzgląd na dary sobie ninie przez pobożność wiernych nadesłane, a w liczbie daleko większej jeszcze ślubowane na przyszłość154, wysłuchała błagań tychże i skutkiem pożądanym uwieńczyła, a przez to chwałę imienia swego zwiększyła pomiędzy ludami nieznajomymi i rozszerzyła sławę swojego sługi, Idziego, daleko. A więc, sługo Boży, w którego imię wznoszą się te modły, ziść śluby sług twoich błagalne! Za pacholę wyjednaj pacholę; za udane wyjednaj prawdziwe; niech otrzymają cieleśne w zamian za przynoszone w darze kruszcowe155.
Lecz po co rozwodzić się dłużej? Jeszcze nawet post przez zakonników wykończony nie był w Prowansji, a matka już się w Polsce poczęciem syna uradowała. Jeszcze z krainy tamtej posłowie nie odjechali, a już głosili im z góry zakonnicy o tym poczęciu zwierzchniej ich pani. Przetoż co żywo do dom odprawieni, pełni otuchy, jako wierzący przepowiedni mnichów najzupełniej, cieszą się naprzód z poczęcia, a wkrótce będą w dwójnasób więcej, ziszczeniem ślubu swego pocieszeni.
Na tym księga pierwsza się zamyka.