38. Zbigniew się poddaje na łaskę brata
Bolesław naówczas śpiesznym marszem dopadłszy do Kalisza263, gdzie niektórzy trzymający stronę Zbigniewa stawić mu opór zamierzyli, w kilka dni i gród rzeczony dostał w moc swoją. Tu wysłuchawszy poselstwa do siebie wyprawionego, towarzysza starostę na żądanie w grodzie gnieźnieńskim z ramienia swego postanowił. Stamtąd na Spicymierz264 ruszył po kolei; starca doznanej wiary265 w nim obiegł266, którego dopiero po udzieleniu wiadomości o zajęciu jego stolicy do ustąpienia zniewolił, po czym do Łęczycy267 z sobą go zabrawszy, tamże stolicę jego przeniósł a zamek w tejże obronny przeciw spodziewanej napaści od Mazowsza naprawił i umocnił. Dopiero wtenczas doczekał się nadejścia posiłków ruskich i węgierskich. Przywiedziony do ostateczności Zbigniew, już tylko jedyny środek ocalenia widział dla siebie, uzyskawszy wprzód pośrednictwo Jarosława, książęcia ruskiego i krakowskiego pospołu biskupa Baldwina, stanąć przed bratem a posłuszeństwo zupełne odtąd mu przyrzec. Po raz pierwszy to naówczas za niższego od brata swego się poczytał i ponownie przysiągł, że ani bratu w niczym nie będzie nigdy się sprzeciwiał, ani rozkazu jego żadnego nie zostawi bez wykonania, a nadto jeszcze w obecności wszystkich obiecał, iż zamek swój Galla268 zburzy. A wtedy wyjednał puszczenie sobie269 Mazowsza, którym przecież nie jako pan udzielny, lecz rycerz pod rozkazami, miał zawiadywać. Skoro zaś stanął pokój między braćmi, posiłki ruskie i węgierskie do krain swych wróciły — Bolesławowi nie tamowało nic drogi, gdziekolwiek by kroki swe, według upodobania, po całej Polsce skierował.