Epilog się poczyna

Że Bolesław wódz wsławiony,

W kornych ślubach wymodlony,

Byt począł, niosąc błogość swej dziedzinie,

Modłom Idziego11 zawdzięcza jedynie.

Wnet rymem wspomnę, skąd ta myśl powstała,

By do świętego uciec się zasługi;

Chciejcie posłuchać. Powieść to wspaniała.

Ale i wątek jej wreszcie niedługi.

Odżyć rodzicom słodko w pokoleniu;

Więc o potomka gdy dręczy tęsknota,

Na ślub ofiarny ważą bryłę złota,

Postać jej dziecka dając ku złudzeniu.

I ślą natychmiast gońce swe w krainę,

Kędy12 mąż święty cześć ziemian odbiera;

Bodaj to w dobrą czynili godzinę!

Bodaj skuteczną była chęć ich szczera!

Lecz upewniali świadomi tej drogi,

Że z omyloną nikt jeszcze nadzieją

Przybytku cudu nie opuszczał progi;

Oniż13 się w pełni wiary swej zachwieją?

Ach nie! — nadobna ze złota szczerego

Postać ulana — to wotum Idziego!

To postać syna, upragniona z ducha;

On cud ten sprawi, Pan modłów wysłucha!

Lecz i liczniejsze, społem14 niosą dary,

Złoto i srebro, a strojne kotary —

To sprzęt kosztowny — to kościelne szaty —

To kielich święty na podziw bogaty.

Spieszny więc tylko już odjazd zostaje.

Gońce w nieznane puszczając się kraje,

Dążą za słońcem, gdzie swe skronie chyli,

A pędzą naprzód, a nie tracą chwili.

Tyś ich, galicka ziemio15, nie wstrzymała.

Tam na południe zwrócić im potrzeba,

Gdzie prowansala rycerski duch pała16,

Gdzie jest gorętszy i lud, i pas nieba.

Kres, kres nareszcie! — klasztor, co się bieli,

Dalej z wyżyny roztwiera podwoje;

Więc gdy w zakonnym ustroniu stanęli,

Gdy zdjęli juki, z lic otarli znoje,

Przedsię z darami nie zwlekają dłużej,

Rozpościerając je wobec starszyzny;

I cel jej swojej zwiastują podróży,

I utęsknienia dalekiej ojczyzny.

Braci sędziwej przedmiot to nie nowy,

Post zatem naprzód rozpoczną trzydniowy;

Od umartwienia modła się zaczyna,

Nim w końcu wionie z wyż błoga nowina.

Być dobrej myśli radzą zakonnicy,

Wszakże to z ducha mają tajemnicy

O szczęściu matki! — Wieści, co się szerzy,

Najlepiej w domu poselstwo uwierzy.

Szczęśni, dość dzięków nie mając nawzajem,

Gońce, uciechą podzielić się z krajem

Przez szlak Burgundów ku Polsce nawrócą;

Nuż lotem ptaków drogę sobie skrócą.

Dobry ten pośpiech. Lecz tu od przedsienia

Jakże ich rola natychmiast odmienna!

I tu modlitwa, tu chóry i pienia,

Wróżb nie czas — księżna nadzieją brzemienna!

Czołem więc Bogu! — Gdyż Boża to sprawa,

W ziszczonych cudem ślubach Władysława17,

Gdy syn spowity za niebios zrządzeniem,

Świat Bolesławów znów zbudzi imieniem.

Złowieszczo może brzmi miano Judyty18,

Lecz już to czasów odległość niezmierna,

Gdy z ręki tegoż imienia kobiety,

Lud ocalała zgłada Holoferna.

Matka Judyta z pieluch już dziecinie

Przepowie sławę, która go nie minie,

Hartując serce do boju, do wrzawy —

I nam też pora zajrzeć w jego sprawy.

Poczyna się kronika, a w niej dzieje władców albo książąt polskich

Naprzód zagajenie

Zważywszy to w sobie pilnie, jak dla19 gnuśnego zaniedbania przez filozofów lub dla innego niedostatku zatracają się w pamięci wielorakie dzielne sprawy królów i książąt władnących po rozległym obszarze ziemskim, wzięliśmy na się, jakkolwiek niebiegłym piórem, skreślić niektóre dzieje panujących polskich, uprzedzając tym sprawy samegoż pełnego sławy a zawsze zwycięskiego książęcia, imieniem Bolesława; lepszą jest bowiem tu nawet niebiegłość, niżeli niezachowanie niczego znakomitego dla pamięci potomnych. Byłby to poniekąd do rzeczonego przedsięwzięcia wystarczający powód, iż za darem Bożym a modłami świętego Idziego ten książę się narodził; przez co — jak sądzimy — i sprzyjał mu nadal, prawie bezprzerwnie, ów los fortunny w bojach.

Ponieważ jednak kraina polska tak jest oddalona od szlaków bitych dla pielgrzymujących i zaledwo tym, co na Ruś wędrują w celu kupieckim jest znana, nic się w tym nie popełni niedorzecznego, jeśli dla opisu władztwa jednego plemienia dotknie się ogólniejszej całości, daleko większy przedmiot zajęcia nastręczającej.

Owoż od północnej strony Polska jest częścią Słowiańszczyzny, mającą od wschodu Ruś, na południe Węgry, na południo-zachód Morawię i Czechy, ściśle na zachód Danię i Saksonię, sobie ościenne. Ku Morzu zaś Północnemu lub Amfitrionowemu20 (w pas otaczającemu), ma trzy styczne granicami, najdziksze rody barbarzyńców, ziemię Lutyków (Seleucia), Pomorze i Prusy, z którymi panujący21 polski ściera się bojem ustawicznie, usiłując je do wiary świętej nawrócić; lecz ani mieczem przepowiadania22 serce ich z drogi przesądu odwieść się nie daje, ani mieczem ujarzmienia jaszczurcze ich plemię z gruntu wykorzenić. Jakoż zwierzchnicy ich często zwyciężeni będąc w otwartym boju przez książęcia Polaków, do chrztu się uciekali; i znowuż zebrawszy się na siły, po wyparciu się wiary Chrystusa, do nowej wojny się mieli z chrześcijanami. Są także w głąb za nimi, pomiędzy zatokami Amfitrionu, inne ludów barbarzyńskich rody i wyspy bezludne, na których śnieg i lód są ciągle.

Słowiańska ziemia przeto na północ, składająca się z tych swoich krain, cząstkowo podzielnych lub postanowionych, od Sarmatyczan23, inaczej też Getami zwanych, odgranicza się, dotykając Danii i Saksonii, od Tracji zaś przez Węgry, od24 Hunów niegdyś zajęte, którym to imieniem nazywają się też Węgrowie. Schodząc przez Karyntię dotyka Bawarii; na południe znów, wedle morza Śródziemnego, od Epiru obrzeżając przez Dalmację, Kroację i Istrię, kończynami Morza Adriatyckiego odgraniczona, kędy stoi Wenecja i Akwileja, o Włochy potrąca. Kraina owa, chociaż lesista wielce, obfituje atoli w złoto i srebro, chleb i mięso, rybę i miód dostatecznie, a w tym przodkuje najbardziej przed innymi, że jakkolwiek opasana jest od tylu wyżej nazwanych rodów, bądź chrześcijańskich, bądź bałwochwalczych, a przez wszystkie pospołu lub pojedynczo po wielekroć napastowana, nigdy jednak od żadnego pod jarzmo nie była ugięta. Kraina25 to, w której zdrowe powietrze, żyzna rola, las miodopłynny, rybna woda, bitni wojacy, pracowici sielanie, konie wytrwałe, robocze woły, mleczne krowy i wełniste owce.

Lecz abyśmy się nie zdawali zbyt rozwlekłym okrążać zachodem, powróćmy do założenia naszego według zamiaru. Jest zaś zamiarem naszym pisać o Polsce, a mianowicie o jej książęciu Bolesławie, i z tegoż powodu wywołać na jaw niektóre czyny jego poprzedników pamięci godne. Teraz więc tak opowieść naszą snuć poczniemy, abyśmy od korzenia sięgnęli do konaru drzewa. W jaki następnie sposób dostał się temu plemieniu zaszczyt książęcy, wyświeci to z kolei przedsięwzięty porządek opowieści.