CLXIII

Miał coś rzec, raczej znów bąknąć boleśnie,

Ale Antonia do wymysłów skora,

Kowadło mowy odcięła mu wcześnie

Od młota, mówiąc: „Wyjdź pan! Pani chora,

Wyjdź pan, bo skona!” On mruknął: „Niech sczeźnie!”

A już minęła do gadania pora,

Więc spojrzał jeszcze na nią, już ze łzami,

I nie wiedząc jak — znalazł się za drzwiami.