CXCV
A gdy on syty szałem po upływie
Tych chwil pochyla w jej ramiona skronie,
Ona nie zaśnie, lecz mocno a tkliwie
Głowę mu trzyma na powabnym łonie
I czasem oczy obróci lękliwie,
I od lic jego bladych pierś jej płonie.
I wszystkie w sobie rozkosze zestrzela,
Których doznała i których udziela.