CXXXIV

Cóż potem?... Nie wiem. Pewno nie wiesz i ty,

Więc idź spać. — Ja zaś do mojej powieści.

Był to listopad w dni dżdżyste obfity,

Gdy już puch śniegów skalne turnie pieści,

We mgle majaczą wierzchołków błękity,

Jezioro głucho u brzegu szeleści,

Pieniąc się wspina na skały niezłomne

I spać o piątej idzie słońce skromne.