LII

Wstąpił do domu — już nie swego domu,

Bo nie ma domu, gdzie serca nie stanie,

I doznał pierwszy raz strasznego sromu223,

Że nikt nie wyszedł doń na powitanie.

Tam przeżył dni swe pod niebem bez gromu,

Oczom dziś dzikim i serdecznej ranie

Chcąc ulżyć, śpieszył do czystej, kochanej,

To jego ołtarz jeden — nieskalany.