LVII

Jak świętojanki, wkoło rój czcicieli

Latał, tych nocnych robaczków Londynu,

Ale by zakłuć ją, żądła nie mieli,

Dla bezskrzydlnego górą była gminu.

Może pragnęła trwalszych wielbicieli?...

Mniejsza, jeżeli była dobra z czynu.

Czy ją wielbimy z dumy, chłodu cnoty,

Niczym są wobec czynu te przedmioty.