LVII
Lecz córka, słońcem jońskim umilona,
Jak te powietrzne chmurki — białe róże,
Zanim się piorun im wkradnie do łona,
Niosąc strach ziemi, a powietrzu burze,
Szła dotąd cicha i nie zasmucona,
Aż kiedy rozpacz wzięła w sercu stróżę,
budzony w żyłach nubijskich szał dziki
Wionął jak samum309 po puszczach Afryki.