LVII
Dwa tam ledwie znać — jeden całkiem ginie.
Na stepie, w zgiełku pospólstwa lub w boru,
Tam to samotność żyje i dziedzinie
Swojej nadaje piętno duchów zboru.
Ale w galeriach zamkowych, w ruinie
Sali rycerskiej, w złoconego dworu
Komnatach, gdy miast wielu — jeden stanie,
Straszno tak... niby śmierci czujesz wianie.