LXIV

Głęboka cichość zaległa komnatę,

Blask lamp był blady i jakby omdlały

I snu aniołki chwiały się skrzydlate

Nad każdym ciałem; jeśliby istniały

Duchy, w tej chwili, strojne w pyszną szatę,

Przyszłyby, grobów odrzuciwszy skały,

Tu pląsać, dobrym obdarzone gustem,

Zamiast gdzieś tłuc się po zamczysku pustem.