LXXV
Spętany, ranny, z kresą przez czuprynę,
Dzień i noc leżał, nim w uczuć zamęcie
Przypomniał stan swój i szczęścia ruinę.
Gdy się ocucił, leżał na okręcie,
Płynącym siedem węzłów na godzinę.
Z dala Ilionu brzeg na firmamencie317
Szarzał; jakżeby dawniej go powitał!...
Dziś na Sigeum318 nie patrzał, nie pytał.