LXXXIII

Ruski oficer, kiedy szedł — a lśnił się

Krwią — po umarłych, poczuł się za piętę

Nagle złapany zębem, co mu wbił się,

Jak kielce węża ostre i zawzięte.

Próżno klął, szarpał, broczył, z bólu wił się,

Wył jak wilk w paści złapan na przynętę,

Ząb przejął mięso, dzierżąc z całej mocy

Z rozkoszną chucią jak bajeczni smocy.