LXXXVIII

Drugi dziecinę miał wątłą, słabiuchną,

O miękkim liczku, delikatnym ciele.

Ten chłopczyk dłużej żył, choć był jak próchno,

Tkwiła w nim dusza cicha jak w aniele.

Nie mówił, lecz się uśmiechał miluchno,

Jak gdyby sercu ojca chciał — wesele

Wrócić i ulżyć brzemieniu boleści,

Choć czuł, że go już dłużej nie popieści.