XIX
Znaczną osobę zgładził z tego świata,
Co była tęgim w swoim kole szprychem.
Dla niego w oknach nie istniała krata,
W drzwiach zamek, bo go otwierał wytrychem.
Kto był tak „galant” od stóp do krawata,
Kto tak drwił z życia jowialnym uśmiechem,
Kto na przedmiejskie swą kochankę bale
Tak wiódł pod rękę, jak on „Czarną Salę”?