XVIII

Na twarzach lordów i świętych promienie

Księżyca grały; a gdy widz strwożony,

Patrząc spod oka, wsłuchał się w rozbrzmienie

Swych własnych kroków, jakby głos stłumiony

Szedł aż spod ziemi z trumien; groźne cienie

Z ram, ujmujących męże i matrony,

Zdały się schodzić jak dla zapytania,

Kto śmie nawiedzać dom wiecznego spania.