XXV

Stał więc. Minuta godziną mu była;

Czekał i ciągle w ten kąt się wpatrywał,

Gdzie się najpierwej mara pojawiła.

Powoli władze energii zwoływał,

Gotów był wierzyć już, że się mu śniła.

A potem zaczął myśleć, podejrzywał...

Wreszcie z zadumy ciężkiej się ocucił

I półbezsilny do pokoju wrócił.