XXXII
I znów jest wolna; kamienistą drogą
Gdzieś dąży, rani stopy o krzemiona
I coraz potknie się zbolałą nogą;
A jakaś mara, płachtą otulona,
Bieży — a ona, cała zdjęta trwogą,
Ściga ten biały, dziwny cień; w ramiona
Chce chwycić w próżnej męczącej pogoni...
Mara się wymknie, gdy ją trzyma w dłoni.