XXXIV

U nóg jej zimny, wilgotny, umarły,

Biały i pianą zwalany na skroni,

Którą jej ciepłe rączki próżno tarły —

Dawniej pieszczotom tak chętny, dziś do niej

Nie uśmiechnięty, bo wargi się zwarły —

Leżał on — Juan... a z grobowej toni

Szły jęki — niby topielicy jęki,

A sen był długi, duszny, pełen męki.