Intermezza
Nad Bosforem — Margrabina d’Ufré — Madrycka pareja
Natychmiast po przybyciu do Konstantynopola pośpieszyłem submitować253 się baszy254 karamańskiemu, czyli byłemu hrabiemu de Bonneval255, awanturnikowi, co szukał szczęścia przy dworze sułtana — i je znalazł. Przyjął mnie z wyróżniającą uprzejmością. Lecz najdonioślejszym wypadkiem podczas całego mego przebywania nad Bosforem było poznajomienie się z Jussufem Alim.
Liczył już sześćdziesiąt; bywałem w jego domu bardzo częstym gościem; zazwyczaj prowadziliśmy długie dyskursy na tematy filozoficzne, przeważnie dotyczące religii. Aż razu jednego zgadało się nam o miłości. I wówczas to Jussuf uczynił mi następującą propozycję:
— Mam córkę — rzekł — która odziedziczy wszystko, co posiadam, a i za życia mego jeszcze mogę jej zapewnić więcej niż dobrobyt. Pięć lat temu pojąłem za żonę młodą kobietę, lecz dotąd nie mam z nią potomstwa i domniemanie mieć nie będę. Córka moja, Zelma, ma obecnie lat piętnaście i jest niepospolicie piękna, charakter ma łagodny, dałem jej najstaranniejsze wykształcenie, mówi biegle po grecku i po włosku, gra na harfie i śpiewa, maluje, jest przy tym zawsze w doskonałym humorze. Uległa jest mi całkowicie: śmiało wyrażę się, że moja wola jest jej wolą. Nikt nigdy jej jeszcze nie oglądał, chyba z daleka. Dziewczyna ta to skarb! Otóż dałbym ci ją pod następującym warunkiem: musiałbyś cały rok przemieszkać u jednego z moich krewnych, tam nauczyć się języka tureckiego, poznać naszą religię i obyczaje. Po upływie tego roku, jeżeli zgodzisz się zostać prawym muzułmaninem, dam ci moją córkę za żonę. Otrzymasz w posagu dom z całym wewnętrznym urządzeniem oraz z niewolnikami, których życia będziesz panem, tudzież rentę, z której będziesz mógł żyć, opływając w dostatki. Nie potrzebujesz mi dawać odpowiedzi dziś, jutro lub któregokolwiek z góry oznaczonego dnia. Dasz mi odpowiedź, kiedy będziesz czuł, żeś się zdecydował. Rzuciłem w duszę twoją ziarno, Opatrzność zrządzi, czy ma zakiełkować, czy zginąć. Znam cię i jestem święcie przekonany, iż Zelma da ci szczęście, ty zaś stać się możesz luminarzem256 państwa tureckiego.
To rzekłszy, przycisnął mnie do łona i odszedł szybko, jakby nie dając mi czasu na zbyt pospieszną odpowiedź.
Nie mówiłem, rzecz prosta, nikomu o tej nadzwyczajnej propozycji, w obawie, aby czyjekolwiek zdanie nie zaważyło na mojej decyzji. Nie spieszyłem też powziąć jej. Czekałem, aż poczuję, jak wyrażał się Jussuf, wolę bożą. Spotykaliśmy się z Jussufem, rozmawialiśmy, lecz unikając poruszania materii, która nas obu w jednakowej mierze zaprzątała. Wreszcie przyszedł taki moment, że daliśmy folgę nurtującym nas perpleksjom257.
— To dla mnie jest rzeczą pewną — wyraziłem się — że z chwilą, kiedy powezmę postanowienie przyjąć twoją propozycję, już, szlachetny Jussufie, będziesz miał nade mną ojcowską władzę.
Wówczas Jussuf, mając oczy pełne łez rozrzewnienia, położył lewą dłoń na mej głowie, dwoma pierwszymi palcami prawej ręki dotknął mi czoła i rzekł:
— Trwaj synu mój, trwaj w takich intencjach, a nie doznasz zawodu.
Zauważyłem, iż może Zelma nie zechce mnie mieć za męża.
— Bądź o to spokojny — Jussuf na to. — Gdy z sobą rozmawiamy, patrzą najczęściej na nas i Zelma, i moja żona, i Zelmy guwernantka, i słyszą, co mówimy. Zelma cię zna, spodobałeś się jej. Powiem bez ogródek: już cię pokochała.
— Ale może nie wie, żeś mi ją za żonę przeznaczył?
— Owszem, wie dobrze.
— No to szczęście — rzekłem — że mi nie dajesz jej oglądać, gdyż byłbym na pewno olśniony i wówczas by na mojej decyzji serce zaważyło.
Jussuf słuchał mnie z nietajoną radością, ja zaś czułem, że niech no mi się owa Zelma spodoba, to nie zawaham się zostać muzułmaninem, byle tylko ją posiąść — potem bym tego żałował. Ambicją moją było zawsze zasłynąć wśród nacji cywilizowanych, bądź na polu literatury, bądź sztuki, w ogóle odznaczyć się, dokonać jakichś czynów niepowszednich, a wzniosłych... Nie mogłem przeto zapaść w muzułmaństwo, odgradzające mnie od świata. W dodatku nie uśmiechało mi się wcale siedzieć przez cały rok w Adrianopolu258, ucząc się barbarzyńskiego języka, do którego czułem nieprzezwyciężoną awersję i którego bym przeto nie wyuczył się nigdy.
Pewnego dnia jedliśmy śniadanie, ja i hrabia Bonneval, u jednego ze znakomitszych konstantynopolitańskich magnatów, którego zwać będę Izmaiłem. Dla rozrywki gości popisywała się przed nami neapolitańska pantomina, wystawiana, rozumie się, przez niewolników Izmaiła. To naprowadziło rozmowę na narodowy taniec włoski, na forlanę. Izmaiłowi okrutnie się zachciało zobaczyć ją tańczoną. Wziąłem tedy do ręki skrzypce i akompaniując samemu sobie, próbowałem dać mu wyobrażenie o forlanie. Oczywiście, demonstracja taka niewiele była warta. Natychmiast tedy posłano do pałacu ambasady weneckiej po co najprzedniejszego skrzypka, a gdy grać zaczął... o dziwo!... otwierają się drzwi i wchodzi przepyszna kobieta, o boskich kształtach, z twarzą osłoniętą szczelnie czarną maską, którą w Wenecji zowią moretta. Towarzystwo klaszcze, nie posiadając się z uciechy, piękna nimfa staje do forlany, ja staję naprzeciwko niej i tańczymy sześć forlan z rzędu. Partnerka moja po przedstawieniu tej serii (a wiadomo, że nie ma tańca tak fatygującego, jak właśnie forlana) nie okazywała najmniejszego zmęczenia, podczas gdy ja zniewolony byłem bodaj chwil kilka wypocząć. A tańczyła znakomicie: wątpię, czy w samej Wenecji znalazłaby się równa jej tancerka, właśnie dla forlany. Zawstydzony moim nie dotrzymaniem placu wątłej niewieście, wypocząwszy chwilkę, zbliżyłem się znów do pięknej nieznajomej, mówiąc:
— Ancora sei, e poi basta, se non volete vedermi a morir. Jeszcze sześć, a potem dosyć, jeżeli nie chce pani, abym skonał.
Byłaby mi niewątpliwie cośkolwiek odpowiedziała, lecz jak wiadomo, z morettą na twarzy nie sposób słowa wymówić. Uścisnęła mi tylko rękę, aż nadto wymownie. Zaledwieśmy skończyli tańczyć, eunuch259 otworzył szeroko drzwi i moja nadzwyczajna partnerka znikła w nich jak sen. Izmaił jął mi dziękować najgorętszymi wynurzeniami, ja dziękowałem mu nawzajem, gdyż Bogiem a prawdą, owa forlana była pierwszą przyjemnością, której zaznałem w Konstantynopolu. Spytałem go, czy niewiasta, która była przed chwilą wśród nas, jest wenecjanką. Uśmiechnął się tylko tajemniczo i nic mi nie odpowiedział.
Gdyśmy wracali do domu, Bonneval rzekł mi: „Ten zacny Izmaił nie wie, co robi! Dla popisu naraża swą opinię. Pozwolił panu tańczyć ze swoją niewolnicą... Czyż w dodatku nie zastanowił się, żeś pan niewiastę rozpalił? Teraz ona niechybnie będzie usiłowała wciągnąć pana w jaką intrygę; radzę, miej się na baczności!... Wszelkie intrygi tu u nas są nie bardzo bezpieczne”.
Jakoż dobrze przewidział, gdyż już we trzy, cztery dni potem zjawiła się u mnie jakaś stara niewolnica, proponując, abym od niej kupił wcale piękny, złotem wyszywany woreczek do tytoniu. Kupiłem. Podając mi go, wyraźnie mi pokazała, że w woreczku znajduje się list. Rzuciłem starej wiedźmie piastra260 za fatygę. List był niezapieczętowany, bez adresu i skreślony wcale dobrą włoszczyzną. „Jeżeli — stało w liście — pragniesz pan poznać tę, z którą tańczyłeś forlanę, a która jest rodowitą wenecjanką...” — tu następowały dokładne wskazówki, jak i gdzie mógłbym się z nią zobaczyć — w ogrodzie. List czytałem w parku Jussufa, czekając na powrót gospodarza. W chwili, kiedym chował list do kieszeni, wyrosła przede mną jak spod ziemi jakaś stara baba i zaprezentowawszy się mi jako „nauczycielka” Zelmy, jęła pod niebiosa wynosić swoją uczennicę. „Jaka szkoda — biadowała — że panu nie wolno jej poznać osobiście! Zakochałbyś się w jednej chwili... O! Tam, za tą zieloną żaluzją stoi ona, biedaczka, Zelmutka moja, i patrzy na nas...” Spytałem, czy mam Jussufowi powiedzieć, że mnie zagabnęła. Błagała, abym mu nie mówił. Rzeczą było aż nadto jasną, iż gotowa jest ułatwić mi widzenie się z Zelmą, bylebym choć w najlżejszej mierze na to nastawał. Zawahałem się... Nie chciałem uczynić kroku, który by mógł nie podobać się najdroższemu mojemu przyjacielowi. Nadszedł Jussuf. Wydał mi się nawet zadowolony z tego, że rozmawiam z „nauczycielką” Zelmy — niech wtrącę — z rodowitą rzymianką. Winszował mi, żem tańczył z najpiękniejszą huryską261 Izmaiła. Więc wiedział? Więc mówiono już o tym na mieście?
— Nic dziwnego — objaśnił mnie Jussuf. — Należy to do wielkich rzadkości. Zazwyczaj żadna z kobiet haremowych nie pokazuje się, osobliwie cudzoziemcowi. Ale Izmaił robi, co chce... Wolno mu... Jest we własnym domu panem absolutnym... Zresztą, to człowiek umiejący i lubiący żyć na wielkiej stopie...
Jak polecał mi list, udałem się pod wieczór do Izmaiła i nie zastawszy go w domu, poszedłem przejść się po parku. Jest akurat kiosk, jest w nim dziewczyna przyrządzająca limonadę! Mam właśnie — jak brzmiała wskazówka w liście — poprosić ją o szklankę limonady, kiedy strażnik parku podbiega i prosi mnie, abym opuścił park, gdyż panie z haremu wyszły i przechadzając się, idą w tę stronę. Schadzka moja nie doszła do skutku. Nazajutrz otrzymałem od Izmaiła zaproszenie na łowienie ryb przy świetle pełni księżycowej. Cudna to zabawa! Po ogromnym basenie pływaliśmy samowtór262, a gdyśmy się i łowami, i niezapomnianym widokiem ubawili, Jussuf rzekł mi, iż uraczy mnie jeszcze piękniejszym. Wstąpimy do tego oto kiosku i przez okna wychodzące na basen będziemy mogli do woli napawać się widokiem pań haremowych, mających zwyczaj kąpania się podczas pełni miesiąca263. Jakoż po pewnym czasie ujrzeliśmy płynące po mocno oświetlonej wodzie trzy prześliczne gracje264; raz po razu stawały na szerokich marmurowych stopniach, wskakiwały na cembrowania, przybierając pozy to nieopisanie malownicze, to działające diablo mocno na zmysły.
Nazajutrz po tej przedziwnej uczcie... dla zachwyconych oczu, zaproszony przez Jussufa na obiad, zastałem, ku memu niemałemu zdziwieniu, siedzącą w jadalni za stołem — damę. Na mój widok szybko zakryła twarz welonem, długim aż do ziemi. U okna siedziała niewolnica, wyszywająca na krosienkach. Chcę cofnąć się, przepraszając i tłumacząc się. Dama zatrzymuje mnie, oświadczając, iż sam Jussuf, zmuszony wyjść na chwilę, polecił, aby mnie zabawiła; prosi, abym usiadł; przemawia do mnie tonem pełnym słodyczy i serdeczności. „Kto to być może? — pytam sam siebie. — Czyżby Zelma?”
— Pan nie może odgadnąć, kim jestem? — pierwsza odzywa się dama.
— W samej rzeczy...
— Otóż jestem żoną Jussufa, poślubioną mu przed pięciu laty. Urodziłam się na wyspie Scio265. Miałam trzynaście lat, gdy Jussuf wziął mnie za żonę.
Nie wychodziłem ze zdumienia, że mój przyjaciel-filozof wyemancypował się aż do zezwolenia na to, abym rozmawiał z jego żoną, i z jaką jeszcze! Wyobraźnia moja już snuła dalszy ciąg alabastrowych, poodsłanianych ramion... Musiała być i na twarzy niepospolicie piękna. Nie miała na sobie zwykłego stroju Turczynek; ubrana była, jak się ubierają kobiety na wyspie Scio. Suknia odsłaniała śliczne linie nóg i zdradzała boskie kształty bioder. Nie wytrzymałem; mimo woli, odruchowo, sięgnąłem ku welonowi, aby odsłonić twarz czarującej kobiety... Była to z mej strony bezprzykładna śmiałość... Ona podniosła się i z niezmierną majestatycznością w głosie i postawie rzekła:
— Niegodny pan jesteś przyjaźni Jussufa, którego żonę śmiesz obrażać!
— Wybacz pani! — zawołałem. — Nie miałem zamiaru cię obrazić. Według obyczajów i zwyczajów ogólnoeuropejskich najpospolitszy człowiek ma prawo oglądać twarz nawet królowej.
— Lecz nie będzie zdzierał z jej twarzy welonu, którym się zasłoniła. O panie! Jussuf mnie pomści.
Rzuciłem się jej do nóg i dopiąłem tego, że się uspokoiła.
— Siadaj pan! — rzekła, sama siadając z podwiniętymi nogami.
Wzrok mój na mgnienie oka wślizgnął się w najtajniejsze ukrycia jej wdzięków, co omalże mnie nie przyprawiło o postradanie wszelkiego panowania nad sobą.
— Aleś pan rozgorzał! — wymknęło się jej.
— Święty by nie wytrzymał. Chcesz mnie upiec na wolnym ogniu.
— Uważaj pan! Mój mąż nadchodzi.
Jakoż ukazuje się Jussuf, dziękuje żonie, że mnie zabawiała podczas jego nieobecności, podaje jej ramię i odprowadza do dalszych apartamentów. Ona, przekraczając próg, podnosi zasłonę, ściska męża i jakby przypadkiem i mimo woli daje mi oglądać swój profil, iście kameowy266.
Znikła. Za chwilę wrócił Jussuf i z wesołą miną powiedział mi zaraz, że żona kazała mu zaprosić mnie na obiad, na który sama przyjdzie.
— Bardzo jest piękna? — spytałem. — Piękniejsza od Zelmy?
— Inny typ. Zofia to piękność wyniosła i dumna, Zelma natomiast miła i słodka. Gdy umrę, szczęśliwy będzie ten, co weźmie Zofię za żonę. Leguję mu ją nie jako wdowę, lecz pannę.
Gdym moją przygodę opowiedział Bonnevalowi, jął mi urągać.
— Trzeba było — mówił — skorzystać z okazji. Ona sama tego najwidoczniej chciała, i teraz będzie miała nietęgie wyobrażenie o odwadze Włochów. Ta piękna Greczynka — tłumaczył mi dalej — taka jest akurat jak wszystkie Turczynki. Byle twarz była szczelnie zasłonięta!...
Do zapowiedzianego obiadu nie przyszło. Jussuf natomiast, zauważywszy podczas naszej wspólnej włóczęgi po bazarze, że mi się niezmiernie podobały pewne dywany i pasy, i chustki, i fajki, i że tylko stan mojej kasy nie pozwolił mi ich nabyć, kupił je wszystkie i przysłał mi w podarunku. Było tego za czterysta, a może i za pięćset piastrów. Zbierałem się do wyjazdu. Jussuf prawie mnie nie odstępował, a żegnając się ze mną, rozpłakał się; moje też łzy popłynęły. Oświadczył mi, że nie utracił ani krzty szacunku i przyjaźni dla mnie przez to, żem odrzucił jego propozycję. Przeciwnie, to odrzucenie nawet wzmogło jego dla mnie atencję i uczucia; nie ceniłby mnie wyżej, jeślibym został jego zięciem. Na pokład statku przed samym odpłynięciem przysłał mi jeszcze jeden hojny podarunek: przepyszną skrzynię, a w niej dwa centnary267 kawy najlepszego gatunku, sto funtów268 przedniego tytoniu w liściach i dwie duże flasze z tabaką, również najdoskonalszą, wreszcie jaśminowy, prześliczny cybuch, którym sprzedał na Korfu269 za sto cekinów.
*
...Udałem się do Paryża, polegając na zręczności, wymowie i uzdolnieniu, które nie dadzą mi zginąć na bruku stolicy świata.
Jakoż poszczęściło mi się. Dotarłem aż do ministerialnych progów. Umiejętnie przywłaszczywszy sobie cudzy pomysł i cudzy plan, wręcz zaimponowałem finansistom, nawet najbieglejszym w swym zawodzie. Chodziło mianowicie o zorganizowanie loterii państwowej. Potrafiłem zainteresować dla tej imprezy „sfery miarodajne”; gdy zaś sprawa ruszyła z miejsca, zapewniłem faktycznemu twórcy całego planu wcale pokaźne zyski — sobie, naturalnie, największe. Z poniedziałku na wtorek stałem się osobistością, z którą rząd francuski zaczął się liczyć. Dochody moje tak podskoczyły, iż mogłem sobie pozwolić na życie wielkopańskie. Stanęły przede mną otworem najwyszukańsze koła towarzyskie. Mogłem zadowalać najwyszukańsze fantazje, a szczęście u kobiet, rzecz prosta, dopisywało mi jak nigdy jeszcze w życiu. Z polecenia rządu francuskiego przeprowadziłem w Holandii pewne operacje finansowe, mogące mi zapewnić obfity dobrobyt do końca życia. Cóż, kiedy niestworzony byłem do spokojnego używania darów Bożych! Ciągnęło mnie w świat; żadnych więzów nie znosiłem; strwonić kapitał było dla mnie rzeczą powszednią i jakby nałogiem. Spróbowałem odbić się na założonej przeze mnie fabryce sukna, lecz w tym wypadku szczęście mnie zawiodło; w proficie miałem tylko całe stado dziewcząt pracujących w mojej fabryce, które wszystkie po kolei przeszły przez moje ręce... Miałem przez pewien czas formalny harem. Lecz pieniądze topniały i topniały.
W owym czasie poznałem się z margrabiną d’Urfe, nieopisanie dziwaczną osobą, wielkoświatową damą, posiadającą całe laboratorium chemiczne. Tonęła w dziełach treści mistycznej i abstrakcyjno-naukowej, a pasją jej życia było szukanie sposobu robienia złota. Drugą niedającą jej spokoju chimerą270 było rzekome obcowanie z duchami. Obie te słabości zwariowanej margrabiny potrafiłem znakomicie wyzyskać dla moich osobistych celów i mego pożytku. Uwierzyła, że jestem szczerym adeptem jej wierzeń i poszukiwań, odkryła mi wszystkie swoje „tajemnice”, ja zaś ze swej strony jąłem ją inicjować w „kabałę”, która mi i przy tej sposobności oddała znakomite usługi. Oczywiście, niejeden już szarlatan wyzyskiwał łatwowierność i niemal niepoczytalność margrabiny, lecz zdaje mi się, że nikomu nie okazywała tak daleko idącego zaufania jak mnie.
Pewnego razu zwierzyła mi się, iż dlatego ma tak utrudnione obcowanie z duchami, ponieważ jest kobietą. Duchy — rozumowała — chętniej obcują z mężczyznami, jako z istotami mniej doskonałymi niż kobiety. Ja — mówiła — wiem, w jaki sposób reinkarnować ją, margrabinę, to znaczy, przedzierzgnąć ją w pacholę, urodzone z filozoficznego oddania się pewnej „śmiertelnej” pewnemu „nieśmiertelnemu”... Oczywiście, mogłem spróbować leczyć notoryczne wariactwo margrabiny, lecz byłaby to akcja zgoła bezcelowa wobec jawnej nieuleczalności jej obłędu. Nie pozostawało nic innego, jak go wyzyskiwać.
Utwierdziłem ją przeto w nadziei, że uda mi się przemienić ją w mężczyznę, lecz zarazem zaleciłem szereg takich zabiegów, o których wiedziałem, że nie dadzą się wykonać. To pozwoliło mi sięgać raz po razu do kasy margrabiny, po sumy najrozmaitsze, których wysokość ode mnie tylko zależała. Wciąż łudziłem ją, że pod wpływem tych lub owych moich poczynań zamrze i odrodzi się mężczyzną! Nie czułem przy tym najlżejszych wyrzutów sumienia, żem tak bezczelnie zwariowaną damę okłamywał i wyzyskiwał. Margrabina d’Urfe była nieskończenie bogata, a przy tym skąpa. Fortuna jej, rzucona na los spekulacji giełdowych, wzrastała w oczach... Marnowała olbrzymie sumy na realizowanie rzeczy niedających się zrealizować. Czyż przeto nie lepiej było, że ta lub owa część tych sum szła na zaspakajanie moich nie tylko potrzeb, lecz i przyjemności? Rzecz inna, jeślibym je sobie przywłaszczał i ciułał tą drogą kapitał! Lecz w rękach mi nie został literalnie grosz jeden. Wydawałem wszystko, co do szeląga. To usprawiedliwia mnie i uspokaja. Były to przecie pieniądze przeznaczone wierutne głupstwa; no, i poszły na głupstwa; tylko moje własne.
Kiedy moja wyżej wspomniana fabryka sukna zbankrutowała i kiedym znowu musiał tułać się z kąta w kąt po świecie, margrabina d’Urfe nigdy mi sukursu271 nie odmówiła, ilekroć się do niej zwróciłem. Dawała się mistyfikować z zawsze jednakową łatwością, z czego obficie korzystałem, gdyż przez czas dłuższy jedynymi źródłami moich dochodów były gra w karty oraz usłużność moich przyjaciół.
*
Po iście awanturniczej peregrynacji272 po Europie całej postanowiłem udać się do Hiszpanii, której jeszcze nie znałem. Panowała tam niepodzielnie Święta Inkwizycja i wiedziałem, że mój tryb życia może mnie w Hiszpanii narazić na niejeden konflikt z tą surową wszechwładzą.
Przygody miłosne w Hiszpanii obracają się zazwyczaj w atmosferze niepokoju i wśród ponurych nastrojów, gdyż mają za cel uciechy niedozwolone. Z drugiej strony, jako takie, mają w sobie pewną pikantność i tajemniczość nie do pogardzenia. Hiszpan jest małego wzrostu, źle zbudowany i brzydki, natomiast Hiszpanki są urocze, miłe i pełne ognistego temperamentu. Zawsze są gotowe grać rolę w najniebezpieczniejszej nawet intrydze; okrutnie lubią wyprowadzać w pole zazdrosnych mężczyzn oraz damy do towarzystwa, strzegące cnoty swych pupilek. Hiszpanka ze wszystkich swych adoratorów odda preferans najodważniejszemu, który się nie ulęknie niebezpieczeństw, na które może go narazić stosunek z ukochaną; same chętnie wywołują niebezpieczeństwa i najdrażliwsze sytuacje, aby pierwsze pokonywać, a z drugich szukać wyjścia.
W parę dni po przybyciu do Madrytu poszedłem na bal maskowy, aby się przyjrzeć i bawiącym się, i zabawie. Przy bufecie wszcząłem rozmowę — po francusku — z jakimś dobrze już siwiejącym jegomościem. Spytał mnie, czy zgubiłem gdzie w tłumie moją damę.
Odrzekłem:
— Nie mam wcale damy.
— Jednak miarkuję, że chyba tańczyć pan lubi?
— W samej rzeczy, nawet przepadam za tańcem.
On mi zaś na to:
— Jeżeliś pan tu przybył bez własnej damy, to nie będziesz tańczył wcale. Każda z dam, które tu widzisz, ma własnego tancerza; zwą go po hiszpańsku parejo. Wyłącznie z nim tańczy.
— To już nogą w Madrycie nie ruszę. Nie znam żadnej damy, która by mi chciała na bal towarzyszyć.
— Jesteś pan w błędzie. Jest w Madrycie aż nadto dziewcząt i hożych, i ładnych, które aż się palą, by pójść na bal. Niedawno dopiero nasz minister, hrabia Aranda, pozwolił urządzać bale publiczne i są one w tej chwili niezmiernie w modzie. Popatrz pan... oprócz przyglądających się zabawie jest tu ze trzysta tancerek na sali, a ile ich siedzi po domach, rozpaczając, że nie są na balu!
— A bez towarzysza nie może pójść na bal?
— Nie może. Policja zabrania.
— Ale pierwszy lepszy mężczyzna nie może przecie narzucić się damie za towarzysza?
— Kochany panie! — rozmówca mój na to. — Tu u nas teraz w Madrycie nie ma takiego ojca, nie ma takiej matki, którzy by dali ci odkosza273, jeżeli uczciwie, a bez wszelkiej ceremonii poprosisz o zaszczyt zaprowadzenia ich córki na bal.
— Osobliwe obyczaje!
— Rzecz główna, abyś pannie zafundował domino274, maskę i rękawiczki oraz abyś miał powóz do jej dyspozycji.
— A jeżeli otrzymam odpowiedź odmowną?
— Nic pan sobie z tego nie rób. I szukaj szczęścia gdzie indziej. Lecz bądź spokojny... nigdzie ci drzwi nie zamkną przed nosem.
Spodobało mi się to wszystko; nowe było i niepospolite. Wymieniliśmy z siwiejącym jegomościem nazwiska, po czym on, zająwszy się mną gorliwie, zaprowadził mnie do swej loży i przedstawił pewnej wcale jeszcze okazałej damie, mającej po całej stolicy nader rozległe stosunki. Zaprosiła mnie do siebie.
Pod koniec balu zaczęto tańczyć fandango. Widziałem, jak je tańcowano we Włoszech i we Francji, ale ani się umyło do hiszpańskiego. Byłem oczarowany. Ile wyrazu w epizodach tego tańca, z jakim zajęciem publiczność przygląda się tańczącym, jak ten ognisty taniec elektryzuje całą salę! Zaraz nazajutrz odszukałem metra275 tańców i we trzy dni jużem wcale znośnie tańczył fandango. Jednocześnie zacząłem u pewnego aktora brać lekcje języka hiszpańskiego. Teraz mogłem już rozpocząć szukanie partnerki. Do panny „z wyższych sfer towarzyskich” nie miałem śmiałości zwrócić się; nie chciało mi się z drugiej strony ani mężatki, ani kurtyzany... W dniu św. Antoniego276 — kto czegokolwiek szuka, niech go wzywa! — jestem w kościele de la Soledad na mszy. Rozglądam się. Patrzę: od konfesjonału odchodzi właśnie jakieś dziewczę, ze spuszczonymi skromnie ku ziemi oczami, a zgrabna, najwidoczniej ognista — w sam raz partnerka dla fandanga! Widać, że nie z tak zwanej wyższej sfery, lecz wcale dobrze ułożona, nawet elegancka — i ładna, bardzo nawet ładna. Poczekałem, aż przystąpi do komunii; potem wysłuchałem jednej jeszcze mszy, gdyż moja donna diablo długo potrzebowała się modlić, i wyszedłem za nią z kościoła. Doprowadziła mnie do skromnego, jednopiętrowego domu. Weszła. Ja za nią. Pukam.
— Kto tam?
— Gente de paz! — odpowiadam. (Wszyscy w Hiszpanii mienią się „spokojnym człowiekiem”: policjant, przychodzący cię aresztować, kredytor z wekslem w ręku na pytanie, kto puka, odpowie ci przez drzwi: Gente de paz, człowiek spokój miłujący!).
Otwierają się drzwi. Spostrzegłem w izbie moje dziewczę w towarzystwie starszego mężczyzny i starszej kobiety — ojca i matki. Zwracam się wprost do ojca i powiadam:
— Jestem, señor277, cudzoziemcem; pasjami lubię taniec i nie mam tancerki, która by mi pozwoliła towarzyszyć sobie na bal.
Ojciec popatrzył na matkę, matka na córkę.
— Przychodzę przeto — ciągnąłem dalej — do państwa na chybił trafił i proszę o pozwolenie zaprowadzenia ich córki na bal.
— Señor! My señora nie mamy zaszczytu znać. Nie wiem, czy moja córka zechce z señorem pójść.
Panna mocno pokraśniała i odrzekła bez namysłu:
— Bardzo będę rada, jeśli mi pozwolicie towarzyszyć na bal temu panu.
Nastąpiła tedy prezentacja. Wymieniłem imię moje i nazwisko i podałem adres. Ojciec — don Diego — obiecał dać mi odpowiedź nazajutrz o południu. W oznaczonym terminie sam mi przyniósł pozwolenie, pod warunkiem, że matka pojedzie z nami i czekać będzie w powozie, aż się córka wytańczy do woli. W trakcie rozmowy powiedział mi, że jest z zawodu szewcem.
— Doskonale! — rzekłem. — Bierz pan miarę i zrób mi trzewiki.
— Nie mogę, señor. To by mi ubliżyło.
— A jednak pański zawód...
— Zmuszałby mnie do tego, chce pan powiedzieć? Tak. Jeślibym był szewcem. Lecz ja nim nie jestem.
— To kimże pan jest?
— Zapatero de viejo, łaciarzem. Nie biorę niczyjej nogi w rękę, chyba że klient jest takimże jak ja sam szlachcicem.
— Mości hidalgo278, masz zupełną rację! Nie rób mi tedy trzewików nowych, tylko racz mi wyłatać moje stare. Czy Wasza Miłość zgodzi się na to?
— Z miłą chęcią. Wyłatam panu trzewiki tak, że będą jak nowe. Jestem rzemieślnikiem rzetelnym, jestem zapatero w piątym już pokoleniu i nikt z moich przodków nigdy grosza nie wziął za wiele. Zapłaci mi señor uno pezzo duro279.
Nazajutrz posłałem mojej „parejce” domino, maskę i rękawiczki; wieczorem zajechałem przed jej dom w powozie; oczekiwano mego przybycia z nieukrywaną niecierpliwością. Mama, rozsiadłszy się w powozie w jakiejś mantyli280, usnęła niemal natychmiast. Już tańczono, gdym z donną Ignacją wszedł na salę. Natychmiast też stanęliśmy do kontredansa, a po paru godzinach tańczenia zaprowadziłem moją towarzyszkę na kolację. Nie rozmawialiśmy ze sobą wcale; ciężko mi jeszcze było skleić hiszpański frazes281, a donna Ignacja mówiła tylko swoim rodowitym językiem. Uderzenie w bębny zapowiedziało o jedenastej rozpoczęcie się fandanga. Moja zwinna i lekka partnerka tańczyła przedziwnie, oddając z nieporównaną gracją całą zmysłowość płomiennego tańca. Podniecony do najwyższego stopnia, czułem, że mi się język rozwiązuje i uczyniłem mojej tancerce najoryginalniejszą w świecie deklarację miłosną, łącząc ze sobą wyrazy francuskie z włoskimi, a włoskie z hiszpańskimi. Mała w lot zrozumiała wszystko, zwłaszcza iż suto dopełniałem moją narrację strzelistymi spojrzeniami. Dała mi do zrozumienia, że się... zastanowi i że da mi odpowiedź w bileciku przyszytym do domina, które mi odeśle po balu. Niech po nie przyślę...
W powozie zastaliśmy mamę chrapiącą w najlepsze. Obudzona, utrzymywała, iż zdrzemnęła się tylko chwileczkę. W powozie było ciemno. Podczas gdy donna Ignacja opowiadała matce o wszystkich przyjemnościach, których zaznała na balu, trzymałem w moich dłoniach jej drobne rączęta, marząc o innych uściskach... Mama prosiła, aby powóz nie zajeżdżał bezpośrednio przed kwaterę jej wysoko urodzonego małżonka; obawiała się plotek. W odesłanym mi nazajutrz domino znalazłem bilecik donny Ignacji. Był krótki. „Don Francisco de Ramos, mój narzeczony — pisała — przyjdzie do pana i objaśni, w jaki sposób może mnie pan uszczęśliwić”.
Przyszedł istotnie. Zwierzył mi się, nie szczędząc słów, że donna Ignacja zdecydowała się zostać jego narzeczoną dopiero po nieskończonych zwlekaniach i poprosił mnie o pożyczenie mu 200 dukatów, aby mógł założyć sklepik kolonialny. Wymówiłem się. Odszedł urażony. W kilka dni potem zjawił się u mnie ojciec donny Ignacji. Hidalgo sam własnoręcznie odniósł mi trzewiki i zaszczycił mnie czułymi uściskami.
— Oczarowałeś pan moją córkę — rzekł. — Od rana do nocy tylko o panu mówi.
„Wolałbym — pomyślałem w duchu — mieć z nią do czynienia od nocy do rana”. Głośno zaś odpowiedziałem:
— Na honor, córka pańska jest panną równie piękną jak miłą, doskonale ułożoną...
— I urodzoną! — wtrącił.
— Któż by wątpił! Pragnąłem złożyć jej moją czołobitność, lecz obawiałem się plotek, na które małżonka pańska jest tak wrażliwa.
— Proszę bardzo, proszę bardzo! — zawołał. — Racz pan nas odwiedzić. Będziemy wielce radzi.
Znaczyło to mniej więcej: zalecaj się pan mojej córce.
Nie omieszkałem odwiedzić hidalga i ponownie zaproponowałem donnie Ignacji bal maskowy. Dałem jej rodzicom dwa dublony282 na domino i rękawiczki. Wszelkie moje atoli sondowania uczuć niezmiernie skromnej panienki nie doprowadziły mnie do żadnego pozytywniejszego rezultatu. Udało mi się tylko wydrzeć jej wyznanie, że musi walczyć z sobą. Musi? Dlaczego? Jadąc z nią na bal, wziąłem do powozu parę butelek ratafii283, a do kieszeni mojej tancerce nasypałem tak zwanych bonbons diaboliques284. Nie przyjęła złotego dublona.
— Daj go pan — rzekła — memu narzeczonemu. On tak bardzo potrzebuje monety.
— Nie przyjmie. Szlachecka duma nie pozwoli...
— Owszem, owszem! Niech to będzie zaliczką na owych dwieście dukatów, o które prosił. On taki biedny.
— I tak zakochany...
— O, co do tego, to niech pan żadnych przytyków nie czyni. On tylko ziębnie i marznie pod mymi oknami, i tyle. Czeka zawsze na mój powrót z balu.
— Na ulicy?
— Tak.
— To mi go żal. Gdybym o tym wiedział, byłbym mu zaproponował, aby na panią oczekiwał w naszym powozie, dotrzymując towarzystwa mamie.
Zdawało mi się, że fandango, ratafia i cukierki zrobiły swoje. Dziewczyna była o wiele rozmowniejsza, w oczach miała rozmarzenie i pozwalała mi na pełne subtelnej rozkoszy dotknięcia, widocznie w nich gustując. Ale do pocałunków i tym razem jeszcze nie przyszło. Rozstając się, naznaczyła mi schadzkę w kościele de la Soledad. Przyszła z jakąś nad wyraz szpetną przyjaciółką; popatrzyłem z daleka i umknąłem. Wieczorem byłem u niej, ekskuzując285 się... Sama zaprosiła mnie na najbliższy bal, pytając, czy pozwolę, aby towarzyszyły jej dwie kuzynki.
— Przystojne?
— To już mniejsza. Niech pan to dla mnie uczyni.
— Dobrze. A gdzież ich mam szukać, aby zaprosić?
— Weź pan te koronki. Tam, na ulicy Nowej, mniej więcej na jej środku, jest nieduży sklep „Pod św. Teresą”. Oddaj pan tylko te koronki, resztę sama załatwię.
— Pani kuzynki... to praczki?
— Szlachcianki!
Kuzynki były wręcz okropne. Starsza podobna była jak kropla do kropli do Dulcynei z Toboso286, jak ją opisał Cervantes; druga miała wzrost, postawę i maniery dragona287 w spódnicy. Swoją drogą nie było mi przykro, że donna Ignacja takie właśnie wybrała sobie towarzyszki. Było to dobrą oznaką. Kobieta obojętnego jej mężczyznę dopuści do najpiękniejszej nawet niewiasty, natomiast takiego, który zaczyna ją obchodzić, pokaże tylko szpetnej co się zowie.
Zaprosiłem do siebie na obiad donnę Ignację i obie jej kuzynki. Gdyśmy dobrze z kieliszków pociągnęli, przyszła mi do głowy dziwaczna myśl.
— Zatańczmy — rzekłem — kadryla! Lecz do tego, aby poszedł gładko i raźnie, trzeba, aby najroślejsza z pań przebrała się po męsku.
Młodsza kuzynka aż wzięła się za głowę.
— Grzech! Grzech! — jęła wołać. — Nigdy się nie zgodzę wziąć takiego grzechu na sumienie.
Ignacja, znająca na wylot wszystkie „święte” legendy, uspokoiła jej skrupuły przypomnieniem, że przecież błogosławiona Maryna288 przez całe swoje życie chodziła w męskim ubraniu.
— Zgoda wreszcie — odparła płochliwa kuzynka. — Któż mnie jednak przebierze?
— Ja, jeśli pani pozwoli — pośpieszyłem wtrącić. — A nawet nikt inny w tym towarzystwie nie mógłby mnie zastąpić.
— Ach, mój Boże!...
— Możesz śmiało! — uspokajała ją Ignacja. — Pan Casanova jest najprzyzwoitszym i najzacniejszym kawalerem w całej Hiszpanii.
Tedy przebrałem kuzynkę tak zręcznie, że nikt by się nie domyślił kobiety. Siostra jej zaczęła mnie wypytywać, czy potrafię ubrać tak zgrabnie kobietę, jak mężczyznę.
— Jeśli donna Ignacja pozwoli — odparłem — chętnie bym złożył jej dowody mojej eksperiencji289. Ubiorę ją w domino.
Gdy nastąpiła zgoda, udaliśmy się we dwoje do przyległego pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz i zabrałem się do dzieła, z powolnością aż nadto usprawiedliwioną. Rozebranie, rzecz prosta, zabrało mi o wiele mniej czasu niż ubieranie. Kuzynki niecierpliwiły się. Nareszcie ukazaliśmy się... przekładając, iż domino rozdarło się i trzeba było je zaszywać. Kuzynki w śmiech... Ja byłem w siódmym niebie i nie ukrywałem mego ukontentowania290.
Przetańczyliśmy kadryla; potem wśród zabawy czas zbiegł tak szybko, żeśmy się ani spostrzegli, jak przyszła pora kolacyjna. Zjedliśmy kolację, a gdyśmy nareszcie przybyli na salę balową, była już północ. Wchodzimy, a tu muzyka przestaje nagle grać, pary się rozprzęgają, światła zaczynają gasnąć... Co się stało? Co takiego?
— Popielec! Post. Z zabawami i tańcami basta aż do Wielkiejnocy!
Zaproponowałem wrócić do mnie i tam się jeszcze zabawić. Panny zgodziły się chętnie. Donna Ignacja zapragnęła tylko wpierw wstąpić do kawiarni, aby się lodami ochłodzić. Wchodzimy do kawiarni, a tu wita nas uniżenie don Francisco. Czatował na nas; Donna Ignacja przyjmuje go nie tylko ozięble, wręcz impertynencko. Lecz wypadło go poprosić do kompanii, a potem odwieźć najprzystojniej Ignację do rodziców. Zdążyła mi tylko szepnąć, że mnie kocha...
Pilne sprawy powoływały mnie niebawem potem do Aranjuezu291. Stamtąd napisałem do mego wysoko urodzonego łaciarza, aby mi się wystarał o kwaterę, złożoną z umeblowanego pokoju i alkowy, tudzież zgodził dla mnie służącego. W parę dni potem otrzymałem adres mego nowego mieszkania. Była to własna kwatera ojca donny Ignacji. Wprowadziwszy się do niej, zaprosiłem mego gospodarza-hidalga raz na zawsze na obiad, gdyż nie znoszę jadać sam. Dziękował gorąco, zastrzegł jednak, że zastępować go przy moim stole będzie córka, ilekroć pilne zajęcia nie pozwolą mu obiadować ze mną.
Już nazajutrz, miałem przy stole vis-à-vis292 siebie donnę Ignację. Gdym ją osypywać zaczął komplementami, posmutniała i rzekła:
— Ach, cóż mi z tego, żem podobno ładna! Są chwile, że wolałabym być brzydka jak szatan. Umyślnie chodziłam do przyjaciółki chorej na ospę, aby się zarazić...
— Byłby to wielki grzech! — zawołałem.
— Tak też mi powiedział mój spowiednik. Piękna twarz, mówił, jest odbiciem pięknej duszy, jest przednim darem Stwórcy, za który dziękować Mu trzeba nieustannie, nie zaś przeciwnie, starać się siebie własnowolnie oszpecać. Byłaby to, mówił, wielka względem Pana Boga niewdzięczność.
— A kiedy — spytałem — znów masz zamiar iść do spowiedzi?
— Jutro rano.
— Wybornie! A masz na sumieniu jaki ciężki grzech?
— Nie, żadnego nie mam...
— Nic tedy nie będziesz miała do wyznania swemu spowiednikowi? Postarajmy się...
Położyła mi szybko rączkę swą na usta. Za chwilę donna Ignacja była na moich kolanach, a znowu za chwilę nie ja trzymałem ją na sobie, lecz odwrotnie. W decydującym zaś momencie donna Ignacja zrywa się, biegnie przed wiszący na ścianie obraz Matki Boskiej i pada przed nim na kolana. Wiedzieć trzeba, że w każdym mieszkaniu w Hiszpanii musi obowiązkowo znajdować się obraz Matki Boskiej. Zazwyczaj wisi w rogu pokoju lub izby, w szafce mającej od frontu zasłonę.
Podczas gdyśmy byli ze sobą, obraz Madonny był odsłonięty... Ignacja, pomodliwszy się, ściągnęła zasłonę i przyszła znowu usiąść przy mnie; była niezmiernie wzburzona.
— Co ci jest, dziecko moje? — spytałem.
— Panie Boże, odpuść! — zawołała. — Nie tylko popełniłam grzech śmiertelny, lecz w dodatku świętokradztwo. Nigdy nie odważę się wyznać memu spowiednikowi, jaka byłam z panem... przed tym obrazem!
Jej naiwne słowa przerywało głośne łkanie, a łzy sypały się jej gradem z oczu. Żadne moje uspokajanie nie miało nad nią mocy.
W dwa dni potem zwierzyła mi się, że wyznała wszystko swemu spowiednikowi i otrzymała absolucję, pod warunkiem atoli, że sprawi do izby nową Madonnę, a sprofanowaną usunie. Obiecałem jej kupić jak najładniejszy obrazek; ona zaś ze swej strony wykonała solenny jurament293, iż nigdy odtąd więcej nie zapomni zasłonić Madonny, ilekroć przyjdę ją odwiedzić.
Niestety, nie było mi już sądzone korzystać w całej pełni z chwil upajającej szczęśliwości. Licho przyniosło do Madrytu niejakiego barona de Froiture, szulera i urwipołcia spod ciemnej gwiazdy. Zadałem się z nim... skompromitowałem się... Pewien zacny księgarz dał mi sto pistolów294 zaliczki i mogłem w porę Hiszpanię opuścić.
Przypisy:
1. J’ai toujours eu la faiblesse... (fr.) — Zawsze miałem słabość do komponowania czterech piątych mojej radości z sumy szczęścia, jakie dałem uroczej istocie, od której je czerpałem. [przypis edytorski]
2. brewerie — awantury, kłótnie. [przypis edytorski]
3. kondotier — dowódca oddziałów wojsk najemnych we Włoszech w XIV–XVI w. [przypis edytorski]
4. korsarz — kapitan prywatnego okrętu, który na podstawie pisemnego upoważnienia władcy lub miasta zwalcza statki nieprzyjacielskie, a jego wynagrodzenie stanowią zdobyte na przeciwniku łupy; w przeciwieństwie do pirata korsarz prowadził legalną działalność, usankcjonowaną prawnie. [przypis edytorski]
5. hrabia de Saint-Germain (zm. 1784) — europejski poszukiwacz przygód, alchemik, artysta; osiągnął rozgłos w wyższych sferach połowy XVIII w.; jego pochodzenie i prawdziwa tożsamość są nieznane. [przypis edytorski]
6. Cagliostro, Alessandro di, właśc. Giuseppe Balsamo (1743–1795) — włoski awanturnik, alchemik, samozwańczy magik, zasłynął na wielu królewskich dworach Europy, gdzie uprawiał różne sztuki okultystyczne. [przypis edytorski]
7. d’Eon de Beaumont, Charles, znany jako kawaler d’Eon lub panna d’Eon (1728–1810) — francuski dyplomata, szpieg i żołnierz; walczył w wojnie siedmioletniej, szpiegował na rzecz Francji podczas pobytu w Rosji i Anglii; zasłynął z noszenia damskich sukien i podawania się za kobietę. [przypis edytorski]
8. fanfaron — osoba zarozumiała, pyszałek, chwalipięta. [przypis edytorski]
9. jurydyczny — prawniczy, dotyczący prawoznawstwa. [przypis edytorski]
10. Życie jego to najciekawsza powieść, to jeden nieprzerwany romans... — dobrych i szczegółowych życiorysów Jana Jakuba Casanovy jest niemało. Tam też, kto ciekawy, znajdzie to wszystko, czego niniejszy najtreściwszy zarys zawierać nie może, więc np. w biografii Jakub Casanova napisanej po niemiecku przez Ottmanna (Stuttgart, 1900) lub w paryskiej monografii Samarana (1913). [przypis tłumacza]
11. kostera (daw.) — gracz w kości, hazardzista. [przypis edytorski]
12. marszałek de Richelieu, Crebillon, Fontenelle, Jan Jakub Rousseau — wybitne postacie życia Francji XVIII w.: Louis François Armand du Plessis, książę de Richelieu (1696–1788): arystokrata, żołnierz i dyplomata; Prosper Jolyot de Crébillon (1674–1762): poeta i dramaturg; Bernard Le Bouyer de Fontenelle (1657–1757): filozof, religioznawca, pisarz; Jean-Jacques Rousseau (1712–1778): pisarz, filozof. [przypis edytorski]
13. Choiseul, Etienne François de (1719–1789) — minister spraw zagranicznych króla Francji Ludwika XV. [przypis edytorski]
14. popasać — robić postój w podróży, szczególnie konno. [przypis edytorski]
15. zawiązuje długotrwały w następstwie stosunek i przyjaźń ze znakomitym uczonym-fizjologiem Hallerem — do dziś dnia na zamku Dux, gdzie Casanova życie zakończył, leżą nietknięte stosy listów pisanych do niego przez mnóstwo ludzi z różnych stron świata. Domniemanie są tam i listy Hallera, poczytywane za zaginione. [przypis tłumacza]
16. Wolter a. Voltaire, właśc. François-Marie Arouet (1694–1778) — czołowy francuski pisarz, filozof i publicysta epoki oświecenia, znany z walki o wolność słowa i wyznania. [przypis edytorski]
17. via (łac.) — przez, poprzez. [przypis edytorski]
18. Nizza (wł.) — Nicea, miasto nad brzegiem M. Śródziemnego (Riwiera francuska). [przypis edytorski]
19. tedy (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]
20. Ahaswer — Żyd Wieczny Tułacz, bohater legendy popularnej w Europie szczególnie w XVII–XIX w.; znany pod różnymi imionami m.in. Ahaszwerosz, Johannes Buttadeus, Isaac Laquedem. [przypis edytorski]
21. atoli (daw.) — jednak. [przypis edytorski]
22. Dux (niem.) — ob. Duchcov, miasteczko w płn.-zach. Czechach. [przypis edytorski]
23. Tusculum — dawna miejscowość w Italii (5 km od Rzymu), dokąd wyjechał ze stolicy staroż. pisarz i filozof Cyceron i żyjąc samotnie w swojej posiadłości, pisał traktaty filozoficzne, m.in. Rozmowy tuskulańskie; tu przen.: ustronie, zacisze z dala od świata i towarzystwa. [przypis edytorski]
24. donżuan — uwodziciel, bałamut; od imienia Don Juana, legendarnego uwodziciela, XVI-wiecznego szlachcica hiszpańskiego, bohatera wielu dzieł literackich i muzycznych (m.in. Moliera, Mozarta, Byrona). [przypis edytorski]
25. par excellence (fr.) — w całym tego słowa znaczeniu; w najwyższym stopniu. [przypis edytorski]
26. Od pani w królewskiej purpurze... — przekład A. Langego [sztuki Don Juan Tenorio (1844), hiszpańskiego dramaturga Joségo Zorrilli; red. WL]. [przypis tłumacza]
27. konkieta (daw., z fr. conquête: zdobycie, zdobycz) — podbój miłosny. [przypis edytorski]
28. epikurejczyk — zwolennik filozofii Epikura (IV w. p.n.e.), dla którego najważniejsze jest szczęście upatrywane w dążeniu do przyjemności, korzystaniu z życia. [przypis edytorski]
29. marywodaż — marivaudage, miłosna intryga przekomarzania się kochanków, flirt w stylu wyszukanym i przesadnym jednego z koryfeuszów teatru francuskiego z XVIII wieku, Piotra Marivaux. [przypis tłumacza]
30. liaison dangereuse (fr., r.ż.) — niebezpieczny związek; nawiązanie do powieści Pierre’a Choderlosa de Laclos Niebezpieczne związki (Les Liaisons dangereuses, 1782) o parze wyrafinowanych uwodzicieli. [przypis edytorski]
31. Goethe, Johann Wolfgang (1749–1832) — jeden z najwybitniejszych autorów niemieckich, poeta, dramaturg, prozaik, uczony i polityk, reprezentant nurtu „burzy i naporu”, przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego. [przypis edytorski]
32. Kossuth, Lajos (1802–1894) — węgierski polityk, bohater narodowy; przywódca rewolucji węgierskiej 1848–1849, po jej upadku resztę życia spędził na emigracji; zmarł we Włoszech. [przypis edytorski]
33. Kraszewski, Józef Ignacy (1812–1887) — przedstawiciel pozytywizmu, pisarz, dziennikarz i działacz społeczny, autor licznych powieści historycznych. [przypis edytorski]
34. Fontenelle, Bernard Le Bouyer de (1657–1757) — francuski filozof, pisarz, religioznawca, popularyzator wiedzy. [przypis edytorski]
35. Heine, Heinrich (1797–1856) — niemiecki poeta romantyczny, znany liryk, prozaik i publicysta. [przypis edytorski]
36. Cytera a. Kythera — grecka wyspa na południe od Peloponezu; w starożytności jedno z centrów kultu Afrodyty, greckiej bogini miłości, która narodziła się z morskiej piany u brzegów tej wyspy. [przypis edytorski]
37. à tout prix (fr.) — za wszelką cenę. [przypis edytorski]
38. iluminaci a. Zakon Iluminatów (z łac. illuminatus: oświecony) — tajne stowarzyszenie założone w Bawarii w 1776, mające na celu propagowanie oświeceniowych idei równości i racjonalizmu; w 1784 razem z innymi tajnymi stowarzyszeniami zakazane przez państwo i zlikwidowane. [przypis edytorski]
39. kiep — człowiek głupi, nierozgarnięty. [przypis edytorski]
40. wyszły — dawna forma imiesłowu przymiotnikowego, dziś zastępowana raczej zdaniem podrzędnym, np.: który wyszedł. [przypis edytorski]
41. „Journal des Debats” — gazeta francuska utworzona w 1789, początkowo jako główne źródło informacji o debatach Zgromadzenia Narodowego; w późniejszym okresie nosiła tytuł „Journal des débats politiques et littéraires” (Dziennik debat polityczno-literackich) i była najpoczytniejszą gazetą w kraju. [przypis edytorski]
42. Katon Starszy, właśc. Marcus Porcius Cato (234–149 p.n.e.) — rzymski mąż stanu, mówca i pisarz; obrońca starorzymskich cnót obywatelskich, znany z wielkiej surowości obyczajów. [przypis edytorski]
43. Faust — postać literacka, uczony, który sprzedał diabłu duszę w zamian za wiedzę, tytułowy bohater dramatu J. W. Goethego. [przypis edytorski]
44. Habe nun, ach! Philosophie Juristerei und Medicin... — W żądzy wiedzy poznałem wszechnauk dziedzinę, zgłębiłem filozofię, prawo, medycynę, niestety, teologię też! (Goethe, Faust, część pierwsza, scena w pracowni, tłum. E. Zegadłowicz). [przypis edytorski]
45. ekspiacja — pokuta, zadośćuczynienie, odkupienie winy. [przypis edytorski]
46. in petto (wł.) — w głębi duszy. [przypis edytorski]
47. prestancja (daw. rzad., z fr. prestance) — prezencja: okazała powierzchowność, postawa, sposób zachowania. [przypis edytorski]
48. Vous avez bien raison de vous aimer... (fr.) — Masz dobry powód, by kochać siebie, gdyż jesteś bardzo interesujący i miły. Mylisz się, sądząc, że nie jesteś kochany. [przypis edytorski]
49. Boccaccio, Giovanni (1313–1375) — włoski pisarz, autor m.in. zbioru nowel obyczajowych Dekameron, którego głównym tematem jest miłość w jej rozmaitych odmianach. [przypis edytorski]
50. Louvet de Couvray, Jean-Baptiste (1760–1797) — pisarz francuski, autor m.in. powieści Przygody miłosne kawalera de Faublas (1787–90). [przypis edytorski]
51. Cellini, Benvenuto (1500–1571) — włoski rzeźbiarz, złotnik, medalier i pisarz; znany z burzliwego życia; autor autobiografii Żywot Benvenuta Celliniego własnoręcznie spisany. [przypis edytorski]
52. Rousseau, Jean-Jacques (1712–1778) — francuski pisarz i filozof; autor m.in. autobiograficznych Wyznań, stanowiących jeden z fundamentalnych utworów literatury intymnej. [przypis edytorski]
53. Ksenofont, Cezar, Jefferson — Ksenofont z Aten (ok. 430–ok. 355 p.n.e.): grecki pisarz i historyk, żołnierz najemny, znany m.in. z pamiętników wojskowych pt. Anabaza (Wyprawa Cyrusa); Gajusz Juliusz Cezar (100 p.n.e.–44 p.n.e.): rzymski dowódca wojskowy, polityk, dyktator, autor pamiętników wojskowych (O wojnie galijskiej oraz O wojnie domowej); Thomas Jefferson (1743–1826): amerykański, działacz niepodległościowy, prezydent USA, autor autobiografii skoncentrowanej na wydarzeniach okresu wojny o niepodległość. [przypis edytorski]
54. don (hiszp.) — pan, zwrot grzecznościowy używany przed imieniem osoby. [przypis edytorski]
55. donna (wł.) — pani; popr. po hiszpańsku: doña. [przypis edytorski]
56. instancja (daw.) — wstawienie się za kimś. [przypis edytorski]
57. antenat (z łac.) — przodek. [przypis edytorski]
58. subretka (z fr.) — typ postaci sprytnej pokojówki w komediach i farsach. [przypis edytorski]
59. tedy (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]
60. indagacja — przepytywanie, badanie, śledztwo. [przypis edytorski]
61. polerowany (daw.) — wykwintny. [przypis edytorski]
62. ochędóstwo (daw.) — tu: schludność, czystość. [przypis edytorski]
63. łokieć — dawna miara długości, równa ok. 60 cm. [przypis edytorski]
64. konfidencja (daw., z łac.) — poufałość, zażyłość. [przypis edytorski]
65. atoli (daw.) — jednak. [przypis edytorski]
66. epistolarny (łac.) — dotyczący listów, utworów w formie listów. [przypis edytorski]
67. bez chyby (daw.) — niechybnie; na pewno. [przypis edytorski]
68. niepodobieństwo — coś nieprawdopodobnego, niemożliwego. [przypis edytorski]
69. Ariosto, Lodovico (1474–1533) — włoski poeta renesansowy, autor poematu rycerskiego Orland szalony. [przypis edytorski]
70. saczek (daw.) — mały sak, woreczek. [przypis edytorski]
71. verba veritatis (łac.) — słowa prawdy. [przypis edytorski]
72. fular — chustka na szyję z tkaniny jedwabnej. [przypis edytorski]
73. brewerie — awantury, kłótnie. [przypis edytorski]
74. pater (łac.) — ojciec. [przypis edytorski]
75. Apollo Belwederski — marmurowy posąg Apolla, boga słońca i światła, klasycznego ideału męskiego piękna, będący rzymską kopią greckiego oryginału wykonanego w IV w. p.n.e. [przypis edytorski]
76. jeślibym zdecydowała się pozwolić Cordianiemu na to, o co może mężczyzna błagać kobietę tylko w imię płomiennej miłości — dosłownie u Casanovy: „Si j’avais pu me résoudre à ses sacrifices qui ne sont dus qu’a l’amour...”. [przypis tłumacza]
77. folga (daw.) — ulga, odpoczynek; pobłażanie; dawać sobie folgę: folgować sobie, pozwalać sobie na coś. [przypis edytorski]
78. Forse era ver, ma non pero credibile (wł.) — Może to prawda, ale nie wiarygodna (Ariosto, Orland szalony, pieśń I, strofa 56). [przypis edytorski]
79. comme de raison (fr.) — oczywiście. [przypis edytorski]
80. kontorsja — grymas twarzy. [przypis edytorski]
81. absolucja (z łac., rel.) — odpuszczenie grzechów. [przypis edytorski]
82. in articulo mortis (łac.) — w obliczu śmierci. [przypis edytorski]
83. którem (...) nieustannie powtarzał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: które nieustannie powtarzałem. [przypis edytorski]
84. szołdra (daw., z niem.) — pogardliwie o człowieku: świnia. [przypis edytorski]
85. arlecchino (wł.) — arlekin, postać błazna we włoskiej commedia dell’arte, występująca w czarnej masce i kostiumie zszytym z kolorowych trójkątów albo rombów. [przypis edytorski]
86. engagement (fr.) — angaż, umowa z artystą: aktorem lub śpiewakiem. [przypis edytorski]
87. Po dokończeniu studiów uniwersyteckich w Padwie — na wydziale prawnym doktorat otrzymał Casanova w 16. roku życia po obronieniu rozprawy łacińskiej De testamentis, tudzież z zakresu prawa kanonicznego rozprawy na tezę: Utrum Hebraei possint construere novas synagogas. Zdolności i erudycji chłopakowi nie brakło... [przypis tłumacza]
88. pierwsze święcenia — les quatre ordres mineurs, niestanowiące przeszkody do powrotu do życia świeckiego. [przypis tłumacza]
89. abbé (fr.) — ksiądz; stąd daw. labuś: księżulek. [przypis edytorski]
90. podagra — dna moczanowa, choroba charakteryzująca się nawracającymi epizodami ostrego zapalenia stawów. [przypis edytorski]
91. metresa (przestarz.) — utrzymanka, kochanka. [przypis edytorski]
92. aliści (daw.) — ale, jednak. [przypis edytorski]
93. koafiura (z fr., daw.) — fryzura, uczesanie; szczególnie: wyszukana, elegancka fryzura. [przypis edytorski]
94. konfraternia (z łac.) — bractwo. [przypis edytorski]
95. Horacy, właśc. Quintus Horatius Flaccus (65–8 p.n.e.) — wybitny rzymski poeta liryczny, autor liryk, satyr i listów. [przypis edytorski]
96. Ploravere suis non respondere favorem... — Żalą się okrutnie, że względy im okazywane nie odpowiadają ich zasługom [Horacy, Listy, ks. II, List I, w. 9–10; red. WL]. [przypis tłumacza]
97. impresjonować — wywierać wrażenie, zwracać uwagę. [przypis edytorski]
98. jakoż (przestarz.) — spójnik akcentujący, że coś, o czym mowa wcześniej, jest prawdziwe, zaszło lub spełniło się: i rzeczywiście, i w samej rzeczy. [przypis edytorski]
99. introdukcja (z łac.) — wstęp. [przypis edytorski]
100. atencja (przestarz., z łac.) — względy, szczególna uwaga; szacunek, poważanie; czynić, składać atencję: okazywać komuś szacunek w widoczny sposób, składać komuś uszanowanie, przychodzić z wizytą. [przypis edytorski]
101. elokwencja — zdolność do efektownych i przekonujących wypowiedzi. [przypis edytorski]
102. laufer (z niem.) — goniec, biegnący przed orszakiem wielkopańskim. [przypis edytorski]
103. podwika (daw.) — dziewczyna, kobieta. [przypis edytorski]
104. tête à tête (fr.) — sam na sam; spotkanie tylko we dwoje. [przypis edytorski]
105. prymaria — pierwsza msza poranna. [przypis edytorski]
106. kuraż — śmiałość, odwaga. [przypis edytorski]
107. dusery (daw.) — pochlebstwa, słodkie słówka, komplementy. [przypis edytorski]
108. złoty wiek — mityczny okres szczęśliwości, w mitologii greckiej sytuowany u początków rodzaju ludzkiego; w kostiumach złotego wieku: nago. [przypis edytorski]
109. w bileciku stało (daw.) — w bileciku było napisane. [przypis edytorski]
110. wchodowy (daw.) — wejściowy. [przypis edytorski]
111. którąm spędził — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: którą spędziłem. [przypis edytorski]
112. instancja (daw.) — wstawienie się za kimś. [przypis edytorski]
113. szaławiła — człowiek lekkomyślny, lekkoduch. [przypis edytorski]
114. muskat i lacrimae Christi — gatunki win. [przypis edytorski]
115. personat (daw., z łac.) — osobistość, ważna osoba. [przypis edytorski]
116. vis-à-vis (fr.) — naprzeciw. [przypis edytorski]
117. popas — postój w czasie podróży w celu nakarmienia koni i odpoczynku. [przypis edytorski]
118. balwierz (daw.) — fryzjer wykonujący również zabiegi kosmetyczne i felczerskie. [przypis edytorski]
119. kapucyni — zakon katolicki nurtu franciszkańskiego; noszą brązowy habit ze spiczastym kapturem, wyróżniają się tradycją zakonną noszenia niestrzyżonej brody (do poł. XX w. było to obowiązkowe). [przypis edytorski]
120. infamia (daw.) — niesława, hańba. [przypis edytorski]
121. wyznawałem jej nóżce to wszystko, co do czasu musiało spoczywać pod ciężką na ustach pieczęcią — wyjątkowo przekład wypadł może nazbyt wolny i tylko ściśle w stylu memuarów. W oryginale bowiem pisze Casanova: „Mais placé en face d’elle, le langage des pieds avoit toute l’eloquence désirable”. [przypis tłumacza]
122. kardynał Aquaviva — z neapolitańskiego rodu magnackiego. [przypis tłumacza]
123. wycieczkę na Monte Testaccio — obecnie widok panoramiczny z tego wzgórza stracił wiele ze swej piękności z racji szczelnego zabudowania się całej okolicy. [przypis tłumacza]
124. faeton — lekki otwarty powóz konny bez drzwiczek. [przypis edytorski]
125. opodal willi Ludovisi — dziś już nieistniejącej. Cała nowa dzielnica powstała od roku 1885 na obszernym jej terytorium. [przypis tłumacza]
126. dać sobie rendez-vous (daw., z fr.) — umówić się na spotkanie. [przypis edytorski]
127. austeria (daw.) — gospoda, karczma. [przypis edytorski]
128. szylkret — masa rogowa otrzymywana ze skorupy żółwia. [przypis edytorski]
129. alkowa — mały pokoik bez okien, przylegający do większego pokoju, przeznaczony na sypialnię. [przypis edytorski]
130. ludwik a. luidor — złota moneta francuska z podobizną króla, bita w latach 1640–1791; ludwikami nazywano później tradycyjnie złote 20-frankówki. [przypis edytorski]
131. apostrofa (z gr.) — zwrot do kogoś; przydająca patosu figura retoryczna polegająca na bezpośrednim zwracaniu się, przemawianiu do jakiejś osoby a. pojęcia. [przypis edytorski]
132. ekwipaż (daw.) — lekki, luksusowy pojazd konny. [przypis edytorski]
133. fiakier (daw.) — dorożkarz. [przypis edytorski]
134. giezłeczko, zdr. od giezło (daw.) — koszula z białego płótna. [przypis edytorski]
135. Terpsychora (mit. gr.) — muza tańca i pieśni chóralnej. [przypis edytorski]
136. figurantka (daw.) — statystka teatralna; w balecie: tancerka niewystępująca jako solistka. [przypis edytorski]
137. menuet — dworski taniec figurowy, szczególnie popularny na dworze Ludwika XIV. [przypis edytorski]
138. kontredans — zbiorowy taniec z figurami, popularny w XVIII i XIX w. [przypis edytorski]
139. pas (fr.) — krok, tu: krok taneczny. [przypis edytorski]
140. Znajdzie się w mig dziesięciu bogatych panów, którzy dobijać się będą (...) ujrzymy panią osypaną brylantami — niech wolno będzie tłumaczowi tych „brylantowych” aforyzmów zwrócić uwagę na głębokie analogie, zachodzące między obyczajami teatralno-operowo-baletowymi z roku Pańskiego 1750 a tymiż obyczajami z bieżącego, 1921 roku. Nic się przez lat bez mała dwieście nie zmieniło — w świetle kinkietów! [przypis tłumacza]
141. konsyderacja (daw.) — szacunek, poważanie wśród ludzi. [przypis edytorski]
142. deranżować się (daw.) — przeszkadzać sobie, sprawiać sobie kłopot. [przypis edytorski]
143. kabriolet (daw.) — lekki jednokonny dwukołowy powóz ze składaną budą. [przypis edytorski]
144. tentować (daw.) — starać się o coś, zabiegać. [przypis edytorski]
145. en grand (fr.) — tu: w wielkiej ilości. [przypis edytorski]
146. dukat — złota moneta bita w Wenecji od XIII w., później także w wielu innych krajach Europy. [przypis edytorski]
147. admirować — podziwiać, zachwycać się. [przypis edytorski]
148. Amor (mit. rzym.) — syn Wenus i Marsa, bóg miłości. [przypis edytorski]
149. żyrować — poręczać pisemnie zapłatę weksla wystawionego przez inną osobę. [przypis edytorski]
150. cekin — dawna złota moneta włoska, bita od XIII w. w Wenecji, nazywana później dukatem. [przypis edytorski]
151. gazon — ozdobny trawnik obsadzony kwiatami i krzewami. [przypis edytorski]
152. miarkować (daw.) — domyślać się, wnioskować. [przypis edytorski]
153. En voyant chaque jour le bijou de ma belle... (fr.) — Oglądając każdego dnia klejnot mojej ukochanej, przypominaj jej, że powinien być wierny bożkowi miłości. [przypis tłumacza]
154. wyszłe — dziś: takie, które wyszło. [przypis edytorski]
155. Wenera a. Wenus (mit. rzym.) — bogini miłości. [przypis edytorski]
156. doskonałą piękność Wenery, podniesioną jeszcze przez skromność nad wyraz powabnej kobiety — dosłownie w tekście: „la perfection dela mère des amours embelie de tout ce que la pudeur répand de charmes sur les attroits d’une belle femme”. Niech ten zwrot służy zarazem za próbę stylu Casanovy, niedającego się utrzymać w pełnej czystości w przekładzie polskim, a osobliwie w skrótach, którymi się tu nader często posługujemy. [przypis tłumacza]
157. dzieciństwo (daw.) — dziś: dziecinada; postępowanie dziecinne, właściwe dzieciom, a nie dojrzałym ludziom. [przypis edytorski]
158. bogdanka (daw.) — ukochana. [przypis edytorski]
159. alteracja (daw., z łac.) — wzburzenie, niepokój. [przypis edytorski]
160. eremita — pustelnik. [przypis edytorski]
161. parlatorium — rozmównica, pomieszczenie w klasztorze przeznaczone do rozmów z gośćmi. [przypis edytorski]
162. casino (wł. dosł.: domek; daw.) — dom wypoczynkowy lub wakacyjny, zwłaszcza we Włoszech. [przypis edytorski]
163. cher ami (fr.) — drogi przyjacielu. [przypis edytorski]
164. rendez-vous (fr.) — spotkanie. [przypis edytorski]
165. pani de Pompadour, właśc. Jeanne Antoinette Poisson, markiza de Pompadour (1721–1764) — faworyta francuskiego króla Ludwika XV. [przypis edytorski]
166. Tantal (mit. gr.) — król lidyjski, syn Zeusa; zabił swego syna i jego ciało podał bogom na uczcie, by wypróbować ich wszechwiedzę; za karę został strącony do Tartaru, najmroczniejszej części podziemnej krainy zmarłych, gdzie stał zanurzony w wodzie, z owocami nad głową, nie mógł jednak dosięgnąć jednego ani drugiego, zaspokoić pragnienia ani głodu, zaś nad jego głową chwiał się głaz, grożąc zmiażdżeniem. [przypis edytorski]
167. de toilette (fr.) — toaletowy. [przypis edytorski]
168. buduar — pokój kobiecy przeznaczony do odpoczynku. [przypis edytorski]
169. obstalować (daw.) — zamówić, zlecić wykonanie czegoś. [przypis edytorski]
170. qui pro quo (łac.) — nieporozumienie, pomyłka co do osoby. [przypis edytorski]
171. soliter — pojedynczo oprawiony duży kamień szlachetny. [przypis edytorski]
172. reduta (daw.) — zabawa towarzyska, łącząca bal (często maskowy) oraz grę w karty dla panów i plotki oraz swatanie par dla pań. [przypis edytorski]
173. à la (fr.) — na sposób, w stylu. [przypis edytorski]
174. Corregio, właśc. Antonio Allegri (1489–1534) — włoski malarz okresu dojrzałego renesansu. [przypis edytorski]
175. pierrot — postać z włoskiej commedia dell’arte, w białym stroju i z pobieloną twarzą. [przypis edytorski]
176. ta niewinna rozrywka — „cet innocent plaisir”, pisze dosłownie Casanova. [przypis tłumacza]
177. ze dwanaście z rzędu furlan przetańczyłem — Je dansai douze furlanes. [przypis tłumacza]
178. poliszynel — postać z włoskiej commedia dell’arte, złośliwy gbur, prześmiewca, zwykle przedstawiany jako garbus z kogucim piórem na kapeluszu. [przypis edytorski]
179. eksplikacja (z łac.) — wyjaśnienie, wytłumaczenie. [przypis edytorski]
180. pud — dawna rosyjska jednostka wagi, równa ok. 16 kg. [przypis edytorski]
181. poseł francuski, pan de Bernis — Franciszek Joachim de Pierres de Bernis, równie zręczny poeta, jak dyplomata, członek Akademii w 30 roku życia, rychło potem minister spraw zagranicznych, usiłujący wbrew życzeniom pani de Pompadour kres położyć wojnie siedmioletniej. Kardynalską obleczony purpurą, był jednym z głównych promotorów kasaty jezuitów. Wielki pan całą gębą: polityk niepospolitej miary o szerokich widnokręgach; poeta wymuskany, przesadny, nieznośnie kwiecisty. Urodzony w 1715 roku, życie zakończył w Rzymie w 1794. Posłował w Wenecji w kwiecie wieku, licząc niespełna 40 lat. [przypis tłumacza]
182. savoir-vivre (fr.) — zasady właściwego zachowania się w towarzystwie, dobre maniery. [przypis edytorski]
183. bonne mine a mauvais jen (fr.) — dobra mina do złej gry. [przypis edytorski]
184. galantuomo (wł.) — poczciwy, szlachetny człowiek, dżentelmen. [przypis edytorski]
185. preferans (daw.) — dawanie komuś pierwszeństwa, okazywanie szczególnych względów. [przypis edytorski]
186. reunion (z fr.) — zebranie towarzyskie; przyjęcie. [przypis edytorski]
187. L’Academie des Dames — francuska adaptacja łacińskiego dialogu erotycznego Nicolasa Choriera. [przypis edytorski]
188. dans l’état de simple nature (fr.) — w stanie prostej natury. [przypis edytorski]
189. bachantkować (neol.) — zachowywać się żywiołowo i wyuzdanie jak bachantki, kobiety świętujące na cześć boga wina Bachusa. [przypis edytorski]
190. szwajcar (daw.) — odźwierny, człowiek pełniący służbę przy wejściu do budynku. [przypis edytorski]
191. Wziąłem wszystko złoto, którem w jej casinie znalazł — O tempora, o mores! [łac.: O czasy, o obyczaje!]. [przypis tłumacza]
192. kontenans (daw., z fr.) — pewność siebie, odwaga. [przypis edytorski]
193. faraon — dawna gra hazardowa wykorzystująca karty, pochodząca z końca XVII w., wywodząca się z basseta; gracze obstawiali w niej, które karty zostaną odkryte przez „bankiera”. [przypis edytorski]
194. basset — dawna gra hazardowa wykorzystująca karty, powstała w XVI w.; należała do bardzo ryzykownych. [przypis edytorski]
195. sofizmat — pozornie poprawne rozumowanie rozmyślnie dowodzące nieprawdziwej tezy, w rzeczywistości opierające się na zatajonym błędzie. [przypis edytorski]
196. maligna — wysoka gorączka połączona z zaburzeniami świadomości i majaczeniem. [przypis edytorski]
197. ogród Hesperyd (mit. gr.) — ogród pilnowany przez siostry Hesperydy, nimfy zachodzącego słońca, w którym rosła jabłoń rodząca złote jabłka. [przypis edytorski]
198. motia (daw., z fr.) — spółka, współuczestnictwo. [przypis edytorski]
199. angielski rezydent-minister Murray — skończony debosz, z którym Casanova niejedną noc przehulał. Założył się raz z autorem pamiętników, że ponieważ nie ma w Wenecji zakonnicy, której by nie można było mieć za odpowiednią sumę, a przez pośrednictwo zręcznego rajfura (od których roiła się wówczas stolica dożów), przeto i M. M. najpiękniejszą z pięknych do swego casina sprowadzi. Rajfur spod ciemnej gwiazdy przyprowadził mu w ubraniu zakonnym jakąś spod ciemnej gwiazdy bandytkę, tylko podobną do M. M. Próba przywołania tejże nocy M. M. do parlatorium klasztornego dowiodła niezbicie, iż Murray sromotnie przegrał, ku wielkiej uciesze i... uldze Casanovy. [przypis tłumacza]
200. kurtyzana — utrzymanka bogatych, wpływowych mężczyzn. [przypis edytorski]
201. en règle (fr.) — jak należy, zgodnie z zasadami. [przypis edytorski]
202. talar — dawna duża srebrna moneta o stosunkowo dużej wartości. [przypis edytorski]
203. Krezus (595–546 p.n.e.) — król Lidii słynący ze swojego wielkiego bogactwa; jego imię jest obecnie synonimem bogacza. [przypis edytorski]
204. potencja (daw., z łac.) — potęga, siła. [przypis edytorski]
205. régime (fr.) — tu: rygor. [przypis edytorski]
206. ubikacja (daw., z łac.) — pomieszczenie. [przypis edytorski]
207. poziomy (daw.) — niski, przyziemny, pospolity. [przypis edytorski]
208. socius doloris (łac.) — towarzysz cierpienia. [przypis edytorski]
209. dictum (łac.) — dobitna wypowiedź. [przypis edytorski]
210. nolens volens (łac.) — chcąc, nie chcąc. [przypis edytorski]
211. peregrynować — podróżować lub wędrować przez dłuższy czas. [przypis edytorski]
212. miesięczny (daw., poet.) — księżycowy. [przypis edytorski]
213. Cerber (mit. gr.) — trzygłowy pies, pilnujący wejścia do krainy zmarłych; tu przen.: groźny strażnik. [przypis edytorski]
214. Czartoryski, Adam Kazimierz (1734–1823) — książę, syn wojewody ruskiego, generał Ziem Podolskich, mąż stanu i pisarz; wielki angloman, kontrkandydat Poniatowskiego do korony polskiej. [przypis tłumacza]
215. elukubracja — lichy utwór literacki, tekst pisany lub mówiony wypracowany mozolnie przez osobę pozbawioną talentu. [przypis edytorski]
216. Czartoryski, August Aleksander (1697–1782) — książę, wojewoda ruski, ożeniony z ostatnią z Sieniawskich primo voto Denkofową, najbogatszą w kraju dziedziczką, główny filar tzw. Familii, rezydujący kolejno w Wilanowie, Puławach, Sieniawie i Brzeżanach. [przypis tłumacza]
217. Krasicki, Ignacy (1735–1801) — poeta, prozaik, komediopisarz i publicysta, przedstawiciel oświecenia, od 1766 biskup warmiński. [przypis edytorski]
218. emulować (daw., z łac.) — rywalizować, współzawodniczyć. [przypis edytorski]
219. August a. Oktawian August, właśc. Gaius Iulius Caesar Octavianus (63 p.n.e.–14 n.e.) — pierwszy cesarz rzymski; po okresie wojen domowych zapoczątkował epokę pokoju wewnętrznego i dobrobytu, zreformował armię i finanse, patronował rozbudowie i upiększaniu Rzymu, był opiekunem literatury. [przypis edytorski]
220. Gustaw jest anagramem Augusta — w dawnej pisowni łacińskiej, w której głoski „w” i „u” są zapisywane tą samą literą: v. [przypis edytorski]
221. Wolfenbüttel — miasto niemieckie w Saksonii, w pobliżu Brunszwiku, dawna siedziba książąt Księstwa Brunszwiku-Wolfenbüttel; siedziba założonej w 1572 Biblioteki Księcia Augusta, pod koniec XVII w. jednego z najobszerniejszych księgozbiorów epoki. [przypis edytorski]
222. Coram rege sua de paupertate tacentes plus poscentes ferent (łac.) — Horacy, Listy, ks. I, List XVII, w. 43–44. [przypis edytorski]
223. Binetti, Anna (ok. 1738–po 1786) — znana włoska tancerka baletowa i kurtyzana; w latach 1765–1777 partnerka sceniczna i życiowa francuskiego tancerza i baletmistrza Charles’a Le Picqa (1745–1806). [przypis edytorski]
224. Branicki, Franciszek Ksawery (ok. 1730–1819) — późniejszy hetman wielki koronny i głośny regimentarz Targowicy. Wówczas, w 1756 roku był tylko marszałkiem koronnym. [przypis tłumacza]
225. Fryderyk II Wielki (1712–1786) — król Prus z dynastii Hohenzollernów, panował w latach 1740–1786, stał się twórcą potęgi państwa pruskiego. [przypis edytorski]
226. szambelan — Casanova tytułuje wciąż Branickiego grand chambellan dela conronno. [przypis tłumacza]
227. hajduk (z węg.) — służący ubrany na wzór piechoty węgierskiej. [przypis edytorski]
228. Rubikon — rzeka w płn. Włoszech, w czasach republiki rzymskiej stanowiąca granicę pomiędzy leżącą na płn. Galią Przedalpejską a położoną na płd. Italią, do której wodzom rzymskim nie wolno było wkraczać z armią. Zakaz, chroniący republikę przed zamachem stanu, został złamany w r. 49 p.n.e. przez Juliusza Cezara, który przekroczył Rubikon ze swoim legionem, rozpoczynając w ten sposób wojnę domową. „Przekroczenie Rubikonu” oznacza wykonanie przełomowego kroku, którego skutków nie da się cofnąć. [przypis edytorski]
229. Sarmaci i Scytowie — spokrewnione starożytne waleczne ludy koczownicze, zamieszkujące wschodnią Europę; od Sarmatów wg literatury i publicystyki polskiej XV–XIX w. wywodziła się szlachta polska. [przypis edytorski]
230. legować (daw.) — zapisywać w testamencie. [przypis edytorski]
231. tuszyć (daw.) — spodziewać się, mieć nadzieję. [przypis edytorski]
232. ambaras (daw.) — kłopot, przykrość. [przypis edytorski]
233. subaltern (daw., z łac.) — podwładny. [przypis edytorski]
234. alterkacja (daw.) — zatarg, sprzeczka. [przypis edytorski]
235. akomodować się (daw.) — przystosowywać się. [przypis edytorski]
236. adherent — stronnik, poplecznik. [przypis edytorski]
237. Bilińskiego — Casanova pisze „Ricliński” lub tak nazwisko przeinaczył zecer, co pamiętniki składał. [przypis tłumacza]
238. względność (daw.) — okazywanie komuś względów; życzliwość, wyrozumiałość. [przypis edytorski]
239. wiolencja (z łac.) — przemoc, gwałt. [przypis edytorski]
240. ansa — uraza. [przypis edytorski]
241. Henrieta, przed laty, żegnając się ze mną... — Casanova spotkał ją był gdzieś między Rzymem a Parmą, podróżującą w kiepskim przebraniu z jakimś zacnym, lecz 60-letnim kapitanem wojsk węgierskich, w charakterze jego przyjaciółki. Casanova, uderzony zarówno jej pięknością, jak niepospolitym wykształceniem oraz wielkoświatowym obejściem, pozyskuje jej względy i na mocy polubownego układu z kapitanem zamiast do Neapolu, dokąd zmierzał, jedzie do Parmy i tam Henrietę (mówiącą notabene tylko po francusku) kapitanowi zabiera. Jadą do Genewy: spędzają ze sobą parę cudnych miesięcy. On nie wie, kto ona; ona nawet nie pyta, kto on. Unikają ludzi; żyją tylko sam na sam. Aż oto traf zdradza tajemnicę, że Henrieta jest niezmiernie zamożną francuską damą, która pozwoliła sobie użyć rekreacji na najpełniejszej swobodzie... nawet obyczajów. Henrieta bierze słowo od Casanovy, że nigdy nawet usiłować nie będzie dowiedzieć się o niej czegoś więcej, i rozstaje się z nim. O tym niepowszednim intermezzo będzie potem Casanova często wspominał... [przypis tłumacza]
242. traktament (z łac.) — poczęstunek. [przypis edytorski]
243. sylogizm — schemat rozumowania logicznego wyprowadzający wniosek z dwóch przesłanek; tu: rozumowanie. [przypis edytorski]
244. kazuistyka — drobiazgowe rozważanie szczegółowych problemów, najczęściej moralnych lub prawnych, poprzez podciąganie ich pod zasady ogólne, pot.: pokrętne argumentowanie w celu uzasadnienia założonej z góry tezy. [przypis edytorski]
245. awanse — grzeczności, szczególne względy. [przypis edytorski]
246. la maman (fr.) — (ta) mama. [przypis edytorski]
247. surekscytacja (z fr. surexcitation) — nadmierne podniecenie. [przypis edytorski]
248. najady (mit. gr.) — boginki wodne, opiekunki strumyków, jezior i źródeł. [przypis edytorski]
249. trzy kwadranse na siódmą (daw.) — kwadrans po szóstej. [przypis edytorski]
250. Klemens Aleksandryjski, właśc. Titus Flavius Clemens (ok. 150–ok. 215) — teolog wczesnochrześcijański piszący po grecku, nauczyciel Orygenesa. [przypis edytorski]
251. Afrodyta Medycejska — dziś zwykle: Wenus Medycejska, marmurowy posąg nagiej bogini Afrodyty, będący kopią brązowej rzeźby Praksytelesa Afrodyta z Knidos; znaleziony w Rzymie, trafił do kolekcji Medyceuszy. [przypis edytorski]
252. kopersztych (daw., z niem.) — miedzioryt, rycina. [przypis edytorski]
253. submitować się (daw., z łac.) — pokornie, uniżenie się kłaniać. [przypis edytorski]
254. pasza a. basza (z tur.) — wysoki urzędnik turecki; pan. [przypis edytorski]
255. Bonneval, Claude Alexandre de (1675–1747) — francuski oficer; walczył w armii francuskiej, następnie austriackiej, ostatecznie w służbie Imperium Osmańskiego; przyjął islam i stał się znany jako Humbaradży Ahmet Pasza. [przypis edytorski]
256. luminarz (z łac. lumen: światło) — osoba wybitna, sławna, znakomitość. [przypis edytorski]
257. perpleksja (daw., z łac.) — zmieszanie, zakłopotanie, niepokój. [przypis edytorski]
258. Adrianopol — założone w starożytności miasto na Nizinie Trackiej; ob. Edirne, w europejskiej, płn-zach. części Turcji, w pobliżu granicy z Grecją i Bułgarią. [przypis edytorski]
259. eunuch — wykastrowany mężczyzna lub chłopiec pełniący rolę strażnika haremu. [przypis edytorski]
260. piastr — srebrna moneta bita w imperium osmańskim od 1687; początkowo odpowiadająca talarowi, wskutek szybkiej dewaluacji stała się drobną, zdawkową monetą. [przypis edytorski]
261. hurysa — w islamie: jedna z wiecznie pięknych i młodych dziewic, czekających wiernych w raju muzułmańskim; przen.: piękna dziewczyna o orientalnej urodzie. [przypis edytorski]
262. samowtór (daw.) — sam z kimś drugim (wtórym), w dwie osoby. [przypis edytorski]
263. miesiąc (daw., poet.) — księżyc. [przypis edytorski]
264. Gracje (mit. rzym.) — trzy boginie wdzięku, piękna i radości. [przypis edytorski]
265. Scio (daw., wł.) — Chios, wyspa na Morzu Egejskim w pobliżu wybrzeży Azji Mniejszej. [przypis edytorski]
266. kameowy — taki jak na kamei, ozdobie z kamienia szlachetnego lub półszlachetnego z wypukłą płaskorzeźbą, często przedstawiającą profil jakiejś osoby. [przypis edytorski]
267. centnar (z łac. centum: sto) — dawna jednostka wagi wynosząca 100 funtów, tj. ok. 50 kg. [przypis edytorski]
268. funt — dawna jednostka wagi, równa ok. 0,5 kg. [przypis edytorski]
269. Korfu — wyspa w płn. części Morza Jońskiego, w czasach Casanovy pod władzą Wenecji. [przypis edytorski]
270. chimera — tu: urojenie, coś nierealnego, ułuda. [przypis edytorski]
271. sukurs (daw., z łac.) — wsparcie, pomoc. [przypis edytorski]
272. peregrynacja (z łac.) — wędrówka. [przypis edytorski]
273. odkosz a. kosz (daw.) — odmowa w zalotach. [przypis edytorski]
274. domino — płaszcz z kapturem używany jako strój maskaradowy. [przypis edytorski]
275. metr (daw., z fr. maître) — mistrz; nauczyciel, zwłaszcza muzyki, tańca, języków. [przypis edytorski]
276. Antoni z Padwy, właśc. Fernando Martins de Bulhões (1195–1231) — portugalski franciszkanin, święty Kościoła katolickiego, patron rzeczy zagubionych. [przypis edytorski]
277. señor (hiszp.) — pan; panie (proszę pana). [przypis edytorski]
278. hidalgo (hiszp.) — szlachcic. [przypis edytorski]
279. uno pezzo duro (wł.) — jeden twardy kawałek; tu zapewne zniekszt. hiszp. uno peso de oro: jedną sztukę złota. [przypis edytorski]
280. mantyla — krótka peleryna damska lub lekki szal, zwykle z czarnej koronki, zakrywający ramiona i głowę kobiet. [przypis edytorski]
281. frazes (daw.) — zdanie, zwrot; dziś: stwierdzenie bez głębszej treści, slogan. [przypis edytorski]
282. dublon — złota moneta hiszpańska bita od XVI do XIX w. [przypis edytorski]
283. ratafia — słodka nalewka owocowa na spirytusie. [przypis edytorski]
284. bonbons diaboliques (fr.) — diabelskie cukierki. [przypis edytorski]
285. ekskuzować się (daw., z łac.) — usprawiedliwiać się, przepraszać. [przypis edytorski]
286. Dulcynea z Tobosco — ukochana Don Kichota, bohatera powieści Miguela de Cervantesa, wyimaginowana księżniczka, w rzeczywistości wiejska dziewczyna o imieniu Aldona Lorenzo. [przypis edytorski]
287. dragon — żołnierz dragonii, walczący pieszo, a poruszający się konno. [przypis edytorski]
288. Maryna Mnich (V w.) — chrześcijańska święta z azjatyckiej części państwa rzymskiego; kiedy jej ojciec chciał wydać ją za mąż i osiąść na starość w klasztorze, ogoliła głowę, przebrała się w męskie ubranie i żyła razem z nim jako mnich we wspólnocie klasztornej, ukrywając swoją płeć aż do śmierci. [przypis edytorski]
289. eksperiencja (daw.) — doświadczenie. [przypis edytorski]
290. ukontentowanie (z łac.) — zadowolenie. [przypis edytorski]
291. Aranjuez — miasto w środkowej Hiszpanii, letnia rezydencja królów hiszpańskich ze wspaniałymi ogrodami pałacowymi ozdobionymi dziesiątkami fontann i rzeźb. [przypis edytorski]
292. vis-à-vis (fr.) — naprzeciw. [przypis edytorski]
293. jurament (daw., z łac.) — przysięga. [przypis edytorski]
294. pistol — francuska nazwa dublona, złotej monety hiszpańskiej. [przypis edytorski]