SCENA I
Recha, Daja.
RECHA
Jakże się ojciec mój wyraził, Dajo?...
Że „w każdej chwili mogę się spodziewać
Jego przybycia”?... — Ileż chwil jednakże
Już upłynęło!... Ach! i któż by myślał
O upłynionych? ... Żyję teraz tylko
Każdą najbliższą chwilą, bo z nich jedna
Ma go sprowadzić tutaj!
DAJA
O przeklęte
To zawezwanie od sułtana! Natan
Byłby go zaraz z sobą przyprowadził.
RECHA
A gdyby teraz przyszedł? Gdyby teraz
W tej chwili z życzeń moich najgorętsze
Się wypełniło?... Cóż stąd? Cóż stąd?...
DAJA
Cóż stąd?...
Sądzę, że także najgorętsze z moich
Życzeń spełniłoby się.
RECHA
Cóż naówczas
W mej piersi zastąpiłoby pragnienie,
Która odwykła czuć się próżną takich
Najwyższych pragnień?... Nie?... Ach! To okropne!...
DAJA
Moje życzenie pragnień już spełnionych
Miejsce obejmie... me życzenia, abym
Mogła cię widzieć w Europie, w rękach,
Które są godne ciebie...
RECHA
Jesteś w błędzie!
Z tejże przyczyny, z której ono twoim,
Życzenie takie moim być nie może.
Ciebie ojczyzna wabi, a mnie moja
Czyżby zatrzymać tutaj nie zdołała?
Czyliżby obraz twoich, w duszy twojej
Przechowywany, miał być potężniejszym
Od wpływu, który na mnie wywierają
Ci, których widzę, słyszę i dotykam?
Moi!...
DAJA
Daremnie pragniesz się upierać!...
Niebo ma swoje niepojęte drogi!
Cóż, jeśli właśnie przez twojego zbawcę
Bóg jego, Bóg ten, za którego walczy,
Powiedzie cię do kraju i do ludu,
Dla których jesteś przeznaczoną?
RECHA
Dajo!
Co ty mi mówisz?... Masz pojęcia jakieś
Dziwne... „Bóg jego, ten Bóg za którego
On walczy”!... Czyliż może Bóg być czyim?
Jaki to byłby Bóg, którego człowiek
Mógłby zwać swoim własnym? Za którego
Trzeba by było walczyć? Skądby człowiek
Wiedział, dla której cząstki tego świata
Jest urodzony, jeżeli nie dla tej,
Na której przyszedł na świat?... Dajo! Dajo!
Gdyby mój ojciec słyszał twoje słowa!...
Co on ci zrobił, że mi zawsze tylko
W dali od niego pokazujesz szczęście?...
Co on ci zrobił, że do ziarn mądrości,
Które tak czyste zasiał w mojej duszy,
Mięszasz tak chętnie chwasty, czy też kwiaty
Swojego kraju?... Dajo! Droga Dajo!
On nie chce twoich kwiatów różnowzorych
Na mojej grządce... A ja wyznać muszę,
Że choćby kwiaty te na mojej grzędzie
Najpiękniej rosły, wycieńczają one
Jej grunt, a czuję się ich słodką wonią
Zbyt odurzoną, upojoną prawie.
Twój umysł do nich nawykł. Nie chcę ganić
Silniejszych nerwów, co ten zapach znoszą,
Lecz mnie nie dawaj ich... Już twym aniołem
Małoś umysłu mi nie obłąkała...
Jeszcze się wstydzę przed mym ojcem tego
Głupstwa!...
DAJA
Tak! Głupstwa!... Jakby rozum zdrowy
Tu tylko znaleźć można!... Głupstwa! Głupstwa!...
Gdybym ja mogła mówić!...
RECHA
Czyż nie możesz? ...
Czyżem cię kiedy nie słuchała pilnie,
Gdyś mi o wiary swojej bohaterach
Opowiadała?... Czym nie podziwiała
Ich czynów?... Czylim nad ich cierpieniami
Nie przelewała szczerych łez?... Ta wiara
Nie zdała mi się w nich zbyt bohaterską,
Ale natomiast stała się tym dla mnie
Większą pociechą ta nauka wzniosła,
Że miłość Boga nie zależy wcale
Od błędnych pojęć, jakie o nim mamy...
Kochana Dajo! Ojciec nam tak często
Mówił to! Samaś na to się zgadzała!
Czemuż chcesz burzyć sama, coś z nim razem
Wzniosła?... Nie, Dajo, nie jest to rozmowa
Na chwilę, w której mamy go powitać...
Chociaż... mnie samej... mnie zależy bardzo
Na tym, czy i on... Dajo! Słuchaj! Dajo!
Ktoś idzie... słuchaj!... On... on może!
Wchodzi Templariusz, któremu ktoś z zewnątrz drzwi otwiera.