V
Księżniczki znalazły się w obcym kraju, zupełnie same i bez niczego. Musiały ciężko pracować, żeby zarobić na chleb. Na swoje szczęście już w dzieciństwie nauczyły się każdego kobiecego zajęcia. Potrafiły doskonale szyć i haftować.
Ze względu na tajemniczą urodę trzech hafciarek po mieście zaczęły krążyć dziwne pogłoski. Dziewczęta żyły sobie jednak spokojnie i pracowały w małym skromnym domku, od czasu do czasu wspominając tęsknie ojcowskie uczucie i utracone królestwo.
Lionella sprzątała ze stołu i mówiła:
— O tej porze zwykle stroiłyśmy się na bal.
Doralice zmywała naczynia i mówiła:
— O tej porze dwórki szykowały nam kąpiel w wodzie różanej.
Chiaretta zamiatała i mówiła:
— O tej porze chodziło się z białozorem na polowanie na czaple.
I cichutko wzdychały.
Często pukał do ich drzwi stary, siwobrody żebrak, a siostry za każdym razem częstowały go miską zupy.
— Dziękuję wam, dziewczęta! Cóż za dłonie, godne księżniczek!
— Jesteśmy księżniczkami.
Pewnego wieczoru, usiadłszy ze starcem na ławce przed domem, zwierzyły mu się ze swojej historii. Starzec słuchał i gładził sobie brodę.
— Biedne dziewczęta! Nie pierwszy raz słyszę o tym zaklęciu. Król, wasz ojciec, wypił miksturę zamiany.
Po czym wyciągnął z chlebaka pomiętą książeczkę z pergaminu i począł z uwagą przewracać strony. Znalazł ją wiele lat temu w jaskini górskiej, przy szkielecie jakiegoś pustelnika.
— Istnieje pewien niezawodny środek przeciwko zaklęciu zamiany. Jest to woda, która tańczy, gra i śpiewa. Tylko nikt nie wie, gdzie ona się znajduje.
Przez wiele dni siostry rozmyślały nad słowami starca. Aż pewnego wieczoru Lionella oznajmiła:
— Siostry moje. Ja jestem pierworodną. Zdecydowałam się wziąć w swoje ręce los nas wszystkich. Wybiorę się na poszukiwanie cudownej wody.
Uściskała płaczące siostry i o brzasku wyruszyła w drogę.
Mijały dni, tygodnie i miesiące, a Lionella nie wracała.
Upłynął rok, miesiąc i dzień, kiedy Doralice rzekła do Chiaretty:
— Siostro, ja urodziłam się jako druga. A zatem teraz kolej na mnie. Jutro udam się w drogę.
O świcie uściskała siostrę i ruszyła przed siebie.
Chiaretta została sama w małej opustoszałej chatce. A czas upływał...
Minął rok, miesiąc i dzień, kiedy Chiaretta postanowiła przedsięwziąć wyprawę.
Wędrowała i wędrowała...
Przemierzała rzeki i lasy, góry i równiny, żebrząc w domostwach o kawałek chleba. Stojące w progu gospodynie przyglądały się ze zdziwieniem pięknej młodej żebraczce.
— Dobre kobiety, czy wiecie, gdzie znajdę wodę, która tańczy, gra i śpiewa?
Lecz one wzruszały ramionami. Żadna nie wiedziała.
I Chiaretta, niepocieszona, szła dalej przed siebie. Pewnego wieczoru zasnęła wśród suchych liści pod kasztanowcem. O świcie poczuła, że coś ciągnie ją za kosmyk włosów na skroni. Odwróciła się i zobaczyła jaszczurkę o dwóch ogonach zaplątaną w jej złociste loki.
— Spędziłam noc w twoich włosach i teraz jestem twoim zakładnikiem. Uwolnij mnie, a ja ci się odwdzięczę!
Chiaretta uwolniła łapki zwierzątka z delikatnych więzów.
Jaszczurka dała jej za to jeden ze swoich dwóch ogonów.
— Strzeż go jak oka w głowie. Odpowie na każde twoje pytanie.
Chiaretta długo zastanawiała się nad kikutkiem wijącym się na jej otwartej dłoni.
— Ogonie, ogonku, powiedz mi, gdzie jest woda, która gra, tańczy i śpiewa?
W tym momencie ogonek obrócił się na jej dłoni i niczym igła kompasu wskazał jakiś punkt na horyzoncie.
Chiaretta obrała ten właśnie kierunek.
Wędrowała i wędrowała, aż dotarła do odległej krainy leżącej pomiędzy straszliwymi urwiskami. Nagle poczuła, że ogonek miota się w jej kieszeni, jak gdyby chciał ją przed czymś ostrzec. Zapytała napotkaną staruszkę o czarodziejską wodę.
— Tak, tutaj znajduje się jej źródło. Ale strzeże go pewien czarnoksiężnik, który mieszka w tym oto zamku na szczycie. Często przybywają tu damy i rycerze, wchodzą do ogrodu o siedmiu bramach, ale jeszcze nikt stąd nie wrócił.
Odważna Chiaretta weszła do zaklętego ogrodu, w jednej dłoni ściskając pusty flakonik, w drugiej zaś cudowny ogonek. Ogród okazał się być labiryntem o tysiącu zawiłych ścieżek, wystarczył jeden krok, żeby się w nim zgubić.
Ale Chiaretta podążała za każdym ruchem wijącego się na jej dłoni ogonka. Skręcała to w jedną, to w drugą stronę, w końcu o zachodzie słońca dotarła na rozległą nizinę, pośrodku której stała ogromna muszla z cudowną wodą.
Dookoła tego źródła, jak okiem sięgnąć, roiło się od niezliczonych rzeźb ze śnieżnobiałego marmuru.
Chiaretta już miała napełnić ampułkę, kiedy poczuła, jak w drugiej dłoni ogonek zaczął się rozpaczliwie wić. Kikucik ułożył się najpierw w literę N, potem w I, następnie w E, po czym przemówił ludzkim głosem:
— Nie dotykaj zaklętej wody! Kto jej dotknie, zamienia się w marmur.
Chiaretta zawiesiła zatem flakonik na sznureczku, zanurzyła go w wodzie i wyciągnęła napełniony, po czym zatkała go korkiem i włożyła do kieszeni. Zamierzała już wracać, kiedy pośród rzeźb rozpoznała swoją siostrę Doralice. Spojrzała na figurę obok — była to Lionella. Z płaczem poczęła obejmować zimny marmur.
— Ogonie, ogonku, przywróć do życia moje siostry.
Zbliżyła kikucik do figur, a te natychmiast ożyły.
Trzy księżniczki wyruszyły z powrotem do królestwa ojca.