SCENA PIERWSZA

Zjawiają się: z jednej strony Odyseusz i Diomedes, z drugiej Antilochus, wraz z orszakami.

ANTILOCHUS

Cześć wam, królowie! Jakże sprawy stoją?

Dawnom tu już nie widział was pod Troją!

ODYSEUSZ

Źle, Antylochu. Spojrzyj na to błonie:

Zastępy Greków, Amazonek konie

Nastają na się, jak dwa wściekłe wilki.

Na boga, czemu? Obłędem rażeni?

Jeśli Jupiter7, co gromami strzela,

Trzaskiem błyskawic ich nie porozdziela —

To trupem padną dzisiaj, rozwścieczeni!

Wody mi dajcie haust!

ANTILOCHUS

Na duszę mą!

Te Amazonki czegóż od nas chcą?

ODYSEUSZ

Ruszylim obaj, za Atrydy8 radą,

Wraz z Mirmidonów9 niemałą gromadą,

Achil i ja; bo zważ: Pentesilea

Powstała w borach jak dzika zawieja

Na czele kobiet krytych skórą żmij,

Przez góry pędzi tu, na pogrom... czyj?

Priama chyba chce nastraszyć w Troi...

Słychać (a wieści jedne drugim przeczą);

Priamid10 ruszył z Ilion11 w pełni zbroi

Witać królową śpieszącą z odsieczą.

Gnany gościńcem w lot: nasze pancerze

Murem rozgrodzą nieszczęsne przymierze!

Przez całą noc trwał pochód nieustanny.

Lecz z pierwszym blaskiem jutrzenki porannej

Cóż za zdumienie! W świcie strzał i proc

Cała dolina kłębi się od bitwy —

Słysz! — Trojańczyków z tymi niewiastami!

Jak sforę chmur, co jasne niebo plami,

Rozdziera w strzępy napór huraganu,

Pentesilea w szaleństwie gonitwy

Pędzi przed sobą z rozpędem orkanu

Huf Priamidy, tak miotając niemi12,

Jakby ich chciała zmieść z powierzchni ziemi

Poprzez Hellespont13 w topiel oceanu.

ANTILOCHUS

Dziwne to, dziwne!

ODYSEUSZ

Słuchaj, będzie lepiej!

My, pragnąc odwrót zagrodzić Trojanom

Pędzącym na nas ławą niewstrzymaną,

Pod same mury wpieramy oszczepy.

Zdumiał się na ten widok Priamida;

Po krótkiej radzie my ruszamy w cwał

Młodą królowę Amazonek witać.

Ona wstrzymała triumfalny szał.

Więc — na Hadesa14! — chyba teraz przecie

Pora do kogoś przystać tej kobiecie,

Która nam z nieba uzbrojona spada

Wprost w naszą wojnę, sama walce rada15!

Toż z nami sojusz zawrze chyba chętnie,

Skoro już Trojan gromi tak namiętnie.

ANTILOCHUS

No tak, na Zeusa16! To chyba jest jasne!

ODYSEUSZ

Więc — znajdujemy ją w bojowym stroju

Na czele dziewic, hełm dumnie wiejący,

Pod nią purpurą i złotem kapiący

Koń depcze ziemię pełen niepokoju.

Przez krótką chwilę spogląda w pogardzie

W naszą gromadę, okiem jak ze stali,

Jakbyśmy stali przed nią skamieniali;

Ta oto dłoń, powiadam tobie, bardziej

Jest wyrazista, a patrzy mniej hardzie.

Wtem oko jej spotyka wzrok Achilla —

I niby pożar z czerwonych płomieni

Nagły rumieniec jej lica odmieni,

Ciemną purpurą biel twarzy nasila.

Skacze na ziemię (koń przysiadł na zadzie),

Przez jedną chwilę stoi w ziemię wryta;

Cugle ciskając służebnej, zapyta:

Co nas prowadzi w tak wielkiej paradzie?

Ja na to: że radośnie my, Argiwi17,

Nieprzyjaciółkę Dardanów18 witamy,

Że nienawiścią dawno Grecja cała

Ku Priamidom podłym rozgorzała;

Mówię o sobie i o Achillesie,

Że obaj z nią sojuszu pożądamy,

Że pewnie ona takież chęci żywi —

I co mi jeszcze ślina do ust niesie...

Lecz ze zdumieniem w potoku swej mowy

Widzę: nie słucha mnie. Ale z wyrazem

Szesnastolatki i dziecka zarazem,

Jakby na igry19 szła albo na łowy,

Odwraca w bok kędziory złotej głowy

I woła: „O Protoe, matka moja

Takiego męża nigdy nie spotkała!”

A przyjaciółka stoi oniemiała...

Achil i ja — mierzymy się uśmiechem,

Królowa zasię oczy upojone

Znów zatrzymała z zapartym oddechem

Na Egińczyka20 promienistej głowie.

A przyjaciółka nieśmiało w jej stronę

Zwraca pytanie, czyli21 mnie odpowie.

Na to w płomieniach (gniewna czy wstydliwa? ) —

A błysk jej oczu w zbroi odgorywa —

Zmieszana, pyszna i dzika zarazem

Do mnie się zwraca i wzrokiem przeszywa:

„Jam Amazonek królowa — i płazem

Tego nie puszczę! Odpowiem... żelazem!”

ANTILOCHUS

Tak, słowo w słowo, twój goniec też gadał.

Myśleli wszyscy, że rozum postradał...

ODYSEUSZ

A my nie wiemy, popadli w zdumienie,

Co sądzić mamy o tej dziwnej scenie.

Więc zawracamy w rozjuszonym wstydzie,

Patrząc na Trojan, jak, radzi, z oddali

Srom22 nasz odgadli i jak już wysłali

Herolda, który śmiało do niej idzie,

Ofiarowując nowy pakt przymierza.

I sądzą już, że gniewem w nas uderza

I że się zaraz wyjaśnią te czary.

Ale nim goniec zdążył zbiec ze wzgórza

Oraz pył drożny otrząsnąć z pancerza —

Ta centaurzyca rzuca się jak burza

Na nich i na nas, ile w koniach pary!

Jak leśny potok, gdy wiosną się wściecze,

Trojan i Greków tratuje i siecze!

ANTILOCHUS

Na Styks23, to niesłychane! Mów!

ODYSEUSZ

A zatem:

Furie24 im dały tak zajadłe miecze,

Jakich nie było jeszcze, jak świat światem...

O ile wiem, dwie moce są przyrody:

Siła oraz jej opór — nic poza tym.

Co ogień gasi, to zarazem wody

Nie zmienia w parę — i na odwrót. Ale

Tu wściekły wróg oboje chce zagryzać

I wobec niego ogień nie wie wcale,

Czy płynąć razem z wodą, a znów fale,

Czy mają z ogniem stropy niebios lizać...!

Przez wojownice Trojanin przyparty

Chroni się za puklerze25 Greków, zasię Grek

Broni go od dziewicy, bo by trupem legł.

I dwaj wrogowie muszą nie na żarty

Wspierać się, wbrew swej wojnie, o bogowie!

By czoło stawić wspólnemu wrogowi.

Jeden z Greków podaje mu wodę

Dzięki! Język się spiekł.

DIOMEDES

Od tego dnia

Bitwa tu sroży się nad tą doliną

I, zda się, gromy nigdy nie przeminą,

Jak w burzy wpartej do przepaści dna.

Gdym się tu wczoraj poranną godziną

Naszym na pomoc przedarł po kryjomu,

W tej samej chwili spadła z trzaskiem gromu,

Jak gdyby chciała to helleńskie plemię

Strzaskać na miazgę, zgnieść i wdeptać w ziemię.

Oto Aryston, cały kwiat korony,

Tuż Astianaks, najdzielniejsze syny,

Oto Menandros burzą w proch strącony:

Z ciał młodych, pięknych na pole rzucony

Nawóz pod córy Aresa26 wawrzyny.

I więcej jeńców już wzięła nam ona,

Nim nam zostało ócz do płaczu, mieczy

Na krwawą pomstę, rąk dla ich odsieczy.

ANTILOCHUS

I nie wie nikt, skąd taka rozwścieczona?

DIOMEDES

Nikt, jako żywo! A my, przyjacielu,

Szukamy źródła przyczyny i celu.

Sądząc po gniewie osobliwym, który

Miota nią pośród bitewnej wichury

Wciąż za Achilem, myślę: wojna cała

Stąd, że ku niemu nienawiścią pała.

O, tak zaciekle, brodząc poprzez śniegi,

Gdy rozjuszona krwią oko nasyca,

Ofiary swojej nie tropi wilczyca,

Jak ona jego przez Greków szeregi.

Lecz w pewnej chwili, kiedy jego życie

Już było w mocy jej — czy uwierzycie?

Gdy już miał westchnąć ostatnim oddechem,

Oddała mu je, niby dar, z uśmiechem!

ANTILOCHUS

Cóż to? Oddała? Kto?... Królowa?...

DIOMEDES

Ona!

Wczoraj pod wieczór na nowo się starli —

Pentesilea, jak wicher szalona,

Z boskim Achilem — a Priamid karli

Podstępnie z tyłu ugodził go w zbroję,

Aż echem niebios zadrżały podwoje.

Królowa zbladła, potem złote włosy

W tył odrzuciła i z okiem ognistem,

Uniósłszy się na koniu, jak w niebiosy,

Zamachnie się i ostry miecz ze świstem

W kark Priamidy zatapia głęboko!

Runął, Achila zbryzgując posoką...

Achilles teraz mieczem łuk zatacza,

By ją ugodzić; ale ona, dzika,

Schylona w głową swojego srokacza27,

Co gryząc uzdę, pieni się i boczy —

Unika ciosu — i co koń wyskoczy

Rusza z kopyta... I odwraca oczy...

Uśmiecha się... i znika.

ANTILOCHUS

Przedziwne to!

ODYSEUSZ

Co niesiesz ty spod Troi?

ANTILOCHUS

Mnie Agamemnon28 tutaj śle i pyta,

Czy w tych warunkach raczej nie przystoi

Rozsądek niźli odwaga niesyta.

O cóż nam chodzi? O Troi zniszczenie

I o pobicie Trojan! Chyba że nie

O dziewkę, która gdzieś tam maszeruje...

Czyliż odwrotu rozum nie dyktuje?

Jeśli się wszakże przekonasz naocznie,

Że nie w sojuszu ona z twierdzą Troi

Ku nam się zbliża — żąda, byś niezwłocznie

Z wojskami wracał tam, gdzie obóz stoi.

Pentesilea gdy ścigać was pocznie,

To on, Atryda, nic od ciebie nie chce;

Sam się przekona, na co w żeńskiej zbroi

Ta zagadka, Sfinks29, ważyć się zechce.

ODYSEUSZ

Któż się do tego sądu nie przychyla!

Czyli sądzicie, że Laertiada30

Za tak głupimi bitwami przepada?

Trzeba czym prędzej zabrać stąd Achila!

Jak dog ze smyczy spuszczony zapada

W jelenie rogi, łowiec31 za nim zmierza,

Woła i wabi, lecz już nim nie włada,

Bo ów, wgryziony w kark pysznego zwierza,

Tańczy z nim razem przez góry, doliny,

W głęboką puszczy noc — tak on szaleje,

Odkąd wojenną prześwietliło knieję

Zjawisko owej — tak rzadkiej zwierzyny.

Uda przestrzelić! Związać! Niech omdleje!

Przysiągł: ni kroku nie ustąpię pola

Tej Amazonce pięknej — do tej pory,

Póki jej z konia zwycięska ma wola

Za te jedwabne nie zwlecze kędziory.

Mój Antylochu, niechby usidliła

Go twa wymowność, skoro mdleje siła,

Gdy jego warga pianą się pokryła.

DIOMEDES

Razem spróbujmy raz jeszcze, pomału,

Spokojnej, zimnej rozwagi, bez krzyku

Wbić klin w decyzję jego szału.

Łatwo, przemyślny ty Larysejczyku32,

Znajdziesz słabiznę, wtargniesz niewidocznie...

Gdy nie ustąpi, połów się rozpocznie:

Dwaj Etolczycy wezmą go na bary

I niby kłodę (bo zdjęły go czary!)

Cisną go w obóz Argiwów niezwłocznie.

ODYSEUSZ

Za mną!

ANTILOCHUS

Stój! Kto to biegnie z tamtej strony?

DIOMEDES

To Adrast, patrzcie, blady i zmieniony!