SCENA DRUGA
Ci sami. Wchodzi Adrastos wódz.
ODYSEUSZ
Co nam przynosisz?
DIOMEDES
Jaką wieść?
ADRASTOS
Nowinę
Ze wszystkich nowin najgorszą.
DIOMEDES
Niech zginę!
ODYSEUSZ
Gadajże prędzej!
ADRASTOS
Królowie Hellady!
Mury Pergamu33 nie runą w perzynę!
Achil ofiarą padł okropnej zdrady!
DIOMEDES
Bogowie!
ODYSEUSZ
Biada! Zwiastunie złej doli!
ADRASTOS
U Amazonek Achilles w niewoli!
ANTILOCHUS
Kiedyż i gdzie ta ohyda się stała?
ADRASTOS
Szturm nowy, dziki jak burzy nawała,
Owych Aresa rozwścieczonych cór
Jął34 dziesiątkować Etolczyków szyki,
Lejąc jak potop w bitewnym łoskocie
Na nas walecznych Mirmidonów krocie.
Próżnośmy w poprzek stanęli jak mur,
By ich zatrzymać: niby strumień dziki
Zmietli nas falą okropnej paniki...
I nikt zatrzymać się nie zdołał wcześniej,
Aż hen daleko na polanie leśnej.
Achil sam został, obszczerzon lancami;
Już z trudem z mroku walki się wyzwala,
Do nas nareszcie zmierza — my wesoło
Krzyk powitalny rzucamy mu z dala,
Gdy nagle głos nam zamarł w piersiach! Zgroza:
Jego kwadrygi35 zaryło się koło
Tuż nad przepaścią... Ze spadzistej skały
W straszliwą czeluść zajrzał oniemiały.
Na nic mu nie zda się kunszt wyścigowy,
W którym jest mistrzem: już konie sprzed woza
W tył, przerażone, odwracają głowy
Ku jego bata ciosom opętanym.
W uprzęży własnej kłębie pogmatwanym
Walą się konie, wóz i Jowiszowy
Syn, Achil, dumny i promiennolicy,
Ciasno schwytany, jak gdyby w pętlicy!
ANTILOCHUS
Szaleniec? Dokąd zmierza...?
ADRASTOS
Wtem wylata
Sam Automedon36, przesławny woźnica,
I rzuca się, splątany kłąb rozplata
I cztery konie za uzdy pochwyca.
Lecz nim ich nogi uwięzłe w rynsztunku
Zdołał wyzwolić z śmiertelnych obieży37,
Zwycięska zgraja Amazonek bieży
Hurmem wprost na nich, na czele królowa...
I gaśnie iskra ostatnia ratunku!
ANTILOCHUS
Nieba!
ADRASTOS
Nad chmurą kurzu pyszna głowa
Błysła, gdy nagle pęd wstrzymała cwału,
Przez chwilę mierzy okiem stromą ścianę:
Pióropusz własny, jakby grozą zdjęty,
Szarpie wstecz głową tej lwicy zaciętej.
Lecz oto cugle odkłada pomału
I jak w zawrocie — płomieniem owiane
Czoło ukrywa w obie małe dłonie.
Dziwnym widokiem zdumione dziewice
Zwracają ku niej z niemą prośbą lice,
Najbliższa pyta, zatroskana srodze,
Inna porywczo chwyta konia wodze,
Gwałtem chcąc dalszą zagrodzić jej drogę...
Lecz ona...
DIOMEDES
Waży się?
ANTILOCHUS
Mów!
ADRASTOS
Ledwie mogę!
Usiłowania próżne, by ją wstrzymać...
Z łagodną siłą dziewice odtrąca
I niespokojnie szuka, gdzie by imać38
Ścieżki się mogła stopa szukająca:
Dróżkę chce znaleźć tęsknymi oczyma
Swemu życzeniu, które skrzydeł nie ma.
Nagle ruchami pocznie opętanej
Wspinać się wzwyż po skale stromej ściany,
To tu, to tam — szaloną któż odgadnie!
Wciąż niedorzecznie myśląc, że wplątany
W swe sieci łup w jej ręce łatwo wpadnie.
Już jej źrenice bacznie wybadały
Każdą szczelinę wyżłobionej skały:
Widzi, że stok jest niedostępnie stromy,
Lecz jak z rozumu obrana — powraca,
Pnie się na nowo na głaz już znajomy.
Po szlaku, który wędrowiec przypłaca
Życiem, do szczytu dąży krok po kroku...
I stoi teraz na kamiennym bloku,
Tak małym, że zaledwie by kozicę
Zmieścił ten głaz — a rozpadliny z boku
Straszą, nie dając w tył ni naprzód kroku...
I krzyk podniosły dziewki białolice —
A ona raptem z rumakiem pospołu
W trzasku walących się razem kamieni
Jak na dno piekła pada w otchłań dołu,
Karku nie łamie!... Lecz myśli nie zmieni
I znów porywa się na strome skały!
ANTILOCHUS
Cóż za hiena, obłędna i ślepa!
ODYSEUSZ
A Automedon?
ADRASTOS
Nareszcie wóz cały
Uporządkował — Hefajstos by nowy
Wóz w takim czasie wykonał spiżowy!
Uprząż uładził, skacze na kwadrygę,
Za lejce chwyta i konie jak frygę
Zawraca — a nam kamień z serca spada.
Lecz nagle jedna z wojownic wybada
Ukrytą ścieżkę; krzyczą jej nowinę
I tam kierują szaloną królowę39,
Pnącą się wciąż na głazy granitowe...
Echo radości napełnia dolinę.
Pentesilea na to słowo nowe
Zwróciła konia, oczy — i za wzrokiem
Jak wyciągnięta pantera śmignęła.
Achilles wprawdzie wycofał się bokiem,
Ale kwadryga z oczu mi zginęła...
Co się z nim stało, nie wiem.
ANTILOCHUS
Och, zgubiony!
DIOMEDES
O przyjaciele, co czynić?
ODYSEUSZ
Do dzieła!
Serce prowadzi: będzie wyzwolony!
Skruszymy dzikiej drapieżnicy szpony!
Choć przyjdzie walczyć na śmierć i na życie,
W pierwszym szeregu boju mnie ujrzycie!
Odyseusz, Diomedes, Antilochus wybiegają.