Akt piąty

Półtora roku później.

Kościół nowy, całkiem gotów, przystrojony na poświęcenie. Tuż obok niego płynie potok. Wczesny, mglisty poranek. Kościelny, zajęty wiązaniem girland dla umajenia kościoła. Wkrótce potem zjawia się Bakałarz.

BAKAŁARZ

Ej! Już na nogach?

KOŚCIELNY

Czas największy!

Nim człowiek wszystko to upiększy —

O, tym szpalerem pójdzie rzesza.

BAKAŁARZ

I przed probostwem coś się wiesza,

Coś, ujętego w krągłe ramy —?

KOŚCIELNY

Tak jest.

BAKAŁARZ

A cóż to?

KOŚCIELNY

Urządzamy

Tarcz honorową — jego imię

Ma być na tarczy...

BAKAŁARZ

Tak, olbrzymie

Życie dziś we wsi — tak — w zatoce

Od białych żagli się migoce!

Pełne są ludzi wszystkie drogi!

KOŚCIELNY

Kto żyw, na równe powstał nogi —

Za czasów jego poprzednika

Nikt tu, bywało, tak nie bryka!

Spokój i zgoda dookoła,

Człek spał i sąsiad spał — a zgoła

Nie wiem, co nadto ma być zdrowszem.

BAKAŁARZ

Życie, mój drogi, życie!

KOŚCIELNY

Owszem!

Lecz nam to przecie krwi nie mąci —

Są ci przyczyny jakie.

BAKAŁARZ

Są ci:

Harowaliśmy, miły bratku,

Póki spał sąsiad; na ostatku

Sąsiad się zbudził, więc w tej chwili

Myśmy się do snu utulili —

Czynnych nas nie chce widzieć świat...

KOŚCIELNY

Żyć — czyż to mądrzej? Chciałbym rad

Coś wiedzieć o tym?

BAKAŁARZ

Tak powiada

Proboszcz wraz z Brandem — trudna rada!

I ja tak myślę, boć w ten sposób

Godzę się, wiesz, z ogółem osób.

Nam pasterskiego listu trzeba,

Nic tak jasnego, jak te nieba,

Słońce, czy księżyc... Tak niech będzie,

Że my, siedzący na urzędzie,

Mamy powinność stać na straży

Cnej moralności, cnych ołtarzy,

Cnej naszej wiedzy, w wielkiej cenie

Mieć skrupulatność i sumienie,

By nie ulegać namiętności —

Ot, mówiąc krótko, między nami:

Musimy stać nad stronnictwami.

KOŚCIELNY

Juści o naszym jegomości

Tego nie powiesz —

BAKAŁARZ

O to chodzi,

Że stać powinien nasz dobrodziej!

Widzą to jego przełożeni.

Gdyby nie to, że lud go ceni,

Już by mu dawno laufpas137 dali...

Ale on wie, skąd wietrzyk wieje,

Zna dobrze świat i jego dzieje,

Świadom, na jakiej płynąć fali,

Buduje kościół... U nas, bracie,

Od razu wszystkich w garści macie,

Gdy coś czynicie. Co się czyni,

To obojętne: my jedyni

Na to, by czynić to lub owo,

Byleby czynić. Dziejów słowo

Powie zapewne w późny czas,

Że ludzie czynu byli z nas.

KOŚCIELNY

Wy, coście byli w parlamencie,

Znacie nasz ludek; ale święcie

Mówię, że ktoś, co, naszą ziemię

Obszedłby z rana, gdy się plemię

Obudzi ze snu, ot, w te tropy

Rzekłby, że dzielne są z nas chłopy,

Że my, lud śpiochów, w jednej chwili

W lud ślubowników się zmienili...

BAKAŁARZ

Juści nasz lud jest wielce skory

Do ślubowania, każdej pory

Ślubować gotów, lud głęboki

Takie w postępie robi kroki,

Że śluby mają w nas tłumaczy

Niby z urzędu...

KOŚCIELNY

A co znaczy

Taki ślub ludu? Człek uczony,

Możecie mi to z każdej strony

Jakoś wyjaśnić...

BAKAŁARZ

Co — ślub ludu?

Na wyjaśnienie trzeba trudu,

Choć łatwo dowieść, że istnieje —

Ślub — to jest coś, w czym przez ideę

Wspólną zapala się nasz lud,

Chce, by go ślub do czynu wiódł —

W jego przyszłości notabene138...

KOŚCIELNY

No, tak! Rozumiem... Lecz za cenę

Chciałbym dowiedzieć się wszelaką,

W którym też roku my na taką —

Jakby to mówić...?

BAKAŁARZ

Prosto z mostu!

KOŚCIELNY

Ano więc, mówiąc tak po prostu,

Kiedy na przyszłość my takową

Liczyć możemy, w którym czasie? ?

BAKAŁARZ

Nigdy!

KOŚCIELNY

Co? Nigdy?

BAKAŁARZ

Nigdy! Ma się

Rzecz bowiem w sposób osobliwy,

Że, gdy się zjawi na te niwy

Przyszłość, już rzeczą nie jest nową,

Nie jest przyszłością już! Nie! W gości

Przyszedłszy k nam, teraźniejszości

Przybiera postać!...

KOŚCIELNY

Juści, juści!

Jeno niech jeszcze parę puści

Twa mądra warga, kumie luby,

Kiedy się w prawdę takie śluby

Zamienić mogą?

BAKAŁARZ

Powiedziałem,

Że ślubów takich ideałem

Bywa li139 przyszłość, więc obwieszczę:

W przyszłości...

KOŚCIELNY

Tak, lecz powiedz jeszcze,

Kiedy jest tedy przyszłość owa?

BAKAŁARZ

po cichu

Otóż kościelny!... głośno Czyż od nowa

Mam znów powtarzać, mocny Boże,

Jako przyszłości być nie może,

Bo, gdy się zjawi, już jest po niej!

KOŚCIELNY

Hm! Hm!!...

BAKAŁARZ

W pojęciu każdym chroni

Jakiś się wybieg, tu atoli

Nie ma wybiegu — pan pozwoli —

Przynajmniej dla tych, którzy więcej

Liczyć umieją, niż dziecięcy,

Ograniczony mózg!... Tak, śluby

To są smalone, widzisz, duby,

To w gruncie rzeczy szczery kłam,

Choć nawet wierzy w nie ten sam,

Który je składa... Dotrzymanie

Bywało dotąd, drogi panie,

Li uciążliwe w oczach ludzi...

Lecz mnie się zdaje, że się trudzi

Człowiek daremnie: to wyniki

Proste dla tych, co się logiki

Jeszcze nie zbyli — ale o tem

Potem!... Ot, tak jest z tym żywotem!

Powiedźcież mi...

KOŚCIELNY

Pst!

BAKAŁARZ

Cóż to?

KOŚCIELNY

Cicho!

BAKAŁARZ

Gra na organach jakieś licho.

KOŚCIELNY

On.

BAKAŁARZ

Pleban?

KOŚCIELNY

Tak.

BAKAŁARZ

A cóż plebana

Przygnało tutaj już tak z rana?

KOŚCIELNY

Coś mi się widzi, że on wcale

Nie był dziś w łóżku...

BAKAŁARZ

Hm! hm!

KOŚCIELNY

Ale

Źle się to skończy! Niedaremnie

Ja to powiadam! Coś tajemnie

Jakby go gryzło! Tak osowiał

Ksiądz nasz!... Od czasu, gdy owdowiał,

Coś tłumi w sobie, lecz niekiedy

Wybucha wszystko w nim i wtedy

Grywa... Słuchajcie! Zda się, wiecie,

Że opłakuje żonę, dziecię!

BAKAŁARZ

Prawie odróżnić można głosy —

KOŚCIELNY

Jeden się skarży snać140 na losy.

Drugi pociesza...

BAKAŁARZ

Moi mili,

Wzruszyć bym gotów się tej chwili.

Ale nie wolno...

KOŚCIELNY

Tak, gdyby to

Nie urzędnicze nasze myto141...

BAKAŁARZ

Człek skrępowany, na urzędzie

Ma godność stanu wciąż na względzie.

KOŚCIELNY

Do diabła z tą kłamliwą wiedzą:

W gardle mi głupie księgi siedzą!

BAKAŁARZ

Ta cała mądrość — niech ją czarci! —

Czuć choć raz w życiu!... Cóż my warci?!

KOŚCIELNY

Nikt nas nie widzi — przeto szczerze

Mówię ci: czujmy!...

BAKAŁARZ

Znaczyłoby,

Że takie ot, jak my, osoby

W ludowej się walają sferze.

A nauk księdza sens jest taki,

Tak głoszą ciągłe jego pieśnie,

Iż zaszczyt nie jest na dwojakiej

Drodze: nie można równocześnie

Być urzędnikiem i człowiekiem!

Dowodów tego nie w dalekiem

Szukać nam miejscu: w panu wójcie

Dobry masz przykład.

KOŚCIELNY

Co? W nim?

BAKAŁARZ

Stójcie!

Kiedy papierów wielką moc,

Całe archiwum — ocalono...

KOŚCIELNY

O, to był pożar!... Straszna noc!...

BAKAŁARZ

Tak, tak, powiadam, że niepłono142

Pracował wójt nasz! Za dziesięciu

W tym ratunkowym przedsięwzięciu

Starczył ten człowiek. Lecz w komorze,

Jak gdyby diabeł miał swe łoże,

Baba, zoczywszy to, niezwłocznie

Straszliwe wrzaski wszczynać pocznie:

„Czart na cię czyha! Niech cię wzruszy

Zbawienie własnej twojej duszy!”

„Co mi zbawienie!!! — tak się wściekle

Odgryzie wójt nasz — zgniję w piekle,

Ale archiwum to ocalę!”

W takim to wówczas on zapale

Brał się do dzieła; człek morowy

Od stóp, powiadam ci, do głowy,

To też za dzielne swoje czyny

Sowite zbierze on wawrzyny,

Nagrodzon będzie przebogato.

KOŚCIELNY

Gdzie?

BAKAŁARZ

Ano w raju — dajmy na to:

W raju szlachetnych wójtów...

KOŚCIELNY

Mądry

Mój przyjacielu!...

BAKAŁARZ

Co się dzieje?

KOŚCIELNY

Jakowyś czas fermentu dnieje

Poza mądrymi słów twych jądry143

Że my żyjemy dziś w fermencie,

Tego dowodem jest pęknięcie

Świata, jak gdyby na dwie części...

Młodzi przeciwko starym pięści

Groźne podnoszą...

BAKAŁARZ

Juści, juści!

Co stare musi do czeluści

Schodzić grobowych! — To, co zgniło,

Staje się strawą, że aż miło,

Dla świeżych bytów! Świat się rzuca,

Bo mu gorączka trawi płuca;

Powietrza trzeba naszej krtani,

Inaczej — myśmy pogrzebani!

W fermentach nurza się nasz wiek,

Czuje to dziś najlichszy człek.

Z chwilą, gdy stary kościół padł,

W posadach jakby zadrżał świat,

Grunt utraciło pod nogami

To, co dotychczas władło nami.

KOŚCIELNY

Milczenie padło na nasz lud...

„Zburzyć!” tak krzyczał ci on wprzód,

Ale niebawem zmiękł. Od razu

Uczuł, jak gdyby ciężar głazu

Na swoich piersiach — tak, w te tropy

Zaczęli szemrać nasze chłopy,

Że nie zastąpi nic tej straty.

Koniec wszystkiego! To wiedziano

I zawołano w pewne rano,

Że się starego tego domu

Nie wolno było tknąć nikomu.

BAKAŁARZ

Ale dawnego ducha brzemię

Dopóty czuło nasze plemię,

Póki by chramu144 doby nowej

Nie poświęcono należycie.

Lud nasz spode łba, chyłkiem, skrycie

Spoglądał wciąż na wzrost budowy,

Czekał na dzień, gdy w miejsce starej,

Zblakłej chorągwi, już sztandary

Powieją świeże... A, gdy wieżę,

Ujrzał rosnącą, to się szczerze

Przeląkł i umilkł — i w tej chwili

Myśmy do końca już dobili.

KOŚCIELNY

wskazuje na gromadzące się tłumy

Spójrz na te tłumy, spływające

Ze wszystkich oto stron...

BAKAŁARZ

Tysiące!

A jaka cisza!

KOŚCIELNY

Tak, a przecie

Jakby szum morza, gdy zamiecie

Rozpoczną szarpać jego łono!

BAKAŁARZ

To serce ludu, który pono

Doniosłość chwili wnet zrozumie,

W takim objawia się dziś szumie!

Zda się, jak gdyby czerń145 ta mnoga

Nowego tu obierać Boga

Przybyła dzisiaj!... Nie ma księdza?...

Coś, jakby lęk, mnie stąd wypędza —

Wolałbym w domu siedzieć sobie...

KOŚCIELNY

I ja! I ja!

BAKAŁARZ

Tak, w takiej dobie

Odnaleźć grunt swój niezbyt snadno!...

Człek coraz bardziej idzie na dno,

Broni się, męczy, no, i macie:

Znów się pogrąża.

KOŚCIELNY

Druhu!

BAKAŁARZ

Bracie!

KOŚCIELNY

Hm!

BAKAŁARZ

Więc?...

KOŚCIELNY

Zda mi się, drogi panie,

Że teraz czujem literalnie!

BAKAŁARZ

Ja nie!

KOŚCIELNY

Przepraszam, bo i ja nie!

Nikt tego w oczy mi nie palnie.

BAKAŁARZ

Czy to my baby?... Żegnam!... Szkoła

Czeka...

odchodzi

KOŚCIELNY

O, teraz to już zgoła146

Chłodną mam głowę. Trutniu stary,

Jakież oblazły cię tu mary?

Dalej! Do pracy! Złość mnie wściekła...

Lenistwo furtką jest do piekła!

odchodzi drugą stroną

gra na organach, dotąd stłumiona, urwała się nagłym, szalonym rozdźwiękiem. Wkrótce potem Brand wychodzi z kościoła

BRAND

Nie! Organy nie chcą grać!

Nie przemówią! Nic ich snać

Nie przymusi, iżby dźwięki

Popłynęły spod mej ręki!...

Każdy głos jak potargany!

Słupy, łuki, sufit, ściany

Idą na mnie — zwał olbrzymi,

Który młoty147 drewnianymi

Wszystko tłumi, przeboleśnie

Ściska, więzi moje pieśnie148,

Niby trumna zdobycz swoją!

Dźwięki już się nie zestroją;

Choć je tak wywołać pragnę,

Do posłuchu ich nie nagnę!

Głośno modły me zabrzmiały,

Rozbiły się u powały.

Jakby z rdzą przeżartych dzwonów,

Tak mi płyną, zamiast tonów,

Głuche jęki... A na chórze

Zdało mi się, że w figurze

Swojej stanął Pan Bóg sam,

Że przed sobą sędzię mam,

Co rękami straszliwemi

Przygniótł modły me do ziemi!

Poprzysiągłem, wzdyć przejęty,

Że zbuduję dom ten święty,

Nowy, wielki kościół boży!

Nazbyt ufny w swoją moc,

Harowałem dzień i noc,

Aż przybytek mój się złoży!...

Dziś mi prawie żal budowy!

Wszyscy tylko chylą głowy,

Wszyscy krzyczą: „Jaki duży!”

Czyż im większa jasność służy,

Niż mnie tutaj? Czyż me oczy

Pogrążone w jakiejś mroczy?

Czyż on duży? Śród tych ścian

Czyż pomieścił się mój plan?

Czyż te słupy, czyż te belki

Ugasiły żar ten wielki,

Ten płomienny żar tęsknoty,

Co mnie pchał do tej roboty?

Czyż ten kościół odpowiada

Tej świątyni, którą rada

Budowała dusza moja,

Iżby była w niej ostoja

Wszelkiej troski!... Brak Agnieszki!

Z nią schodziła na me ścieżki

Jakaś pewność... Jakoś prościej

Ona jasny blask wielkości

Dostrzegała nawet w rzeczy

Najdrobniejszej!... Bez jej pieczy

Czyż się skończą me wątpienia?

Ona niebios tych sklepienia

Potrafiła łączyć z ziemią,

Że nad światem słodko drzemią,

Jak nad pniem korona drzew...

spostrzega przygotowania do uroczystości

Wieńce, kwiaty, rozgwar, śpiew,

Las chorągwi... Tłumnie, szumnie

Wszystko zwraca się dziś ku mnie...

Pod plebanią ludu fala...

Nadpłynęły setki, krocie,

Nadpłynęły z bliska, z dala...

Co? Nazwisko me lśni w złocie?

Dodajże mi siły, Boże,

Lub mnie w ciemnej zagrzeb norze

Gdzieś pod ziemią — niech tam zginę!

W uroczystą tę godzinę

Jać na ustach wszystkich żyję!

Każdy me nazwisko ryje

W swoim sercu... Pieśń natchniona

Na mą chwałę — jakżeż ona

Mroźnym dreszczem mnie przenika!

Gdzież ta puszcza, ustroń dzika,

Gdzie by człowiek, niby zwierzę.

Znaleźć mógł ukryte leże!...

WÓJT

wchodzi w mundurze i wita się rozpromieniony

Zawitał wielki dzień dla ludu,

Chwila sabatu po dniach trudu!

Po tygodniowej, ciężkiej orce

Radosne zatkniem dziś proporce,

Zaciągniem żagle i po gładkiej

Popłyniem głębi w czas ten rzadki!

Szczęścia! Szlachetny, wielki człeku,

Radości kraju, chwało wieku!

Wzruszenie czujem w całym ciele,

Lecz i radości strasznie wiele!

BRAND

A moje gardło, jak w obroży...

WÓJT

Przejdzie... to wszystko się ułoży —

A tylko w surmy zadmij waść!

Ludowi trzeba w uszy kłaść —

Zresztą, gdzie tylko człek się zwróci,

Słychać, jak świat wciąż hymny nuci

Na twoją cześć, jak świat się dziwi.

BRAND

Tak?

WÓJT

Tak! Tu wszyscy są szczęśliwi,

Nawet sam proboszcz rad z kościoła.

Nie widział żadnych błędów zgoła!

Świetny, harmonii pełny styl,

Kształty, że jeno głowę schyl,

Rozmach w nich wielki — w dziele całem!

BRAND

Pan to widziałeś?

WÓJT

Co widziałem?

BRAND

Że pozór wielki ma?...

WÓJT

O panie,

Pozór?!... On wielki jest w istocie,

Z jakiego punktu tej robocie

Pan się przyglądnie, gdzie pan stanie...

BRAND

Wielki naprawdę? Czy pan może

Tylko mnie schlebia?

WÓJT

Mocny Boże,

Nawet za wielki na ten kąt!

Jakiś bogatszy gdzieś tam ląd

Wspanialsze może stawiać dzieło...

Lecz tu — oby to licho wzięło! —

Tu, między morzem a górami,

Gdzie rydel, mówiąc między nami,

Uderza w same li149 opoki,

Gmach to za wielki, za wysoki!

Słowo honoru!...

BRAND

Jak to miło,

Że stare kłamstwo ustąpiło

Miejsca nowemu!...

WÓJT

Cóż to znaczy?

BRAND

To, że ten ludek dziś się raczy

Wielce radować z świętych pował,

Tak, jako dotąd się radował

Z starego próchna! Nieodrodny,

Krzyczał był chórem: „Jak czcigodny!”

A teraz również krzyczy w chórze:

„Jak to wspaniałe! Jak to duże!”

WÓJT

Mój przyjacielu! Bądźmy szczerzy:

Kto by chciał jeszcze większej wieży,

Wart, by nazwano go pyszałkiem!

BRAND

A jać odpowiem na to całkiem

Głośno: ten kościół jest za mały!

Kłamliwe usta, co by chciały

Mówić inaczej!

WÓJT

Niech mnie katy — !

Tak się wyrzekać swej zapłaty,

Potępiać dzieło, w takim trudzie

Wzniesione wielkim!... Prości ludzie

Zadowoleni... Skarga pusta!

Z podziwu świat otwiera usta,

Wspanialszej on nie widział rzeczy!

Nic go z tej wiary nie wyleczy!

A jak szczęśliwy! Więc, do czarta,

Cóż, panie, taka praca warta,

Co mu otwierać pragnie ślepie,

Kiedy on nie chce w swym czerepie

Mieć tego światła? Prawda stara:

Ważnym dlań to, co jego wiara

Każe uważać mu za sedno!

A zresztą, panie, wszystko jedno,

Czy to dom boży, czy psia buda,

Jeżeli tylko tyle luda

Wierzy, iż dom to duży!

BRAND

Zawsze ta sama piosnka!...

WÓJT

Przy tym

Byłby stworzeniem nieobytym,

Kto by tym, panie, ludziom, którzy

Przyszli do niego oto w gości,

Nie chciał użyczyć gościnności,

Kto by im nie dał, panie, chleba,

Tak, jak się godzi!... Wyznać trzeba,

Że i dla pańskiej, mówię, sprawy

Byłoby źle, gdyby plugawy

Wrzód onej prawdy miał się dalej

Jątrzyć...

BRAND

To znaczy?

WÓJT

Myśmy dbali

O twoją cześć — stowarzyszenie

Nasze, twe dzieło mając w cenie,

Srebrny ci puchar niesie w darze.

Otóż wiedz: napis na tej czarze

Będzie wyglądał li na żart,

Jeśli sam powiesz, co jest wart

Ten nowy kościół... I kantata,

I moja mowa, co się wplata

W tę uroczystość, śmieszna będzie,

Jeśli to dzieło, na tej grzędzie

Naszej wzniesione, nie jest duże...

Więc, widzisz pan, dowodem służę,

Iż trza się poddać do ostatka!

Uszy do góry, a jak z płatka

Pójdzie nam wszystko!...

BRAND

Moje oczy

Widzą, co nieraz już widziały,

Że na cześć kłamstwa jest ten cały

Kłamliwy festyn...

WÓJT

Pan się boczy...

Broń Panie Boże! Ani znaku!

Lecz dajmy spokój kwestii smaku,

W tej chwili ja ci jeden jeszcze

Ważny argument tu obwieszczę!

Tamte jak srebro — ten jak złoto:

W winnicy szczęścia jesteś oto,

Panie, żniwiarzem... szczęścia koło

Toczy się dalej!... Podnieś czoło,

Dziś jeszcze będziesz kawalerem:

Państwo odznaczy cię orderem,

Dziś sobie jeszcze krzyż zasługi

Przypniesz do piersi...

BRAND

Mam ja drugi

Krzyż — niech mi zdejmie go, kto umie!

WÓJT

Ja, panie, myślę w swym rozumie,

Że pan radujesz się tak z cicha!

Zagadką jesteś!... Tam do licha!

Nie wzrusza pana ten znak łaski?...

Pomyśl pan tylko... Co za blaski!

Co za honory!

BRAND

z wybuchem

Czcze gadanie!

Nie nęcą mnie! Nie zważam na nie!

Jakom tu przyszedł, tak w tej trwodze

O włos nie mędrszy stąd odchodzę.

Pan tu słuchałeś mego słowa,

Lecz nie wiesz, co się za nim chowa.

To, co wy dużym tutaj zwiecie,

Płacąc od stopy i od cala,

Mało mi sprawia troski; z dala

Jestem od tego na tym świecie!

To tylko dla mnie wielkim zyskiem,

Co niewidzialnym jest odbłyskiem,

Co nas rozżarza, co lodowe

Budzi w nas dreszcze, co nam głowę

Oprzędza górnych słów mgławicą,

Co gwiazd ponocnych tajemnicą

Słania się ku nam — to jest właśnie!...

A! Wszystka we mnie siła gaśnie!

Jestem znużony... Idź pan sobie

I ucz, i rób, ja — nic nie zrobię!

idzie ku kościołowi

WÓJT

do siebie

Z tego zamętu któż tu zdoła

Wybrnąć? Zagadka to wesoła:

Od stopy płacim i od cala...

On się od tego trzyma z dala...

Dla niego to jedynie zyskiem,

Co niewidzialnym jest odbłyskiem...

Co tajemnicą gwiazd się słania

Ku nam!... Ot, brednie! Ze śniadania

Pan chyba wracasz? ! Coś na zdrowiu,

Widzę, szwankujesz!...

znika

BRAND

uchodzi placem ku dołowi

W gór pustkowiu,

Choćby najdzikszym, do tej pory

Nie czułem nigdy takiej zmory,

Nie czułem się tak nigdy sam,

Jak tu, gdzie wszystka praca żywa

W grząskie bagienko się rozpływa.

spogląda w kierunku, w którym odszedł wójt

Zadusiłbym go, nędzny cham!

Ilekroć tylko — błazen ze mnie! —

Pragnę go porwać, nadaremnie

Do tępej zbliżam się swołoczy:

On ci mi prosto zawsze w oczy

Smrodliwą duszę swą wypluje.

Jakżeż ja twoją stratę czuję,

Agnieszko droga! Nieszczęśliwie

Tracę swe siły na tej niwie,

Na której nie ma wszak człowieka,

Który zwycięża lub ucieka!

Bezpłodna walka dziś i wciąż:

Próżno samotny walczy mąż!

na scenę wchodzi Proboszcz

PROBOSZCZ

O moje dziatki, me owieczki...

Chciałem powiedzieć — mój kolego!

Proszę wybaczyć. Panie — tego...

Z jakiej by zacząć tutaj beczki...

Miałem kazanie już gotowe...

Jeno, że coś, widzisz, w głowę...

Lecz przede wszystkim dzięki — dzięki!

Człowiek prawdziwie silnej ręki,

Umiałeś, panie, rzec to mogę,

Wskroś utorować sobie drogę

Przez kłótnie, wrzaski, puste swary;

Umiałeś kościół zburzyć stary,

By rósł godniejszy w stronę nieba...

BRAND

O, tutaj jeszcze dużo trzeba...

PROBOSZCZ

Czegoż by? Chyba poświęcenia.

BRAND

Postaci rzeczy to nie zmienia.

Na cóż budynek nowy zda się,

Gdy nowy, czysty duch w tym czasie

Jeszcze mu obcy....

PROBOSZCZ

Przyjacielu!

Na to nie trzeba trosk zbyt wielu,

Już wy go tutaj przywabicie.

Te piękne rzeźby na suficie,

Ta widna nawa, o, mój panie,

Podziała to na wychowanie

Naszego ludku, on niezwłocznie

Jakoś na siebie zważać pocznie.

A ten rezonans, księże drogi,

Co każde słowo w taki mnogi,

Dwojaki, setny mnoży sposób,

Jakąż on wiarę w sercach osób

Wzbudzi płomienną — rezultaty,

Których i jakiś kraj bogaty

W obfitszej nie osiągnie mierze!

A wszystko to, powiadam szczerze,

Cześć pańską głosi... Cny konfratrze,

Przyjmij me dzięki, którym gładsze

Wzdyć towarzyszyć dzisiaj będą,

Gdy do biesiady wszyscy siędą;

Młodzi niejeden liść wawrzynu

Wplotą ci jeszcze w cześć za czynu

Twego wspaniałość....... Ale siły

Snać cię, mój Brandzie, opuściły:

Pan się zataczasz...

BRAND

Nadaremnie!

Dawno już mocy nie ma we mnie

Ani odwagi — —

PROBOSZCZ

Nie dziwota!

To harowanie! Ta robota!

Wszystko jednego męża dzieło!

Ale to dzisiaj już minęło!

Rychło nadejdą słodsze chwile,

I niebo znów zabłyśnie mile!

Tysiączna zeszła się gromada

Z wszystkich okolic — tłum nie lada!

A teraz pytam: w wyszukanem

Słowie któż zmierzy się dziś z panem?

Pańskiego któż przewyższy ducha?

Tylu konfratrów pana słucha,

Tylu cię wita z otwartemi,

Panie, ramiony150 na tej ziemi,

Tu, na tym gruncie, gdzie twa gmina

Z wdzięcznością się przed tobą zgina,

Rozrywa uczuć swoich tamy!

Potem... o dziele twym cóż mamy

Rzec?... Jest wspaniałe! Ani słowa!

Potem te kwiaty, ta majowa

Woń naokoło!... Szczęście płuży151!

A ewangelii temat duży

Na dzień dzisiejszy!... Potem, panie,

Jakież to będzie dziś śniadanie!

Nowiną z tobą się podzielę,

Że patroszono tęgie cielę!

Przepyszne bydlę! O, niełatwo —

Pomyślę sobie — droga dziatwo,

Było ci znaleźć okaz taki!

Tak! Niebywałe to przysmaki!

W tych ciężkich czasach, gdzie się płaci

Za funt, Bóg wie co, i bogaci

Trudno na zbytek ten się zmogą!

Ale puśćmy to swoją drogą,

Inne mnie sprawy tu przywiodły!

BRAND

Tak! Bić, patroszyć, ściągać skórę...

PROBOSZCZ

Powiem ci słówko poniektóre,

Że ja się trzymam innej modły152,

Ot, łagodniejszej — węzłowato

Mówiąc i krótko — boć my na to

Niewiele mamy czasu... Ale

Pan się sprawujesz doskonale,

Tylko na jednym punkcie trzeba

Troszkę się zmienić — święte Nieba —

Punkcik maleńki — mnie się zdaje,

Że pan wiesz nawet, w czym zwyczaje

Nasze odmienne, na urzędzie

W czym się różnimy — ot, nie będzie

Trudno się zmienić — Ksiądz dobrodziej

Jakby nie wiedział, co się godzi,

A co nie godzi z tym, co w spadku

Mamy po ojcu i po dziadku.

No, a to właśnie tak, to jedno

Oznacza całej rzeczy sedno!

Ja cię nie łaję, wiem ci przecie,

Że, jeśli mało człek na świecie

Miał doświadczenia, jeśli z miasta

Przyjdzie wielkiego — mocny Boże! —

Z nami nie zawsze zróść się może.

Lecz teraz, druhu, z tym już basta!

Teraz do tego sam już naglę,

Abyś naciągnął swoje żagle,

Jak się należy, z wiatrem, panie!

Mówią — i słuszne to gadanie —

Że poszczególną pan się duszą

Nazbyt zajmujesz, a to — muszą

Przyznać mi wszyscy — między nami

Mówiąc, błąd wielki! Nie! Masami

Jednym grzebieniem trzeba nasze

Czesać owieczki; w tym ci leży

Szczęście owieczek i pasterzy.

BRAND

Wyłuszcz pan jaśniej...

PROBOSZCZ

Nie wystraszę,

Jeżeli powiem: w zacnym znoju

Dał pan nam kościół, niby szatę

Sprawiedliwości i pokoju,

Wiano153 istotnie przebogate!

Państwo — powiedzieć panu mogę —

Widzi w religii walną drogę

Dobrego tonu, port, któremu

Powierza byt swój, przeciw złemu

Oręż najlepszy, ot, najprościej

Mówiąc, wskazówką moralności!

Państwo jest biedne, więc też, sądzę,

Waluty chce za swe pieniądze.

Pan wiesz, że ja się w tym nie mylę,

Iż chrześcijanin znaczy tyle,

Co patriota... Panie luby,

Rząd nie rozrzuca bez rachuby

Krwawego grosza. Śmierć jedynie

W sam czas za darmo ku nam spłynie,

Państwo, mój druhu, nie szaleje,

I jakież byłyby to dzieje,

W jakiej by kraj utonął nędzy,

Gdyby nie państwo, jak najprędzej

Mknące z pomocą, z swej wyżyny

Śledzące wszystkie ludzkie czyny.

Lecz państwo tak, jak się należy,

Dobre li154 może mieć wyniki

Przez swe lojalne urzędniki,

Więc tu: przez swoich duszpasterzy.

BRAND

Mądrość się kryje w każdym słowie!

PROBOSZCZ

Konfrater155 pański jeszcze powie,

O, tak króciutko: pan ugaszcza

Państwo kościołem, by, po prostu

Mówiąc, przyczynić się do wzrostu

Kultury kraju. W tym też zwłaszcza

Zamyślam sensie tak jak jest,

Wyjaśnić wszystkim ten nasz fest.

Przy biciu dzwonów tłumy bliźnie

Usłyszą dziś o darowiźnie.

Wraz z tym przyrzekniesz mi dziś, panie,

Żeś gotów przyjąć me żądanie.

BRAND

Nie byłbym sobą, gdybym miał

Zgodzić się na to...

PROBOSZCZ

Tak, w tej chwili

Jest już za późno!...

BRAND

Jak to? Za późno!?

PROBOSZCZ

Co za szał!

Opanujże się! Rzecz do śmiechu!

Wszak nie dopuszczasz się pan grzechu?!

Nikt z stratą jeszcze nie odchodził,

Jeżeli państwu w czym dogodził,

Służył dwom panom — rzecz w porządku —

O jednym niby to żołądku.

Nie trzeba wciągać w swe rachuby

Zbawienia Bartka li i Kuby;

Celem człowieka na urzędzie

Takim, jak twój, niech zawsze będzie

To, by do źródła wspólnej wiary

Całą parafię wieść — to stary

Przykaz! A jeśli, jak wypada,

Cała napije się gromada,

To i jednostka swe pragnienie

Również ugasi... A nadmienię...

Choć pan inaczej może czuł.

Że państwo jest na włos przez pół

Republikańskie; ku swobodzie

Żywi nienawiść, lecz w równości

Wielce smakuje. A zagości

Jakowa równość w tym narodzie,

Jeśli się tego nie wygładzi,

Co się wysuwa nad brzeg kadzi?

I to jest właśnie pański błąd,

Że pan, przybywszy w ten nasz kąt,

Podkreślasz, iż nie to coś warte,

Co wygładzone i utarte,

Ale, że walor jest widomy156

W tym, co wyrasta nad poziomy...

Dawniej, powiadam, aż po wiek

Członkiem kościoła bywał człek,

Dziś każdy śpiewa na swą nutę,

Stosunki z państwem ma nadpsute,

Przeto tak trudno dziś od głowy

Ściągać podatek równościowy,

Jako i inne też pobory;

Kościół dzisiejszej, widzisz, pory

Nie jest nakryciem dla wszech głów!

BRAND

Co za rozległe horyzonty!

PROBOSZCZ

Tylko bez trwogi! Tylko znów

Nie tracić wiary!... Prawda! Mąty

Panują dzisiaj wprost zbrodnicze!

Ale ja zawsze na to liczę,

Że jest nadzieja, gdzie jest życie!

Ten akt dzisiejszy w pańskim bycie

Tak jest doniosły, że tym bardziej

Pan obowiązkiem nie pogardzi

I odda państwu swe usługi

Tak, jako żaden człowiek drugi.

Tylko reguła, tylko miara

Wiedzie do celu! Rzecz to stara,

Że, jeśli człowiek ją podepce,

To nasze siły, jako źrebce,

Wyrwą się wraz poza granice

Wszelkiej tradycji i na nice157

Wszystko wywrócą, niszcząc krwawo,

Co li spotkają... Jedno prawo

Niech nam porządek wszelki niesie:

W sztuce to prawo szkołą zwie się,

A w naszej armii, ile pomnę,

Zowie się prawo to ogromne

Trzymaniem kroku. To jest słowo!

I państwo czuć się będzie zdrowo,

Gdy ten jedyny cel swój zoczył

Nie lubi ono, gdy wyskoczy

Żołnierz z szeregu poza linię,

I marsz na miejscu także ninie158

Bywa zbyteczny. Rzecz to znana:

Takt jednakowy dla kolana

I równy krok dla każdej nogi —

To mądrość państwa, panie drogi!

BRAND

Orłom rynsztok dać wypada,

A szczyty gór dla gęsi stada!

PROBOSZCZ

Człek nie jest zwierzę, z łaski nieba!

A, gdy poezji mu potrzeba,

Kiedy mu zechce się legendy,

W Biblii ich dosyć znajdzie wszędy!

Bo, poczynając od stworzenia

I dalej, aż do objawienia,

Tyle porównań w niej się mieści,

Tyle obrazów, przypowieści

Roi się tu, aż za bogato.

Dzisiaj przypomnę — dajmy na to —

W jakim to wieżę Babel159 trudzie

Chciano budować. Biedni ludzie,

Los ich był straszny! A powody?

Ot, nie umieli uczcić zgody,

Ot, nie umieli — rzeknę przytem —

Wspólnym popłynąć w dal korytem,

Każdy przy swoim idiomie

Wzdyć się upierał — i w ten sposób

Rój poszczególnych powstał osób,

Miast społeczności... Tak, widomie

Ta przytoczona baśń przemądra

Jest by łupina tego jądra,

Które powiada: człek się gubi,

Jeśli z innymi żyć nie lubi!

Kogo chce obrać Bóg z wesela,

Temu naturę On przydziela

Indywidualną... Rzym

Zwykł mawiać był o człeku tym,

Że ukarali go bogowie,

Mieszając rozum jemu w głowie.

Człowiek samotny, a szalony —

To wszystko jedno! Przeto płony

Wypitek ludzi, na swą rękę

Pragnących działać... Sos w podziękę

Ten sam im, widzisz pan, przypadnie,

Jak Uriaszowi160, co go zdradnie

Ongi król Dawid wypchał w posły.

BRAND

Jakiebykolwiek stąd wyrosły

Klęski, ja końca się nie boję

Przez śmierć... A pewne są li twoje

Sądy, że, wspólną mając mowę

I myśli wspólne, tę budowę

Byliby wznieśli aż do nieba?

PROBOSZCZ

Co? Aż do nieba? Nie! Nie trzeba.

Tak się zapalać! To nikomu

Wzdyć się nie uda, do ogromu

Tego nie dorósł nikt! To baśnie!

Dalsze jest jądro, jak najjaśniej

Mówiące o tym, że to na nic

Budować aż do gwiezdnych granic!

BRAND

Nad gwiazdy sięgał swą drabiną

Jakub i ludzkie też tęsknoty

Powyżej gwiazd w przestworach giną.

PROBOSZCZ

O, na ten sposób? Panie złoty!

Juści, do nieba zawsze wiodły

Cnotliwe czyny, święte modły;

Lecz, kto chce życie łączyć z wiarą,

Nie czyni mądrze żadną miarą;

Ciężka robota przez dni sześć,

Siódmego trzeba serce wznieść.

Kościół, w powszedni dzień otwarty,

Panie, to tylko puste żarty!

Cóż na niedzielę pozostanie?

Skutek mieć będzie twe kazanie,

Gdy rzadka poda je godzina,

Niby rzadkiego kubek wina.

Religii, panie, jak i sztuki,

Nie trza rozwadniać! To nauki

Rdzeń jest wszelakiej! Z swej ambony

Widzisz pan, na coś jest stworzony,

Z niej na ideał patrzysz swój!

Lecz, gdy z niej zejdziesz, księży strój

Gdy złożysz z siebie, wówczas wcale

Nie myśl o swoim ideale!

Przewodnią tylko ta zasada,

Której wciąż trzymać się wypada:

Ucz ograniczać się, mój człecze!

Przyszedłem wziąć cię w swoją pieczę,

Byś stał się wierny tej zasadzie.

BRAND

Nie! Ja w te dusz państwowych kadzie

Sypać nie będę ziarn z swych kiosków.

PROBOSZCZ

A jam do innych przyszedł wniosków,

Jeno dla pana tu nie pole!...

Panu trza w górę — tę miej wolę!

BRAND

O tak, mnie trzeba w górę po to,

Byście mnie zepchnąć mogli w błoto!

PROBOSZCZ

Wywyższon będzie — tak jest w świecie —

Kto się poniża... Żaden przecie

Szpak nie przemówił, zanim w pierze

Nie porósł, panie! Radzę szczerze!

BRAND

Kto wam potrzebny, tego wprzódy

Zabić musicie!...

PROBOSZCZ

Pańskie złudy!

Panu się zdaje... Pan się boi...

BRAND

Tak! Umaczajcie dłoń w krwi mojej!

Na to zgnilizny waszej łoże

Człek li umarły upaść może!

PROBOSZCZ

Psu bym nie puścił krwi, a panu?

Tylko, tak wedle mego stanu,

Chciałem przedstawić one drogi,

Które mnie wiodły w raj ten błogi

Mojego szczęścia...

BRAND

Śmieszne dzieje!

Pan chcesz, by, skoro kur zapieje

Twojego państwa, ma się dusza

Zaparła tego, co mnie wzrusza?

PROBOSZCZ

Zaparła? Bracie!... Grunt to grząski!

Wskazałem ci na obowiązki!

Połknij pan wreszcie światoburcze

Swoje zapędy, które kurcze

Ludziom sprawiają! Ten swój wszytek

Zapał na własny miej użytek,

A tylko schowaj go pod klucz!

Śnij sobie, śnij, sam siebie ucz,

Tylko nie wychodź z tym przed tłumy:

Mszczą uporczywe się rozumy!

BRAND

Tak, lęk przed karą, chęć korzyści

Kaina161 znak najoczywiściej

Na twoim czole dziś wybiły.

W powszednim jarzmie trawiąc siły,

Dawno zabiłeś w duszy swej

Wszelkie szlachectwo!

PROBOSZCZ

do siebie

Ejże, ej,

Już na „ty” zeszedł!... To zbyt śmiało!

Może by wreszcie wypadało

Skończyć te spory!...

głośno Pan po trosze

Może pojmuje, że ja proszę,

Abyś pan wszedł nareszcie w siebie,

Jeżeli pragniesz na tej glebie

Mieć powodzenie, no, i zda się,

W sam raz zrozumiesz, w jakim czasie

Pan dzisiaj żyjesz — że nie złowi

Szczęścia, kto chce przeciw prądowi

Płynąć upornie... Wyjdźmy z lasu:

Czyż śmią obrażać ducha czasu

Nasi artyści? Cóż pan rzecze:

Nasi żołnierze czyż dziś miecze

Dobędą z pochwy, które ostrza

Mają naprawdę? Nie! Najprostsza

Ta jest zasada: temu służ,

Czyj zjadasz chlebik — ot, i już!

Swe „ja” swobodnie chcieć rozwijać,

Wywyższać siebie, tłum pomijać —

Tego nie wolno! Szczęście sprzyjać

Będzie ci, panie, jeśli skromnie

Pójdziesz z innymi! Tak, co do mnie

Zawsze to jedno ci nadmienię,

Iż to dzisiejsze pokolenie

Prze — jak wójt mówi — ku ludzkości.

Cóż to byś miał za możliwości,

Przyjmując wszystko nieco prościej,

Niby po ludzku! Więc do ręki

Hebel i ściosać wszelkie sęki!

Dopiero, gdy się pan ogładzi,

Wejdzie na drogę, którą radzi

Chodzimy wszyscy, wówczas, panie,

Z twej pracy wielki zysk powstanie.

BRAND

Precz stąd! O, precz stąd!

PROBOSZCZ

Jakbym zgadł!

Panu potrzebny szerszy świat!

Lecz w kole wielkim, czy też małem,

Pan musisz naprzód z duszą, z ciałem

Wleźć w mundur czasu!... Tak, kaprala

Potrzeba kija, aby fala

Umiała zacnie maszerować.

Kapral dziś wodza ideałem!

Jak on prowadzi do kościoła

Kupę swych ludzi, tak ty zgoła

Kupą wspólnotę swoją prowadź

W bramy wspólnego raju... Prawa

Wiara wszystkiego jest podstawa;

Pan masz powagę, twa powaga

Wsparta na studiach, więc wymaga,

By jej słuchano! Jak potrzeba

Objaśniać wiarę — wielkie nieba! —

Znajdziesz to, bracie, w rytuale;

Wszystko ci pójdzie gładko wcale162!

Ja się nie lękam! Nie upłynie

Zbyt dużo wody! Tak, jedynie

Męstwa potrzeba... Na to liczę!....

A teraz trochę się poćwiczę

W głośnym gadaniu sam, w kościele.

Coś rezonansu aż za wiele,

Aż żenująco!... W naszym kraju

Taki rezonans nie w zwyczaju!

Więc do widzenia!... O rozterce,

Rozpierającej ludzkie serce,

Będę dziś mówił, i, jak boży

Obraz zacierać się nie trwoży

Człowiek — lecz teraz, bracie miły,

Trochę pokrzepić trzeba siły.

odchodzi

BRAND

przez chwilę zatopiony w myślach, jak skamieniały

Zali to dzieło nie porwało

Wszystkiej mej doli, jak lawina?

Komu dziś służysz, moja chwało?

słychać głos trąby

Ten pusty dźwięk ci przypomina.

Jeszczem ja nie wasz! Nie! Te ściany

Pełne są mojej krwi wylanej!

Z mojego szczęścia te wiązadła,

Lecz dla was dusza ma przepadła!

Strasznie samotnym być na świecie.

Gdzie tylko spojrzę: śmierć!... O, nieba!

Strasznie! Kamienie mi dajecie,

A ja tak łaknę chleba, chleba!

Okrutną prawdę rzekł ten człowiek,

Lecz cóż odkryły mi te słowa?

Gołąbka boża wciąż się chowa,

Nie rozwarła mi dotąd powiek,

Ach, jedno serce, równe w wierze,

A do wybranych już należę!...

Ejnar blady, wynędzniały, w czarnym stroju, przechodzi drogą i staje, ujrzawszy Branda

BRAND

z krzykiem

Ty — Ejnar, ty?!

EJNAR

Tak ja się zowię!

BRAND

Nie zamknąć tego w jednym słowie,

Jak chciałem człeka w tej niedoli!

Chodź do mej piersi! Pierś ta boli!

EJNAR

Nie trzeba mi spoczywać na niej,

Jam już zawinął do przystani.

BRAND

Czy żal masz do mnie za spotkanie

Nasze ostatnie?

EJNAR

Nie! Ja za nie

Potępić ciebie dziś nie mogę —

Wszakżeś mi tylko zaszedł drogę

Rozkoszy świata, ty, narzędzie

Samego Boga... Więc nie sędzię

Widzisz...

BRAND

cofając się

Jak mówisz?

EJNAR

Jak ja mówię?

Głosem spokoju. Kto obuwie

Grzechów swych złożył, czując skruchę,

Ten serce swoje, dawniej głuche,

Nauczył mówić w taki sposób.

BRAND

Dziwne! Od wieluć163 ja tu osób

Słyszałem rzeczy — bez ogródki

Mówiąc — wręcz inne!

EJNAR

Tak, to skutki

Pychy, upartej wiary w siebie.

Długom ja w świeckiej tkwił potrzebie;

Świat, jego puste, płone164 sprawy,

Sztuka, robiąca tyle wrzawy,

To wszystko sidła, co w szatana

Moc mnie popchnęły... Nieprzebrana

Jest łaska Boga: On z wysoka

Nie spuszczał słabej owcy z oka,

Do prawdziwego pomógł celu.

BRAND

A w jaki sposób?

EJNAR

W jeden z wielu...

Widzisz, popadłem — — tak!...

BRAND

Popadłeś?

W co?

EJNAR

W grę i picie!... Że nie zgadłeś!

Wino podsunął mi i kości!

BRAND

Tego chciał, myślisz, w swej miłości

Pan nasz?

EJNAR

To pierwszy do ratunku

Krok był. — A później byłem chory,

Straciłem chęć tej samej pory

Do malowania, do rysunku...

Znikła wesołość — do szpitala

Potem zanieśli... i tu, z dala,

Widzisz, od świata poleżałem.

Gorączka rosła... nad mym ciałem

Tysiące wielkich much... Tak ma się

Rzecz, widzisz, ze mną... Tak, po czasie

Znowum wyzdrowiał... przeszedł ostry

Ból mój — i wtedym poznał siostry,

Było ich trzy, co w służbie Boga

Chodzą i uczą — teologa

Takżem jednego miał przy sobie —

Im to zawdzięczam w tej chorobie,

Żem się odsunął precz od świata,

Że spadła ze mnie grzechu szata,

Że, z dróg zeszedłszy złych, po świecie

Chodzę tu dziś jak boże dziecię.

BRAND

Więc tak?...

EJNAR

A tak... Tak ścieżka płynie

Po wąskiej grani, po dolinie.

BRAND

A potem?

EJNAR

Potem? Bóg miał zgoła

Wstrzemięźliwości apostoła

W mojej osobie. Lecz od człeka

Pokusa nigdy nie ucieka,

Więc też zerwałem z tym zawodem

I dzisiaj pragnę kroczyć przodem,

Jako misjonarz.

BRAND

W które strony?

EJNAR

Do brzegów Nilu krok zwrócony...

Przestańmy gadać — W tym momencie

Pragnę...

BRAND

Wziąć udział w naszym święcie?

Obchodzim dzisiaj...

EJNAR

Nie! Iść muszę,

Gdzie mnie wołają czarne dusze...

Żegnam...

chce odejść

BRAND

Czyż żaden brzask wspomnienia

Nie budzi w tobie ani cienia

Chęci do pytań?

EJNAR

O co?

BRAND

O tę,

W której by skargi i tęsknotę

Zbudziła rysa ta, co dzieli

Niegdyś od dzisiaj...

EJNAR

Ach, czy nie tę

Na myśli młodą masz kobietę,

Co mnie więziła, nim kąpieli

Wiary zaznałem, w grzesznej sieci?

Znalazłaż światło, które świeci

Ku drodze prawdy?

BRAND

Żal głęboki

Pozostawiła — przez te roki

Była mi żoną...

EJNAR

Takie sprawy

Nie są istotne. Mnie, łaskawy

Panie, o ważne idzie rzeczy.

BRAND

Radości, bóle — los to człeczy...

Niebawem było nas już troje,

Lecz trzecie poszło, dziecko moje...

EJNAR

To nieistotne.

BRAND

Co? I to nie?

EJNAR

Powiedz, jak zeszła w grób?

BRAND

W koronie

Promiennej wiary w zorzę ranną,

Z jasnością w sercu nieustanną,

Z wolą, do końca już niezłomną,

Z wdzięcznością zeszła przeogromną

Za to, co życie jej tu dało

I co jej wzięło...

EJNAR

To za mało!

Puste frazesy!... Ja cię o to

Pytam, jak z wiarą jej?

BRAND

Jak złoto!

EJNAR

W kogo wierzyła twoja żona?

BRAND

W Boga.

EJNAR

Li w niego? Potępiona!

BRAND

Co? Potępiona?

EJNAR

Tak! Niestety!

BRAND

spokojnie

Odejdź, ty — licho!

EJNAR

A i ciebie

Szatan w czeluściach swych pogrzebie!

Tak, i ty, wzorem tej kobiety,

Umrzesz na wieki!

BRAND

Rzucasz klątwy,

A życie twoje kał i mątwy!

EJNAR

Na sukni mojej nie ma plam!

Ja z balii wiary czystość mam,

Jać to w miednicy cnej świętości

Z kału obmyłem swoje kości!

Tak, tak! Kijanki165 przebudzenia

Z Adamowego, patrz, odzienia

Brud mi już wszystek wyklepały!

Dzięki mydlinom modłów biały

Jestem, jak komża.

BRAND

Fe!

EJNAR

Fe na cię!

Świat czuć już siarką, miły bracie!

Jam pszenne ziarno w sicie Pana,

Ty jako plewa z ziem wysiana.

znika

BRAND

patrzy chwilę za nim, naraz wzrok jego się zapala i wyrzuca z siebie te słowa

Ten musiał przyjść, by swymi słowy

Zbawić mnie! Teraz te okowy

Prysły ostatnie! Od tej chwili,

Choćby mi wszyscy grób żłobili,

Będę już sobą!

WÓJT

wchodzi pośpiesznie

Księże miły,

Trzeba się śpieszyć, zebrać siły,

Nie można żądać od tysięcy,

By cierpliwości mieli więcej!

BRAND

Niech się więc stanie...!

WÓJT

Co? Bez pana?

Trzeba się śpieszyć. Już zebrana

Cała procesja. Twoją chwałę

Głosząc, lud sunie, jak nabrzmiałe

Śniegiem potoki, ku plebanii!

W górę głos płynie z pełnej krtani:

„Dajcie nam księdza! Gdzie jest ksiądz?”

Więzić nie trzeba takich żądz,

Bo inaczej nasza dziatwa,

Do zbytecznych dąsów łatwa,

Wziąć gotowa się do dzieła

Nie po ludzku... Idźże do niej!

BRAND

Nie poniosę wolnej skroni

Między tłumy! Pozostanę

Tutaj!

WÓJT

Rzeczy niesłychane!

Ksiądz oszalał!...

BRAND

Wasza droga

Jest za ciasna!...

WÓJT

Lecz, na Boga!

Czyż ta droga się rozszerzy,

Kiedy taki tłum tu bieży?

Co za napór!... Co pan powie —

Proboszcz z kominiarzem w rowie!

Zepchnięto ich! Gdzie powaga?!

Biczem niech ich ksiądz wysmaga,

Gdy potrzeba! Nie zdziałamy

Nic! Przerwane wszystkie tamy!

Procesyja poszła wspak!

Tłum wpada w dzikim zamęcie, przerywa uroczystą procesję i toruje sobie drogę ku kościołowi

KILKA GŁOSÓW

Brand!

INNI

wskazując na schody kościoła, na których stoi Brand, wołają

O, tam on!

ZNOWU INNI

Dajże znak!

Czas rozpocząć!

PROBOSZCZ

wciśnięty w tłum

Zmitygujcie

Tłum ten dziki, panie wójcie!

WÓJT

Ja bezradny tutaj jestem.

BAKAŁARZ

do Branda

Jednym słowem, jednym gestem

Uspokójże, Brand, tę burzę!

Zło czy dobro, co nas czeka?

Objaśnijże dziś człowieka!

BRAND

Przecież w tej leniwej chmurze

Ozwał huk się niezwyczajny!

Posłuchajcie! U rozstajnej

Wyście drogi... Ludzie muszą

Chcieć nowiny całą duszą!

Wszystek wynieść gruz potrzeba

Z serc, jeżeli ma do nieba

Strzelający gmach się wznieść,

W którym nowa mieszka treść.

GŁOSY URZĘDNIKÓW

Ksiądz oszalał!

GŁOSY KSIĘŻY

On zwariował!

BRAND

Tak, tak! Samem wypiastował

Oną złudę, że tu człowiek

Nie odwraca swoich powiek

Ode prawdy i od ducha!

Ja myślałem, że wysłucha

Bóg mej prośby — sercem całem

O wasz los z nim handlowałem!

Jam Mu kłamał prosto w twarz!

Zbyt jest ciasny kościół nasz,

Więc powiększyć go w dwójnasób,

Lub w trójnasób! Starczy zasób!...

Tak zeszedłem z światła lic,

Swoje „wszystko albo nic”

Porzuciłem, by złowrogą

Kompromisów zdążać drogą!

Złudziła mnie jego moc,

W mych ciemności głuchą noc

Spłynął Sądu straszny głos!

Z strachu zjeżył mi się włos!

W sercu, w grom ten zasłuchanem,

Jako Dawid przed Natanem166,

Stałem, tracąc wszystkie zmysły!

Teraz me wątpienia prysły!

Teraz ciebie znam ja, biesie:

Kompromisem Szatan zwie się!

TŁUM

z rosnącym niespokojem

Precz! Precz od nas jak najdalej

Ci, co tak nas zaślepiali!

BRAND

W własnym oku szukać belki!

Na się zwrócić gniew swój wszelki!

Siły swoje w tej szacherce

Straciliście! Swoje serce,

Swoje „ja” rozdrobniliście!

Zamiast mocy, oczywiście

Nicość dmie się w waszym bycie!

Przyszliście tu, bo wierzycie?

Puste dźwięki was przywiodły,

Grzmot organów, diackie167 modły,

Kaznodziejskie sztuczki, kruczki,

Gromy, szepty, śmieszne huczki,

Wywracanie domków z kart,

Cały kram ten licha wart,

Strzelający blichtrem czczym,

By się rozwiać w mgłę i dym!...

PROBOSZCZ

do siebie

Wójt ma za swe! Razik tęgi!

WÓJT

tak samo

Godne dostał proboszcz cięgi!...

BRAND

Chcecie tylko nowych świec,

Żadnych innych głębszych żądz!

I znów do dom, by się sprząc

Z troską, z męką, by znów lec

W kojcu tępych pragnień swych,

Aby znowu, ludzie biedni,

W pracy zaryć się powszedniej,

By ten blichtr wasz, ten wasz szych —

Księgę życia — ukryć na dnie

Ciemnej skrzyni, aż wypadnie

Wyjąć ją na święto nowe!

Gdzież te sny, co moją głowę

Rozpalały, gdym z ofiary

Pił kielicha? Kiedy, stary

Burząc kościół, przewspaniały

Chciałem wznieść przybytek chwały,

Co nie tylko miał być wiary

Naszej schronią, lecz w swe wnętrze

Miał zamykać przenajświętsze

Wszystko to, co z ręki Boga

Wzięło życie: wasza mnoga,

Ciężka praca, wasz spoczynek

W cichy wieczór, wasza trwoga

Snów tych nocnych, rozpłoniona

Radość krwi — ten cały młynek

Trudów dziennych, ten śród łona

Ból i smutek, to wesele —

Wszystko miało w tym kościele

Znaleźć przystań... Szalejący

Huk potoku, w dal gdzieś niknący,

Wodospadu dzikie wrzenie,

Strącające w głąb kamienie,

Żlebów grań w podłożu skał,

Wskroś żłobiący straszny zwał,

Rozkłócone burz podmuchy,

Głębin morza łoskot głuchy,

Co o brzegi się druzgoce —

Wszystko miało spłynąć weń,

W ten przybytek z falą brzmień

Zlać organnych swoje moce,

Z ludzką miało zlać się pieśnią! —

Tym ja dziełem gardzę! Cieśnią

Jest li marną a rozsadza

Go li kłamu wstrętna władza!...

W duchu dziś już dojrzał on,

By się rozpaść, zwiędły plon

Waszej marnej, lichej woli!...

Tak się kończy na tej roli

Wszelki wzrost, bo wasze plemię

Wciąż odgradza biedną ziemię

Tak, od Boga!... Przez dni sześć

Wciąż myślicie, jak by wznieść

Jego sztandar, by nie prędzej,

Jak w niedzielę, ponad nędzy

Waszej potem zalśnić mógł!...

GŁOSY TŁUMU

Powiedź nas śród nowych dróg,

Wywieś sztandar nad te niwy!

PROBOSZCZ

Nie chrześcijanin on prawdziwy!

Nie słuchać go! Zginąć musi!

BRAND

Od ciebie się nawet głusi

Uczą, czym nasz wieczny spór,

I że lichy wielce twór

Wiara, w której nie ma duszy!

Któż nią jest i kogoż wzruszy

Brak jej? Komuż żal jej — powiedz —

Odtąd, kiedy go manowiec

Porwał błędny? W więzach chuci

Szczurołapów nędzny łup,

Każdy z was to istny trup,

Uszu swoich już nie zwróci

Na głos życia! Wy spaleni,

Jako liście na jesieni,

Tańczycie przed arką bożą!

Gdy kalecy, chromi włożą

Do garnuszków kwiat ostatni,

Wówczas cały tłum wasz bratni

Rozpoczyna swoje modły,

Wówczas ci on ze spokojem

O zbawieniu myśli swojem!

Tłum to nędzny, tłum to podły,

Czymż on innym, niźli zwierzę?

Do bram łaski on się bierze,

Szukać Boga wówczas idzie,

Gdy się równa — inwalidzie!

Jego władztwo też kostnieje,

Bo czyż można — jasne dzieje —

Zmienić ziemi tej koleje,

Kiedy berło swej potęgi

Wznosi ponad niedołęgi,

Ponad same zwiędłe duchy?

Wszak ci prawda: nie dziad kruchy,

Tylko zdrowy kwiat młodości,

W którym krew gorąca płynie,

Może zostać — on jedynie! —

Dziedzicem niebiańskich włości!

Targi tu nie znaczą nic!

A więc, ludzie świeżych lic,

W których życia wre ochota,

Wchodźcie w wielki chram168 żywota!...

WÓJT

Więc otwierać!...

TŁUM

krzyczy, jak gdyby w trwodze

Nie te wrota!

BRAND

Nie! Nasz kościół jest bez końca!

Posadzka — to o blaskach słońca

Roześmiane łąki wonne!

Widnokręgi to przestronne,

Pola, fiord ten, głębia morza —

To świątynia nasza boża

Pod błękitnych nieb sklepiskiem!

Tam niech spełnia się twe dzieło!

Tam ci ono nie zginęło!

Uszom, oczom Boga bliskiem

Będzie ono wieków wiek!

A niechaj nie myśli człek,

Że czymś skazi ten przybytek!

On pokryje świat nasz wszytek,

Jako pień pokrywa kora!

Przezeń przyjdzie taka pora,

W której wiary spór z żywotem

Zginąć musi... Naszym potem

Zlane, ciężkie dni powszednie

Ze Zakonem169 stworzą jednię

I z nauką... Trud poziomy170

I gwiaździstych snów ogromy,

Przy choince radość dziatek

I przed Arką171 — na ostatek —

Taniec święty z Jego wolą

W jedną całość się zespolą!

przebiega, jak burza, wśród tłumu; niektórzy się cofają, przeważna część gromadzi się naokoło niego

TYSIĄC GŁOSÓW

Gwiazdą lśni nam śród rozgłosu

Jednym: żyć i służyć Bogu!

PROBOSZCZ

Wszyscy za nim! Hej! Ratujcie!

Kominiarzu, sędzio, wójcie!

Hej! Odbierzcie mu ten połów!

WÓJT

po cichu

Czyż to ze mnie zganiacz wołów —

Za rogi go nie ułapię!

Niechże on się wprzód wysapie.

BRAND

do tłumu

Może li tu być nasz Bóg?

Nie! Więc dalej! Precz z tych dróg

Na słoneczny łan swobody,

Kto jest żyw tu, kto jest młody!

zamyka bramę kościoła i zabiera pierścień z kluczami

Ja tu już nie księdzem wam!

Darowałem ja ten chram —

A ten pierścień niech zabierze

On li jeden!...

rzuca go do potoku

Jeśli cię, służalcze zwierzę,

Jeśli cię to, synu prochu,

Nęci, wciśnij się do lochu,

Przygarb się do samej ziemi,

Pełzaj w mroku i choremi

Ziej płucami — suchotnicze

Niech ci krople na oblicze

Występują!...

WÓJT

cicho, z ulgą

Diabli wzięli

Jego order.

PROBOSZCZ

podobnie

Coraz śmielej!

Dobra gratka dla biskupa!

BRAND

Młodzi! Żywi! Rzucić trupa!

Te żywota silne dłonie

Niechże wam obetrą skronie

Z padolnego prochu! Dalej!

Obyście wykorzystali

Dzień dzisiejszy! Raz wy przecie,

Odrodzeni już, zerwiecie

Z kompromisów nędznym duchem!

Moc rozbudźcie w sercu głuchem.

Niechaj siła w was zagości,

Otrząśnijcie się z słabości,

Z połowicznej wszelkiej żądzy!

Odepchnijcie od wrzeciądzy

Waszych bram szatański płód —

Niech z nim wojnę stoczy lud!

WÓJT

Buntu ja odczytam akta!

BRAND

Czytaj! Depcę wszelkie pakta!

TŁUM

Wskaż nam drogę! Wywiedź stąd!

BRAND

Tak, nowego życia łowce,

Kroczyć będziem przez lodowce,

Gdzie słoneczny świeci ląd!

Zrywać będziem więzy dusz,

Kalający strząsać kurz,

Nowych kształtów tworzyć wzory,

Precz odpędzać senne zmory!

Tak, od Boga my wybrani,

Będziem męże i kapłani,

Bić monetę świeżej chwały,

Zmieniać w kościół kraj ten cały!

Tłum, a śród niego Kościelny i Bakałarz, gromadzi się naokoło Branda. Mężczyźni podnoszą go na ramionach do góry

TŁUM

Wielki nastał dzisiaj czas!

Wielkie rzeczy są śród nas!

Tłum ludzi odpływa przez dolinę w górę; Kilku pozostaje

PROBOSZCZ

za odpływającym tłumem

Zaślepieńcy, gdzież to, gdzież?

Śród szatańskich zginie leż,

Kto zaufa jego słowu!

WÓJT

A wróćcie się! Cóż to znowu?!

Tak was skóra świerzbi? Przecie,

Ludzie, zważcie: tam zginiecie!

Nie chcą słuchać te psubraty!

GŁOSY LUDU

Wzniesieni wyżej, zmienim światy!

WÓJT

Któż się oprzeć nędzy może,

Gdy nie pasie, gdy nie orze?!

GŁOSY

Na głos ludu nieustanna

Z bożych rąk spływała manna!

PROBOSZCZ

Czy słyszycie żon swych skargi?

GŁOSY

z daleka

Nie wchodzimy z nikim w targi!

PROBOSZCZ

Zlitujcie się nad dziatkami!

CAŁY TŁUM

Przeciw nam jest, kto nie z nami!

PROBOSZCZ

stoi chwilę z załamanymi rękami i mówi bezradny

Pozbawiony swego stada,

Z krzykiem trwogi: biada! biada!

Gdzież się pasterz wasz przytuli,

Snać obnażon do koszuli?

WÓJT

grozi w kierunku Branda

Łuk się złamie! Złe napięcie!

Łowco, myśl o testamencie!

PROBOSZCZ

prawie z płaczem

Cóż — testament?!.... Ci zgubieni!

WÓJT

Męstwa! Wszystko się przemieni!

Nie trać wiary! Na manowce

Nie schodź, wszakże znasz swe owce!

(idzie za ludem)

PROBOSZCZ

Czyż naprawdę on by biegł

W ślad za nimi?... Zacny człek!

I mnie raźniej jest na duszy!

Pójdę również! Może wzruszy

Tłum się, może nasza siła

Jeszcze go nie utraciła?

Klacz osiodłać — tęgi stwór,

Co przywykły jest do gór!

odchodzą wszyscy

Przy najwyższym, do wsi należącym, szałasie.

Krajobraz górzysty — wgłębi wielkie płaskowzgórze. Do góry pnie się Brand, otoczony tłumem Mężczyzn, Kobiet i Dzieci

BRAND

Patrzcie przed siebie! Tryumf przed nami!

Wieś już zginęła poza wierchami!

Tam: od opoki do opoki

Mgieł się rozścielił wał szeroki,

Cóż cię obchodzi mgła rozsiana?

Swobodnie dąż, ty ludu Pana!

JEDEN Z MĘŻCZYZN

Nie może już mój ojciec stary.

INNY

Głód ja tu czuję, głód bez miary!

KILKU

Wprzódy nas posil, daj nam chleba!

BRAND

Naprzód! Tę górę przebyć trzeba!

BAKAŁARZ

A jaka droga?

BRAND

Każda z wielu,

Byle zawiodła nas do celu

Prosto i prędko! Tędy! Tędy!

JEDEN Z MĘŻCZYZN

Na nic tu wszelakie rozpędy,

Droga zbyt stroma! Nie ma mowy,

By kto przed nocą doszedł zdrowy!

BRAND

Najstromsza droga zawsze bywa

Także najkrótszą!...

JEDNA Z KOBIET

Ledwiem żywa!

Słaby jest, patrz, mój synek drogi!

INNA

Pokaleczyłam sobie nogi!

TRZECIA

Wargi mam spiekłe, całkiem chore!

BAKAŁARZ

do Branda

Wierze jej nową daj podporę!

WIELE GŁOSÓW

Spełnij cud jaki! Spełnij cud!

BRAND

Moc wam służalczy zabrał trud!

Przed dziełem już nagrody chcecie!

Zrzućcie śmiertelną słabość z siebie,

Lub niech was dawny grób pogrzebie!

BAKAŁARZ

Słusznie! Nasamprzód trzeba przecie

Skończyć swą pracę, a zaś potem

Uraczyć się nagrody złotem.

BRAND

Tak, jak podnosi Bóg swe dłonie

Nad ziemski łan, nad morza tonie!

WIELE GŁOSÓW

On prorokuje!

KILKA GŁOSÓW

Powiedz, księże,

Gorący będą bój wieść męże?

INNI

Czy bój to długi? Bardzo krwawy?

JEDEN Z MĘŻCZYZN

Silneż są wrogów naszych ławy?

BAKAŁARZ

po cichu

Ja chyba życia nie narażę!

INNY Z MĘŻCZYZN

Cóż ja otrzymam za to w darze?

JEDNA Z KOBIET

Chyba nie umrze syn mój?

KOŚCIELNY

Czy my

Jeszcze przed wtorkiem zwyciężymy?

BRAND

O co pytacie?

KOŚCIELNY

Księże mój,

Naprzód: jak długo potrwa bój?

Potem: co tracim przezeń? Wreszcie:

Co zyskujemy?

BRAND

ogląda się z rozpaczą wokoło

A więc, bracie,

O to wy mnie się dziś pytacie?

BAKAŁARZ

Tak jest! Mężowi i niewieście

Wszelkiej odpowiedzi daj! My, panie,

Dotąd nie wiemy, co się stanie.

BRAND

oburzony

Wnet się dowiecie z moich słów!

TŁUM

skupia się naokoło niego

Tak! Chcemy wiedzieć! Gadaj! Mów!

BRAND

Jak długo bój ten będzie trwać?

To pragnie wiedzieć moja brać?

Aż po ostatnie serca bicie,

Aż kielich ofiar wychylicie,

Aż pozrywacie wsze172 umowy,

Aż woli waszej napór zdrowy

Już wam na zawsze zamknie drogę,

Już nie da wam odwracać lic

Od hasła: „Wszystko albo nic”! —

Co utracicie?... To rzec mogę:

Wszelkiej gnuśności miękkie łoże,

Wszelką służalczych lat obrożę,

Połowiczności już bałwana

Czcić nie będziecie, gnąc kolana! —

Co zyskujecie? Ducha jednię

I czystość woli, niepowszednie

Zasoby wiary i ofiarność,

Co, się nad trwogi wznosząc marność,

Najcięższe trudy ponieść zdoła!

Wieńce cierniowe na swe czoła

Pozyskujecie! Takie oto

Będzie nagrody waszej złoto!

TŁUM

śród szalonego wrzasku

Zdradził! Któż będzie jeszcze zwlekał?!

BRAND

Nic wam innegom nie przyrzekał...

KILKU

Zwycięstwemś łudził, zaszczytami,

A o ofiarę ty się z nami

Teraz targujesz!...

BRAND

Tak, zwycięstwo

Obiecywałem dać za męstwo!

I kto z was zechce, ten ci będzie

Zawsze zwycięzcą! Lecz kto w rzędzie

Pierwszym tu kroczy, ma być gotów

Paść, jeśli trzeba!... Do helotów173

Niech idzie ten, niech złoży bronie,

Kto nie chce na tym się wygonie

Potykać mężnie! W ręce wraże

Przechodzi sztandar, przy sztandarze,

Kogo lęk nadgryzł, blady jad,

Ten już naznaczon, zanim padł!

TŁUM

Prawo do życia on nam skraca

Dla pokolenia, które jeszcze

Na świat nie przyszło!

BRAND

To wam wieszczę,

Że Kanaanu174 słodka płaca

Czeka li huf, co paść gotowy!

Przez śmierć do zwycięstw! Tymi słowy175

Duch mój rycerzy Pańskich woła.

KOŚCIELNY

Zważywszy wszystko, rzecz wesoła:

We wsi jesteśmy, jak wyklęci —

BAKAŁARZ

Wracać nie można, to w pamięci!

Trzeba mieć dzisiaj —

KOŚCIELNY

A co dalej?

KILKA GŁOSÓW

Ubić go! Ubić!

BAKAŁARZ

To się chwali,

Lecz gdzie nam szukać przewodnika,

Gdy wokół taka burza dzika!

KOBIETY

wskazując przerażone na drogę

Proboszcz! Hu! Proboszcz!

BAKAŁARZ

Stary kiep!

Nie dajcie mu się brać na lep!

PROBOSZCZ

wchodzi w towarzystwie kilku ludzi, którzy nie poszli z Brandem

Moje owieczki, dziatki moje,

To ja, wasz pasterz, tutaj stoję.

BAKAŁARZ

do tłumu

Niech się tam lud już tak nie męczy!

O, chodźmy tu, za grzbiet przełęczy.

PROBOSZCZ

Ach! Mogłem w was się tak pomylić?

Mam przez was kielich ten wychylić?

Przez was mam czuć tę ranę w boku?

BRAND

Czyż on nie ranił was co roku?

PROBOSZCZ

Nie słuchajcie go! On was zwodzi!

KILKU

Tak! Prawdę mówi ksiądz dobrodziej!

PROBOSZCZ

Lecz my łagodni, przebaczamy

Tym, którzy skruchą mażą plamy.

o, chrześcijański luby bracie,

Patrz, jakie sidła on tu na cię

Zastawił dzisiaj! Patrz, twe serce

W jakiej pogrążył dziś rozterce

Czarnym podstępem!

WIELU

Siecią złud

Uwikłał ci on boży lud!

PROBOSZCZ

Potem, przyznacie sami przecie,

Kogoż wy tu oświecać chcecie,

Wy, urodzeni w tym zakątku!

Czyż do innego was porządku

Stworzył nasz Pan Bóg — czyż wielmoży

Chciał zrobić z was Wszechwładca boży?!

Czyż choć jednego uwolnicie

Z tej krępującej go obroży?

Ten trud powszedni, oto życie,

Które jest waszym dziś udziałem!

W tym utrapieniu swoim całem

Gdzież macie szukać dziś pociechy?

W tym, byście strzegli swojej strzechy!

Wy — światoburce? Niech przy zrębie

Swojego domu każdy stanie!

Między jastrzębie wam i kanie —

Tak, między kanie i jastrzębie

Chodzić w tej wielkiej waszej biedzie —

Pomiędzy wilki i niedźwiedzie?

O nie, owieczki, o me dzieci!

TŁUM

Z słów jego jasna prawda świeci!

KOŚCIELNY

My tam już dzisiaj nic nie mamy,

Myśmy zamknęli domów bramy,

Raz się zdobywszy na ten krok!

BAKAŁARZ

Zajął się nami, chciał nasz tłok

Oczyścić z grzechu! Snu już dość!

Tam, gdzie ma niby życie rość,

Dla przebudzonych dzisiaj dusz

Nie ma żadnego życia już!

PROBOSZCZ

Wszystko przeminie, nie najgorzej

Wszystko wam znowu się ułoży,

Tylko cierpliwie, a znów boski

Zjawi się mir176 do naszej wioski.

BRAND

Więc wybierajcie, wy, mężowie,

I wy, niewiasty!...

KILKU

Ani w głowie

Nam tu pozostać!

INNI

Nie! Nie! W górę!

W górę! Tam w dole dni ponure!

WÓJT

przybiega zdyszany

Szczęście, żem dognał was, jedyni!

KOBIETY

Niech nam wyrzutów pan nie czyni!

WÓJT

Jakie wyrzuty?! Tylko prędzej!

Nastał już koniec naszej nędzy!...

Mówię: nim jeszcze noc zapadnie,

Zbogacimy się ładnie, snadnie!

KILKU

Jak to?...

WÓJT

W fiordzie miliony177!

Ciąg ryb niezwykły, wprost szalony!

TŁUM

Co?

WÓJT

Każdy krok się nam opłaci!

Bogaci będziem, tak, bogaci,

Jeśli ich burza nie rozgoni!

Więc niechaj czasu nikt nie trwoni!

Głód nam dokuczać już nie będzie!

BRAND

Wybierajcie wójta lub orędzie

Boże!

WÓJT

Rozsądku słuchać trzeba!

PROBOSZCZ

Jakby nam cud zesłały Nieba!

Jak gdyby boski to był znak!

Wszystkom to widział we śnie — tak! —

Jeno178 myślałem, że to mara,

A teraz widzę, jak się stara

Sam Bóg!

BRAND

Poddając się, zaiste,

Stracicie łaski rzeczywiste!

WIELU

Ciąg ryb!

WÓJT

Miliony! Co za plon!

PROBOSZCZ

Obfity stół dla dzieci, żon!

WÓJT

Widzicie, szkoda tyle czasów

Tracić na rzecz daremnych kwasów,

Na spór z przemocą, który zgoła

Zwalczyć i proboszcz nasz nie zdoła!

Niechże się głupiec, gdy tak skory,

Troszczy o cudze, śmieszne spory!

Pan Bóg już sobie sam poradzi —

Twierdzę niełatwo kto rozsadzi!

Więc niech się próżno nikt nie biedzi,

Kiedy we fiordzie tyle śledzi!

Zarzućcie sieci swe spokojnie,

Męstwa nie trzeba, jak na wojnie,

Ni krwi — zwycięstwo będzie z nami,

Choć nie uczynim ofiar z siebie!

BRAND

Przykaz ofiary tej na niebie

Płomienistymi lśni głoskami!

PROBOSZCZ

Jeśli kto myśli o ofierze,

Jeśli go chęć ku temu bierze,

Toć do mnie droga niedaleka:

Ot, do niedzieli niech zaczeka!

WÓJT

przerywając

Tak! Tak!

KOŚCIELNY

po cichu do proboszcza

Kościelnym pozostanę?

BAKAŁARZ

po cichu

Czy mi nie będzie odebrane

Miejsce po wszystkim, co tu...

PROBOSZCZ

głosem stłumionym

Proszę

Mieć na maleńką reprymendę

Otwarte ucho, a po trosze

Wszystko się zrobi — jać nie będę

Sędzią zbyt srogim — a więc zgoda!

WÓJT

Dalej! Minuty każdej szkoda!

Trzeba się śpieszyć! Dalej! Dalej!

KOŚCIELNY

Każda się zwłoka klątwą zwali

Na nasze barki...

KILKU

A nasz ksiądz?

KILKU

Niech sobie idzie z Bogiem!

BAKAŁARZ

Chcąc

Albo też nie chcąc, przyznać trzeba,

Że w onych śledziach jest znak nieba!

KILKU

Łudził nas — istna zła pokusa!

PROBOSZCZ

Wiecie: nie wierzy już w Chrystusa!

Nawet „cum laude179” nie posiada...

KILKU

Cóż on posiada?

WÓJT

Trudna rada:

Niski charakter!

KOŚCIELNY

Tak, to człowiek

Widzi od razu!

PROBOSZCZ

Tak, on powiek

Nawet nie zamknął — owszem, starej

Matce dokuczać śmiał bez miary

W godzinie śmierci!...

WÓJT

Dziecko własne

Nieomal zabił.

KOŚCIELNY

Tak, to jasne:

W grób swą rodzoną wpędził żonę...

KOBIETY

Cóż to za plemię zatracone!

PROBOSZCZ

Tak, kiepski ojciec, mąż i syn!

Nie przeczyż tu nauce czyn?!

WIELE GŁOSÓW

Zburzył nam kościół!

INNI

Zamknął nowy,

Jako za mały — tak nas zwodzi!

ZNOWU INNI

Na głąb nas rzucił w wątłej łodzi!

WÓJT

Z wspaniałej okradł mnie budowy:

Z domu wariatów —

BRAND

Ta skroń wasza —

Widzę to dobrze już — ogłasza

Wieść mi zbyt jawną, wieść niekłamną,

Że nikt na szczyt nie pójdzie za mną!

Nikt nie zawoła: Dalej! Prowadź!

CAŁY TŁUM

ryczy

Ukamienować! Kamienować!

deszcz kamieni zmusza Branda do cofnięcia się w pustać skalną. Prześladowcy powoli wracają

PROBOSZCZ

O, moje dziatki! Me owieczki!

Już powracacie z tej wycieczki

W to porzucone chat pustkowie!

Wierzcie, że wyjdzie wam na zdrowie!

Nasz Bóg jest dobry, litościwy,

Niewinnej krwi niepożądliwy,

Łagodny również, jak nasz rząd,

Jakiego nie ma inny ląd.

A wasza zwierzchność — w pierwszym rzędzie

Pan wójt — dokuczać wam nie będzie!

A ja — Bóg na mnie jest łaskawy —

Li w chrześcijaństwie ludzkim sławy

Szukam — tak jest, my na wyżynie

Pragniemy w zgodzie żyć jedynie!

WÓJT

A jeśli jest gdzie jaka skazka,

Trzeba usunąć ją do diaska!

Gdy wróci wszystko w dom, co żyje,

Wybierzem zaraz komisyję,

Która ma zbadać, co się w treści

Naszej religii złego mieści.

Duchowna będzie w niej osoba

Jedna i druga, którą oba,

Ja i ksiądz proboszcz, wyznaczymy,

Nie obiecanki, nie czcze dymy!

Jeśli to ludzi uspokoi,

To do komisji wejdzie mojej

Także bakałarz i kościelny!

Dobór to jest, jak widać, dzielny!

Przeto obawiać się nie trzeba —

PROBOSZCZ

Niech wam za to wielkie Nieba

Wynagrodzą, bracia mili,

Że wasz pasterz dożył chwili,

Kiedy Pan Bóg spełnił cud,

By wybawić ten swój lud!

Dobrego połowu życzę!

Żegnam!

KOŚCIELNY

Tak, to mi oblicze

Chrześcijańskie!

BAKAŁARZ

Jest coś więcej

W nich, nie samo li krzykactwo!

KOBIETY

Delikatni, dla tysięcy

Tych przystępni!

INNE

Na prostactwo

Ludzkie patrzą, jak prostacy!

KOŚCIELNY

Nikomu nie plują w kaszę.

BAKAŁARZ

I nie same Ojcze-nasze

Tylko klepią!

Tłum schodzi z góry

PROBOSZCZ

do wójta

Nie inaczej —

Pan owoce wnet zobaczy,

Szanse nasze się podnoszą,

Boć, przyznajmy to z rozkoszą,

Jest potęga w świecie żywa,

Co reakcją się nazywa.

WÓJT

Moje dzieło, że ta cała

Krotochwila180 się rozwiała

Już w zarodku!

PROBOSZCZ

Tak, w tym kwasie

Cud najbardziej pomógł, zda się.

WÓJT

Cud?

PROBOSZCZ

A jakże! Ów ciąg śledzi.

WÓJT

nadyma się

Człek, jak może, tak się biedzi:

Oczywiście, kłamstwo.

PROBOSZCZ

Panie —?

WÓJT

A cóż robić? Byłem rad,

Żem na taki pomysł wpadł.

Może jest to ku naganie,

Lecz wie proboszcz, sytuacja...

PROBOSZCZ

Czasem w kłamstwie bywa racja,

Gdy konieczność tak wymaga...

WÓJT

A, gdy wszystko się ułoży

W jakiś ład i spokój boży,

Wszystko jedno, czy to blaga,

Czy też prawda zmogła181 czysta!

PROBOSZCZ

Ze mnie nie jest rygorysta.

patrzy w stronę skalnej pustaci

Czy nie Brand to tak się wlecze?

WÓJT

Nie kto inny!... Zacny człecze,

W samotnego się rycerza

Bawić musisz!

PROBOSZCZ

Nie! Przymierze

Dochowuje mu tam, widzę,

Jakby giermek — w godnej lidze!

WÓJT

Dyć182 to Gerda! Niech ją czarci!

Oboje są siebie warci!

PROBOSZCZ

z humorem

Kiedy już się uspokoi

Głód ofiary, u podwoi

Jego grobu trzeba będzie

Dać mu napis w takim względzie:

„Wichrowaty Brand tu legł;

Został przy nim jeden człek,

Ale ten miał bzika w głowie!”...

WÓJT

grożąc palcem

Cokolwiek tu proboszcz powie

Jednak lud, choć w dobrej wierze,

Trochę z nim się, rzekłszy szczerze,

Nie po ludzku obszedł...

PROBOSZCZ

wzruszając ramionami

Panie,

Powiem ci na pożegnanie

Że „vox populi, vox dei183”.

odchodzą

Na rozległym płaskowzgórzu.

Szaruga rośnie i ciężkie obłoki spędza na śnieżne pola; tu i ówdzie wychylają się czarne szczyty i na nowo giną w mgłach. Brand nadchodzi pokrwawiony, poturbowany.

BRAND

przystaje i spogląda poza siebie

Tłum tysiączny za mną kroczył,

Ale szczytu nikt nie zoczył.

Wszystkie serca snać upiększa

Rozbudzona, coraz większa,

Żądza jakichś większych dni!

W wszystkich duszach hasło brzmi:

„Dalej! W bój pod świętym znakiem!”,

Lecz na polu bitwy makiem

Jakbyś zasiał... Nikt ofiary

Nie chce ponieść. Tak bez miary

Tchórzem wola jest podszyta!

Nikt o męstwo się nie pyta.

Jeden zmarł za słabość świata,

A tchórzostwo dziś, w te lata,

Zbrodnią zwać się już przestało.

opada na kamień i bojaźliwie rozgląda się wokoło

Ileż razy moje ciało

Dreszcz przebiegał, w „chowanego”

Gdy się bawiąc, do ciemnego

Biegłem ukryć się alkierza.

Lecz dziecięca dusza świeża.

Gdy największy krew mych żył

Ścisnął strach, gdy brytan wył,

Czuła, że za firankami

Słońce żywym blaskiem mami,

Że za chwilę światła zdroje

Spłyną w ciemne ściany moje,

Że ten promień jasny, krzepki,

Przezwycięży mrok izdebki,

Że przepędzi wszystkie duchy,

Co budziły przestrach głuchy!

Gdzież potęga tego słońca?

Noc ponura, noc bez końca,

A tam siedzi lud w tej mroczy —

Białe włosy, zgasłe oczy —

Strzeże dawno zgasłych snów!

Los wyprawił straszny łów,

A on starcze ściska pięście,

Grozi losom, co mu szczęście

Uśmierciły — patrz, rok w rok

U królewny-śnieżki zwłok,

Tłumiąc w sobie gorzki ból,

Nieszczęśliwy siedzi król,

Ucho do jej płuc przykłada,

Patrzy, słucha, śledzi, bada,

Zali z zmarłej krwi o wiośnie

Świeża róża nie wyrośnie!

Nikt, jak on, nie rzucił w grób

To, co było trupem — trup

Żaden prawdy tej nie wzbudził,

By się darmo nikt nie łudził,

Że w żywocie nowym wskrześnie

To, co zmarło... Zmarłe pieśnie —

Pod mogilny rzuć je głaz!

Nowe ziarna siać w ten czas,

By z nich wyrósł owoc świeży —

O to dbać mu dziś należy!

Noc, posępna, głucha noc!

Gdybym miał piorunów moc,

Wówczas zniszczyłby mój grom

Tej pozornej śmierci srom! ...

zrywa się na równe nogi

Nocne pędzą gdzieś widziadła —

Z piekieł zgraja ta wypadła!

Czas ten zbrojny, czas pancerny

Chce ofiary wielkiej, wiernej,

Zamiast laski, chce żelaza,

Miecza z pochew raz do raza

Wydobywa w krwawej pracy!

Tam wojują już krewniacy,

A tu bracia, ślepcy sami

I głuchmani, pod razami

Uchylają trwożnie głów!

Biedny lud mój, biedny chów!

Nadmiar hańby tak go zmógł!

Śród samotnych krocząc dróg,

Tylko jęczą, tylko płaczą,

Imię swe pokorą znaczą,

Biedną bracią się rybaczą

Zwąc w tej myśli, że w pokorze

Najlepiej kierować może

Swymi losy184 nędzny lud!

Gdzie jest sztandar? Gdzie ten cud,

Który na swym licu spaja

Tęczowe kolory maja,

Czerwono-niebiesko-złote?

Gdzież ten tłum, co na ochotę

Ruszył falą? Gdzie ta mnoga

Rzesza, co ideologa

Królewskiego otaczała,

Kiedy jego moc wspaniała

Wycinała ci swą ręką

Ten twój język?... Tak, paszczęką

Obdarzono cię, sztandarze,

Ale smocze zęby wraże

Nie wyrosły z twej gardzieli!

Czemuż ci, co znak twój cięli

Nożycami królewskimi,

Nie przepadli razem z nimi

Jeszcze onej dawnej chwili,

Zanim dzieło swe spełnili?

Drugi znak nasz czworogranny,

Znak pokoju nieustanny,

On za sygnał nam wystarczy,

Kiedy burza tu zawarczy,

Gdy łódź trzeba mieć na pieczy...

Gorsze losy, gorsze rzeczy

Rodzi przyszłość niewstrzymana:

Ta obłoku czarna ściana,

Brytańczyka dym węglowy,

Brudzi łąki i dąbrowy,

Każde źdźbło pokrywa sadzą.

Z swą trującą idzie władzą,

Kradnie dzień ze wszystkich dróg,

Na tę zieleń naszych smug185,

Na te miasta, na te sioła

Deszcz popiołu sypie, zgoła

Jak Wezuwiusz, dookoła.

Brzydcy są dzisiejsi ludzie!

Po kopalniach w ciężkim trudzie,

Gdzie w kilofów takt kropelki

Wody sączą, ginie wszelki

Płód szlachetny; gorzko, luto186

Tłum kaleki ostrzy dłuto,

By wyzwolić kruszcu duchy...

Ciało karle i duch kruchy,

Rysy żądzą zeszpecone,

Spoglądają w złota stronę.

Któż tu płacze? Któż się śmieje?

Brat ni ziębi ani grzeje,

Nie ma człeka, nie ma męża,

Co sam siebie przezwycięża —

Huk kowadła, łoskot młota,

Oto życia jest robota.

Baśń o świetle już nie nęci!

Już nie mają w swej pamięci

Owi ślepcy, że dla człeka

Chwila ta ma być daleka,

By, gdy zgasną jego siły,

Obowiązki się skończyły!

Gorsze losy, gorsze rzeczy

Przyszłość z siebie tu wyłuska!

Wilcza gardziel mędrkowania

Chce pochłonąć blask mądrości.

Krzyk w północne idzie włości:

„Pomagajcie doli człeczej,

Ratujcie nas!” A to karli

Syczą: „Siły byśmy starli,

Cóż my mamy przy tym dziele?

Wszak nas luda jest niewiele!

Naród silny niech się waży

Stać na dóbr powszednich straży!

Nie zadamy sobie trudu,

Aby krew naszego ludu

Dać za jakieś puste dymy!

Wszak nie żadne my olbrzymy,

Nie wyrosną żadne sprzęty

Z świętych harców, z walki świętej!

Toć nie za nas cierpiał wiernie

On, gdy skroń mu bodły ciernie,

Gdy mu włócznię wbijał w bok

Żołdak rzymski, kiedy tłok

Obszarpańców w głos się śmiał,

Gdy mu straszny, ludzki szał

Wbijał gwoździe w nogi, ręce!

Tak, nie za nas On w tej męce

Konał kiedyś!... My za mali...

On nas nie kładł na swej szali!

Ten krzyż cieśli i ta góra,

Te powrozy, ta purpura

Krwi spod razów Ahaswera187

Wszystko to jest prawda szczera,

Lśniąca w tym pasyjnym dziele,

Obchodzonym dziś w kościele!”

rzuca się w śnieg i chowa oblicze; po chwili wznosi wzrok do góry

Czy ja śniłem? Czym się zbudził?

Czy mnie jakiś obraz łudził?

Czy wodziło mnie widziadło,

Co w tych mrocznych mgłach przepadło?

Czyż zapomniał człek w tej dobie

O Tym, który go po sobie

Stworzyć raczył? Czyż ten człek

Na wieki w przepaści legł?

nasłuchuje

Cóż to? Straszne wichru siły

Językami przemówiły?

CHÓR NIEWIDZIALNYCH

huczy wskroś burzy

Z prochuś powstał, czym twa wola,

Czymże przy Nim twoja moc?

Wytrwasz, czy też ujdziesz z pola,

Perć188 twa zawsze spada w noc.

BRAND

powtarza wyrazy powyższe i mówi cicho

Snać jest prawda w słów tych treści!

Kazał iść za próg kościoła,

Zrzec się tego, co się mieści

W mej tęsknocie, w mej boleści;

Mroki rozsiał mi dokoła,

Zlecił walczyć aż do końca,

Abym upadł dziś — bez słońca!

CHÓR NIEWIDZIALNYCH

coraz silniej huczy nad jego głową

Płazie, prochu! Czym twa wola

Czymże przy Nim jest twój duch?

Zdążaj naprzód, czy schodź z pola,

Dzieło twe — to marny puch!

BRAND

Żonę drogą, dziecko moje,

Dni, co miały w szczęścia chwale

Płynąć, w gorzkiem zmienił boje

Wszystkom rzucił to na szale —

Dziś, zwyciężon, sam tu stoję!

CHÓR

łagodnie i wabiąco

Choć największe byś ofiary

Składał Mu po wieków wiek,

Nie dorośniesz Jego miary,

Boś nic więcej, tylko człek!

BRAND

z cichym płaczem

Żono, dziecię, wróćcie do mnie!

Sam na pustej siedzę zboczy,

Szczęście ujrzeć chcą me oczy,

W mgłach się gubię nieprzytomnie.

podnosi oczy do góry; plama świetlana wyłania się z mgieł i rozszerza się przed nim, zjawia się postać niewieścia w jasnej szacie z płaszczem na ramieniu. To Agnieszka

ZJAWISKO

uśmiecha się i wyciąga ku niemu ramiona

Masz mnie znowu, swą Agnieszkę!

BRAND

zrywa się na równe nogi

Tyś to weszła na mą ścieżkę?

Żyjesz?

ZJAWISKO

Wszystko było snem!

Teraz koniec jest ze złem!

BRAND

Ty! Agnieszka!

rzuca się ku niej

ZJAWISKO

z krzykiem

Nie ktej stronie189!

Czyż nie widzisz? Przepaść zionie!

Czy nie słyszysz? Huk siklawy!

łagodnie

To nie sen już! To nie zjawy

Chmurne, groźne! Wszystko tobie

Widziało się, jak w żałobie

Nocy ciemnej! Sen to chwili,

Żeśmy ciebie opuścili!...

BRAND

Żyjesz! Chwała!...

ZJAWISKO

szybko

Ani słowa!

Chodź! Czas nagli!

BRAND

A dziecina?

ZJAWISKO

Żyje! Jak roślina

Żyje młoda, świeża, zdrowa!

Snem li były męki twoje,

Marą wszystkie twe przeboje.

Alf wyzdrowiał, w oczach rośnie,

Babka pieści go miłośnie,

A i kościół stoi też,

Tak, jak niegdyś! Jeśli chcesz,

Zbuduj większy! W naszym siole

Ludzie w krwawym się mozole

Tak, jak niegdyś, kąpią wraz!

BRAND

Niegdyś —?

ZJAWISKO

Tak, jak w owy czas,

Gdy był spokój.

BRAND

Spokój?

ZJAWISKO

Strach,

Że tak zwlekasz.

BRAND

Ja śnię! Ach!

ZJAWISKO

Nie! Ty nie śnisz! Jak po znoju,

Trza opieki-ć i spokoju,

BRAND

Silny jestem!

ZJAWISKO

Tak, a przecie

Możemy cię, ja i dziecię,

Stracić znowu, jak cień jaki,

Ujdziesz nam na obce szlaki,

Wzdyć osłabnie duch twój, człeku,

Gdy nie weźmiesz się do leku.

BRAND

Daj mi lek ten!

ZJAWISKO

Ty go masz,

Ty sam jeden zdrowia straż

Dzierżysz w ręku....

BRAND

Wymieńże mi!

ZJAWISKO

Stary lekarz, co licznemi

Księgi mądrość swoją sycił,

Trzy słóweczka li pochwycił —

W nich choroby onej siła,

Co szaleństwem cię raziła!

Tych wyrzeczesz się najświęciej,

Te wykreślisz z swej pamięci —

One bowiem źródłem mar tych.

Co cię w swych ramionach zwartych

Tak trzymają — te trzy słowa

Masz zapomnieć, jeśli zdrowa

Ma być dusza, gdy z jej lic

Chora ma ustąpić bladość!

BRAND

Prośbie mojej uczyń zadość:

Wymień!

ZJAWISKO

Wszystko albo nic!

BRAND

cofając się

To jest?

ZJAWISKO

To! Jakom ja żywa,

A ty poddan śmierci! Lecz,

Lecz swą duszę!...

BRANDA

A więc miecz

Jeszcze wisi!...

ZJAWISKO

Precz stąd! Precz!

Przy mnie radość się odzywa,

Przy mnie rozkosz! Otom żona!

Przytul mnie do swego łona

I w cieplejsze pośpiesz kraje!

BRAND

Ma choroba już ustaje.

ZJAWISKO

Wróci znowu.

BRAND

Nie! Nie wróci!

Już gorączka mi nie kłóci190

Myśli! Niech śni, kto ma chęci —

Mnie zaś nęci jasność życia!

ZJAWISKO

Życia?

BRAND

Za mną!

ZJAWISKO

Jakie plany

Rozpierają ci twą duszę?

BRAND

W życie sen przemienić muszę,

Czyn wykonać zaniedbany!

ZJAWISKO

Niemożliwe! Wszystkie dreszcze

Tych męczarni — nie!...

BRAND

Raz jeszcze!

ZJAWISKO

Strasznych słów bolesną treść

Dobrowolnieś gotów znieść

I na jawie?

BRAND

I na jawie!

Dobrowolnie!...

ZJAWISKO

Stracić dziecię?

BRAND

Stracić.

ZJAWISKO

Brand!

BRAND

To mus jest przecie.

ZJAWISKO

Patrzeć jeszcze, jak się dławię,

Jak mi krew się w żyłach ścina,

Aż nadejdzie znów godzina,

Co od ciebie mnie wyzwoli?

BRAND

Muszę.

ZJAWISKO

Dzień zastąpić nocą,

Tłumić blaski, co się złocą,

Gardzić słodką szczęścia mocą,

Nie zamykać serca doli

W pieśni?

BRAND

Czyż ja byłbym sobą —

Powiedz — gdybym się tą dobą191

Miał oszczędzać?

ZJAWISKO

Przyjacielu,

Zapomniałeś, że u celu

Przedrzeźniała ciebie złuda,

Że oplwano twoje cuda,

Że cię bito, opuszczono!

BRAND

Nie dla siebiem szarpał łono,

Nie dla zwycięstw walczył swych!

ZJAWISKO

Wystawiałeś się na sztych

Za żyjących w kopalń norze!

BRAND

Jeden człek wypłoszyć może

Dużo mroków.

ZJAWISKO

Twardyś bój

Toczył za straceńców rój!

BRAND

Wiele nieraz — toć nie dziwy! —

Zdoła jeden sprawiedliwy.

ZJAWISKO

Wspomnij sobie spór ten jeden:

Kto wyrzucał nas za Eden?

Nie otworzą się już wrota,

Które ta zamknęła ręka!

Płonne trudy, płonna męka!

BRAND

Wolną drogę ma tęsknota!

ZJAWISKO

ginie śród huku, jak gdyby gromowego, mgła zwala się na miejsce, na którym stało; zrywa się krzyk ostry, przeraźliwy, jak gdyby krzyk uciekającego

Umrzyj! Czego chcesz na ziemi?!

BRAND

stoi chwilę, jakby ogłuszony

Znikło! Przeszło! W mgłę czarnemi

Powionęło skrzydły192 — tam!

Niby jastrząb! Znowu kłam

Nastawił swe sieci — zguby

Chciały mojej złe rachuby!

Kompromisy, nędzne targi —

Tego chciały twoje wargi!

GERDA

zjawia się ze sztućcem193 w ręku

Czyś nie widział, gdzie w tej mroczy

Zginął jastrząb?...

BRAND

Tak, me oczy

Teraz to go już spostrzegły!

GERDA

Opisz mi, którędy zbiegły

Stwór ten pomknął!... W tej godzinie

Już go los ten nie ominie.

BRAND

Będzie trudno; na nic kula!

Nieraz jeszcze on pohula...!

Tak bywało: padnie, zgaśnie,

Ale wówczas, kiedy właśnie

Śmierć najbliższa — tak się zdało —

On wychodził znowu cało,

Gdzieś z poza mnie znów się zrywa

I powietrze znów przepływa...

GERDA

Skradłam sztuciec — z taką bronią

Za renami łowcy gonią;

Ma ładunek z srebra, z stali.

Obłąkaną mnie nazwali —

Mniej nią jestem, niźli wielu

Innych...

BRAND

A więc mierz do celu!

chce odejść

GERDA

Ty kulejesz... Możeś spadł?

BRAND

Lud pozbawił mnie posady.

GERDA

przygląda mu się bliżej

Krople krwi na skroni bladej?

BRAND

Bito, pchano, pędząc w świat!

GERDA

Głos tak ongi, jakby granie,

Osłabł niby wiatr w altanie.

BRAND

Wszystko — wszystko —

GERDA

Cóż?

BRAND

Na wieki

Opuściła mnie... w daleki

Uszła kraj...

GERDA

patrzy na niego wielkimi oczami

Teraz za to

Widzę, kto ty! Długie lata

Jam myślała, żeś ty ksiądz!

Precz z tym wszystkim! Zwąc jak zwąc,

Tyś — największy!

BRAND

Mówię sam:

Ten ułudny, widzisz, kłam

Niemal zabił mnie!

GERDA

Te dłonie —

Pokaż...

BRAND

Czemu sięgasz po nie?

GERDA

Ślady gwoździ!... A dokoła

Pobladłego twego czoła

Krwawe blizny! Rzecz najprostsza —

Toć to cierni wściekłe ostrza!

Tyś na krzyżu wisiał! Pomnę,

Nieraz ojciec mi ogromne

Mówił rzeczy, iż to w dobie

Było dawnej i — nie tobie

To się stało! Lecz to baśnie!

Odkupiciel tyś jest właśnie!

BRAND

Odejdź!

GERDA

Paść mi na kolana

Przed obliczem mego Pana?

BRAND

Precz!

GERDA

Krew twoja się polała,

Co nas wszystkich zbawić miała!

BRAND

Dla mnie On ją musiał ronić,

Pozwólże mi głowę skłonić!

GERDA

podaje mu sztuciec

Zabij to przeklęte plemię!

BRAND

potrząsając głową

Los, co przywiódł mnie na ziemię,

Spełnić muszę...

GERDA

Swoje rany

Pokazujesz, uratowany,

Odkupiony w dzień dzisiejszy!

Tyś największy!...

BRAND

Nie! Najmniejszy

Jest czymś więcej...

GERDA

spogląda w stronę przerzedzających się obłoków

Oczy twoje

Widzą, gdzie ty stoisz?

BRAND

patrząc osłupiały przed siebie

Stój:

W dole, u stóp stromych ścian.

GERDA

tonem jeszcze dzikszym

Wiesz, gdzie stoisz?

BRAND

Czyż się mylę?

Mgły rozchodzą się, w ich pyle

Jakby jasność...

GERDA

Czarny róg

Zmógł je, niby cierń je zmógł!

BRAND

patrzy w górę

Czarny róg? Co? Kościół z lodu!

GERDA

Jest ten wreszcie, co do grodu

Tego wejść miał?

BRAND

Tysiąc mil

Dzieli go od słodkich chwil!

Jakież budzi mi tęsknoty

Ten światłości promień złoty!

Jak mi cała wola dyszy

Żądzą tej ukojnej ciszy,

Jak ja pragnę życia ciepła!

wybucha łzami

Jezu! Wzywa cię ma skrzepła

Warga! Zdalaś był mi zawsze,

Choć Twe stopy najłaskawsze

Szły w ślad za mną!... Nie witany,

Choć tak bliski mojej ściany,

Żem mógł witać cię śród ścieżek

Moich — niech się choć za brzeżek

Chwycę szaty wybawienia!

Pozwól chwycić skraw odzienia,

Nasiąkłego winem skruchy!...

GERDA

blada

Co? Ty płaczesz? Ty, proroku!?

Co? Ja widzę łzy w twym oku,

Co, jak ciepłe te podmuchy,

Rozpalają twe oblicze?

Przez twe łzy w tych żlebów dzicze

Rozpływają się pokrowce

Całunowe, na lodowce

Zarzucone! Mego wnętrza

Lód roztapia, ta gorętsza

Ponad ogień, moc ich święta!

Teraz jakby wieczne pęta!

Przez nie komża, śnieżna, blada

Z kaznodziejskich ramion spada,

Z ramion Wierchu Lodowego!

z drżeniem

Człeku, powiedz, a dlaczego

Nie płakałeś wcześniej, wprzód?

BRAND

z płonącymi oczy194, promienny, jakby odmłodzony

Prawo duszę zmienia w lód.

Nic na łanie ziemskich włości

Nie zakwitnie bez światłości!

Jeśli dotąd boże syny

Mieli przykaz swój jedyny

W praw tablicach, to ja, człowiek,

Już nie zamknę swoich powiek

Na blask słońca — z nim do braci

Pójdę dzisiaj, najbogaciej

Z nim się będę czuł! Tak! Ono

Niech zwycięża moje łono!

Mogę płakać, giąć kolana —

Mogę modlić się do Pana!

pada na kolana

GERDA

patrzy w górę i mówi po cichu i trwożnie

Patrz, jak siada ten przebrzydły!

Patrz, jak rusza swymi skrzydły!

Patrz, jak jego cień migoce

Na tej ścianie, na opoce

Tego wierchu, jak on ścina

Swoje skrzydła!... To godzina...

Niech się tylko dobrze sprawi

Srebrna kula!... Strzał ten zbawi...

Nagłym ruchem przykłada sztuciec do twarzy i strzela. Głuchy łoskot, jakby echo grzmotu odpowiada z wierchu

BRAND

zrywa się

Ha! Co robisz?

GERDA

Dobry strzał!

Patrzaj! Zachwiał się!... O, padł!

Wrzasnął, aż się zatrząsł świat!

Idzie na nas pierza wał,

Sypie się, jak biały śnieg

Po tę turnię, po ten brzeg!

Coraz więcej ku nam sunie —

W końcu może tutaj runie!

BRAND

pada

Razemś powstał, razem ginie

Życie twoje! Koniec winie

W ten li sposób kreśli człek!

GERDA

Zwijajże się! Trzep się! Trzep!

Odkądś padł, ten kościół nieb

Szerzej rozwarł swoje wrota!

Patrz, rozsierdził się niecnota!

Cóż nam twoja złość jastrzębia — —?

Patrzaj! Bielszy od gołębia!

z przeraźliwym krzykiem

Hu! Jak sapie ten płód wraży!

rzuca się w śnieg

BRAND

kuli się pod opadającą lawiną i woła ku niebu

Chłód śmiertelny na mej twarzy!

Ginącemu powiedz: może

Ważyć coś w Twych oczach, Boże,

Naszej woli quantum satis195?

lawina grzebie jego i zasypuje całą dolinę

GŁOS

odpowiada wśród grzmotu

Bogiem deus caritatis196!

Przypisy:

1. Brand — nazwisko mówiące; w ówczesnym norweskim słowo to oznaczało ogień. [przypis edytorski]

2. Agnieszka — w oryginale imię „Agnes” brzmiało podobnie co Agnus Dei, tj. łac. baranek Boży. [przypis edytorski]

3. weretek — prawdop. forma oboczna od feret a. fereta, co słownik Lindego tłumaczy jako sprzączkę. [przypis edytorski]

4. cudzy — obcy. [przypis edytorski]

5. widomy — dziś: widoczny. [przypis edytorski]

6. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

7. chceli — czasownik chce z partykułą wzmacniającą -li. [przypis edytorski]

8. siklawa (reg.) — górski wodospad. [przypis edytorski]

9. płony (daw.) — jałowy, bezużyteczny. [przypis edytorski]

10. scheda — spadek. [przypis edytorski]

11. dyć (reg.) — przecież. [przypis edytorski]

12. zawisnąć (daw.) — zależeć. [przypis edytorski]

13. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

14. krotochwila (daw.) — żart. [przypis edytorski]

15. Pieśń nad pieśniami — księga Starego Testamentu, w warstwie dosłownej stanowiąca utwór miłosny. [przypis edytorski]

16. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

17. pusty (daw.) — lekkomyślny. [przypis edytorski]

18. usty — dziś popr. forma N.lm: ustami. [przypis edytorski]

19. jąć się (czegoś) (daw.) — zabrać się (za coś). [przypis edytorski]

20. szyfry — tu: ornamenty, ozdoby (por. reg. cyfrowane portki). [przypis edytorski]

21. brać na kieł (o koniu) — ponieść, nie słuchając jeźdźca i zaciskając zęby na wędzidle; przen.: uprzeć się. [przypis edytorski]

22. Egir (mit. skand.) — morski olbrzym mieszkający w cieśninie Kattegatt. [przypis edytorski]

23. sioło — wieś. [przypis edytorski]

24. szych — nitka owinięta drucikiem, przeważnie złotym, używana w hafcie; przen.: coś pozornie drogiego, w istocie zaś bezwartościowego. [przypis edytorski]

25. bachant (mit. gr.) — uczestnik orszaku Dionizosa, boga wina (częściej spotyka się formę „bachantka”). [przypis edytorski]

26. Sylen (mit. gr.) — bóg przyrody, często przedstawiany jako towarzysz Dionizosa, boga wina. [przypis edytorski]

27. złom — tu: złamanie. [przypis edytorski]

28. widomy (daw.) — widoczny. [przypis edytorski]

29. papiści (pogardl.) — katolicy. [przypis edytorski]

30. Jeremi — prawdop. św. Hieronim ze Strydonu (zm. 419 a. 420), tłumacz Biblii na łacinę, w ikonografii przedstawiany jako starzec. [przypis edytorski]

31. Herkules (mit. rz.) a. Herakles (mit. gr.) — syn Zeusa i Alkmeny; cechował się nadludzką siłą, odwagą, urodą; patron kultury, atletyki, handlu. [przypis edytorski]

32. Horeb (bibl.) — góra, na której Bóg przekazał Mojżeszowi 10 przykazań. [przypis edytorski]

33. Mojżesz — w Biblii: prorok, przywódca żydowski, który wyprowadził Izraelitów z Egiptu i przewodził im w wędrówce do Ziemi Obiecanej (Izraela). [przypis edytorski]

34. Gibeon — miasto kanaanejskie w pobliżu obecnej Jerozolimy, kilkukrotnie wspomniane w Biblii. [przypis edytorski]

35. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

36. lekarstwy — dziś popr. forma N.lm: lekarstwami. [przypis edytorski]

37. finis (łac.) — koniec. [przypis edytorski]

38. forsa (daw., z łac.) — siła, moc. [przypis edytorski]

39. luty (daw.) — groźny, srogi. [przypis edytorski]

40. perć — górska ścieżka. [przypis edytorski]

41. łozy — zarośla wierzbowe. [przypis edytorski]

42. w czas (daw.) — w porę. [przypis edytorski]

43. zalim (daw.) — czyżbym. [przypis edytorski]

44. Samson — bohater biblijny, obdarzony legendarną siłą, której został pozbawiony, gdy jego kochanka, Dalila, ścięła mu włosy. [przypis edytorski]

45. prośba czwarta — tj. „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. [przypis edytorski]

46. i mnie skoro — i ja się spieszę. [przypis edytorski]

47. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

48. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

49. tynf — drobna moneta polska, bita w latach 1663–1666, nazywana od Andrzeja Tymfa, zarządcy mennic koronnych za czasów Jana Kazimierza. [przypis edytorski]

50. A, sprawcie go — tj. torturujcie go i zabijcie. [przypis edytorski]

51. srom (daw.) — wstyd. [przypis edytorski]

52. perć — górska ścieżka. [przypis edytorski]

53. osęka — bosak, drąg zakończony hakiem. [przypis edytorski]

54. tucza (daw.) — chmura burzowa. [przypis edytorski]

55. płony (daw.) — jałowy, bezużyteczny. [przypis edytorski]

56. delikwent — tu: osoba, która popełniła wykroczenie a. przestępstwo. [przypis edytorski]

57. wić — tu: wezwanie. [przypis edytorski]

58. wzdyć (reg.) — przecież. [przypis edytorski]

59. zmóc — pokonać. [przypis edytorski]

60. żenąć (daw.) — rzucać, miotać. [przypis edytorski]

61. zawdy (reg.) — zawsze. [przypis edytorski]

62. umizgi (daw.) — zaloty. [przypis edytorski]

63. płochy (daw.) — niestały, lekkomyślny. [przypis edytorski]

64. Moloch (mit. semicka) — bóg Fenicjan i Kananejczyków, któremu wg Biblii miano składać ofiary z dzieci; przen.: coś bezlitosnego, złego, pochłaniającego niewinne ofiary. [przypis edytorski]

65. kruża (poet.) — czara; tu: puszka na datki. [przypis edytorski]

66. Job a. Hiob — postać występująca w Księdze Hioba; pochodził z kraju Us. Bóg i szatan założyli się o jego wiarę, konsekwencją zakładu było zesłanie na Hioba trądu, śmierć jego rodziny i pozbawienie go bogactwa (Hi 1,14–22; Hi 2,7). Hiob, mimo namów przyjaciół, nie zwątpił w Boga za co został nagrodzony późniejszym zdrowiem, nowymi dziećmi i ponownym bogactwem (Hi 42,10–17). [przypis edytorski]

67. nie wiada (reg.) — nie wiadomo. [przypis edytorski]

68. jary (daw.) — krzepki, silny. [przypis edytorski]

69. winch — kabestan a. wciągarka, tu chyba urządzenie do wciągania łodzi na brzeg. [przypis edytorski]

70. bachmat (daw.) — rumak. [przypis edytorski]

71. widomy (daw.) — widoczny. [przypis edytorski]

72. pomnieć (daw.) — pamiętać. [przypis edytorski]

73. tucza (daw.) — chmura burzowa. [przypis edytorski]

74. karmia (daw.) — pokarm. [przypis edytorski]

75. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

76. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

77. wzdyć (reg.) — przecież. [przypis edytorski]

78. zgoła (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]

79. quantum satis (łac.) — ile wystarczy. [przypis edytorski]

80. caritatis (łac.) — miłosierdzia. [przypis edytorski]

81. luty (daw.) — srogi. [przypis edytorski]

82. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

83. Abraham — biblijny patriarcha, ojciec narodu żydowskiego (hebr. znaczenie jego imienia to: „ojciec narodów”); swego długo wyczekiwanego syna Izaaka był gotów złożyć w ofierze Bogu na górze Moria (wg tradycji utożsamianej późn. ze wzgórzem świątynnym w Jerozolimie), lecz dawszy dowód swej wiary i bojaźni bożej (hebr. Akeda: „związanie”, „ofiarowanie”), został w ostatniej chwili powstrzymany od tego przez anioła, wysłannika Jahwe. [przypis edytorski]

84. klamry w parentezie — nawiasy. [przypis edytorski]

85. szkły — dziś popr. forma N.lm: szkłami. [przypis edytorski]

86. mienny — majętny, bogaty. [przypis edytorski]

87. król Bela — legendarny król norweski (nie mylić z władcami Węgier o tym samym imieniu). [przypis edytorski]

88. Thor (mit. nordycka) — bóg pioruna, rolnictwa, małżeństwa i rodziny. Przedstawiany z młotem w dłoni, na rydwanie ciągniętym przez kozły. [przypis edytorski]

89. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

90. Goliat (bibl.) — olbrzymi wojownik filistyński pochodzący z Gat (1Sm 17,4) zabity przez wypuszczony przez Dawida z procy kamień (1Sm 17,49–50). [przypis edytorski]

91. ćma — tu: ciemność. [przypis edytorski]

92. wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]

93. widomie (daw.) — w sposób widoczny. [przypis edytorski]

94. stawka — tu: zakład. [przypis edytorski]

95. snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

96. snadno (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

97. jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]

98. wedle (daw.) — obok. [przypis edytorski]

99. żywie — dziś popr. forma 3 os. lp. cz. ter.: żyje. [przypis edytorski]

100. febra (daw.) — gorączka połączona z dreszczami. [przypis edytorski]

101. okuć — tu: opancerzyć. [przypis edytorski]

102. siły — dziś popr. forma N.lm: siłami. [przypis edytorski]

103. wał (daw.) — fala morska. [przypis edytorski]

104. snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

105. wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]

106. wiano — posag. [przypis edytorski]

107. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

108. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

109. o mą boleść On nie stoi — nie troszczy się on o mój ból. [przypis edytorski]

110. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

111. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

112. Dedal — mityczny architekt i rzeźbiarz ateński; żył na Krecie, gdzie królowi Minosowi wybudował sławny labirynt. Poróżniwszy się potem z Minosem, sporządził sobie i swemu synowi Ikarowi skrzydła, by za ich pomocą uciec na Sycylię. Ikar, jak wiadomo, spadł do morza podczas tej podróży. [przypis edytorski]

113. wszytek (daw.) — cały. [przypis edytorski]

114. pokąd (daw.) — dopóki. [przypis edytorski]

115. patrzyć — czasownik patrzy z partykułą -ć. [przypis edytorski]

116. luty (daw.) — srogi. [przypis edytorski]

117. datis (łac.) — datków. [przypis edytorski]

118. Bela — legendarny król norweski (nie mylić z władcami Węgier o tym samym imieniu). [przypis edytorski]

119. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

120. siklawa — górski wodospad. [przypis edytorski]

121. in summa (łac.) — razem, w ogóle. [przypis edytorski]

122. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

123. feniks — legendarny, długowieczny ptak, odradzający się w ogniu. [przypis edytorski]

124. chimera — tu: złudzenie. [przypis edytorski]

125. kurek — wskaźnik wiatru w formie blaszanego koguta. [przypis edytorski]

126. Adju — zniekszt. franc. pożegnanie audieu. [przypis edytorski]

127. żenąć (daw.) — rzucać, miotać. [przypis edytorski]

128. stora — zasłona. [przypis edytorski]

129. perć — górska ścieżka. [przypis edytorski]

130. zawrzeć (daw.) — zamknąć. [przypis edytorski]

131. mienny — majętny, bogaty. [przypis edytorski]

132. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

133. szych — nitka owinięta drucikiem, przeważnie złotym, używana w hafcie; przen.: coś pozornie drogiego, w istocie zaś bezwartościowego. [przypis edytorski]

134. przemóc (daw.) — pokonać. [przypis edytorski]

135. pochopnie — tu: chętnie. [przypis edytorski]

136. dank (z niem.) — podziękowanie. [przypis edytorski]

137. laufpas (daw.) — wypędzenie ze służby. [przypis edytorski]

138. notabene (z łac. nota bene) — zwróć uwagę (dosł. zauważ dobrze). [przypis edytorski]

139. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

140. snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

141. myto — opłata za przejazd drogą; tu: obowiązek. [przypis edytorski]

142. niepłono — nie nadaremnie. [przypis edytorski]

143. jądry — dziś popr. forma N.lm: jądrami. [przypis edytorski]

144. chram (daw.) — świątynia. [przypis edytorski]

145. czerń (daw., pogardl.) — tłum. [przypis edytorski]

146. zgoła (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]

147. młoty — dziś popr. forma N.lm: młotami. [przypis edytorski]

148. pieśnie — dziś popr. forma B.lm: pieśni. [przypis edytorski]

149. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

150. ramiony — dziś popr.forma N.lm: ramionami. [przypis edytorski]

151. płużyć (daw.) — sprzyjać. [przypis edytorski]

152. innej modły — innego sposobu postępowania. [przypis edytorski]

153. wiano — posag. [przypis edytorski]

154. li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

155. konfrater (z łac.) — współbrat. [przypis edytorski]

156. widomy (daw.) — widoczny. [przypis edytorski]

157. na nice — na drugą stronę. [przypis edytorski]

158. ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

159. wieża Babel — wieża z biblijnej opowieści (Rdz 11,1–9); podczas wznoszenia wieży Babel Bóg pomieszał budowniczym języki, dzieląc w ten sposób ludzi na różne narody, a zarazem udaremniając im zjednoczenie się i zbuntowanie przeciw jego potędze. [przypis edytorski]

160. Uriasz Hetyta (bibl.) — dowódca w armii króla Dawida i mąż Batszeby; król Dawid, pragnąc Betszeby, wysłał go na placówkę, na której Uriasz musiał zginąć (2 Sm 11,15). [przypis edytorski]

161. Kain (bibl.) — pierworodny syn Adama i Ewy, zabił swojego brata Abla (Rdz 4,1–8). [przypis edytorski]

162. wcale (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]

163. wieluć — wielu z partykułą -ć. [przypis edytorski]

164. płony (daw.) — jałowy. [przypis edytorski]

165. kijanka — drewniana łopatka służąca do uderzania ubrań podczas prania. [przypis edytorski]

166. Natan (bibl.) — prorok z czasów króla Dawida i Salomona, oskarżył tego pierwszego o spowodowanie śmierci Uriasza Hetyty. [przypis edytorski]

167. diacki — diakoński. [przypis edytorski]

168. chram (daw.) — świątynia. [przypis edytorski]

169. Zakon — tu: prawo Boże. [przypis edytorski]

170. poziomy — tu: przyziemny. [przypis edytorski]

171. Arka — mowa o Arce Przymierza, legendarnej skrzyni, w której w czasach biblijnych Żydzi mieli przechowywać obiekty kultu. [przypis edytorski]

172. wsze (daw.) — wszystkie. [przypis edytorski]

173. helota — niewolnik w starożytnej Sparcie. [przypis edytorski]

174. Kanaan — starożytna kraina na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego, której część stanowi obecna Palestyna, według Biblii była to Ziemia Obiecana. [przypis edytorski]

175. słowy — dziś popr. forma N.lm: słowami. [przypis edytorski]

176. mir (daw.) — pokój. [przypis edytorski]

177. miliony — ze względu na rytm należy to słowo czytać: mi-li-jo-ny. [przypis edytorski]

178. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

179. cum laude (łac.) — z pochwałą (dawniej tekst pojawiający się na dyplomach ukończenia szkół średnich i uczelni wyższych). [przypis edytorski]

180. krotochwila (daw.) — żart. [przypis edytorski]

181. zmóc (daw.) — pokonać. [przypis edytorski]

182. dyć (reg.) — przecież. [przypis edytorski]

183. vox populi, vox dei (łac.) — głos ludu [to] głos Boga. [przypis edytorski]

184. losy — dziś popr. forma N.lm: losami. [przypis edytorski]

185. smugi (daw.) — łąki. [przypis edytorski]

186. luto (daw.) — srogo. [przypis edytorski]

187. Ahaswer — Żyd Wieczny Tułacz, wg legendy miał uderzyć Jezusa idącego na Golgotę, za co został ukarany wieczną tułaczką. [przypis edytorski]

188. perć — górska ścieżka. [przypis edytorski]

189. nie ktej stronie — nie w tę stronę, nie w tym kierunku. [przypis edytorski]

190. kłócić — tu: zakłócać. [przypis edytorski]

191. tą dobą (daw.) — w tym czasie. [przypis edytorski]

192. skrzydły — dziś popr. forma N.lm: skrzydłami. [przypis edytorski]

193. sztuciec — tu: sztucer, myśliwska broń palna o gwintowanej lufie krótszej niż w przypadku karabinu. [przypis edytorski]

194. oczy — dziś popr. forma N.lm: oczami. [przypis edytorski]

195. quantum satis (łac.) — ile wystarczy. [przypis edytorski]

196. deus caritatis (łac.) — bóg miłosierdzia. [przypis edytorski]