Tryumf

Ciemność bez kresu — głusza nieskończona,

Cisza wlokąca zwój długich warkoczy —

Duszność, co wszystko w swoich splotach tłoczy,

Objęły ziemię i niebo w ramiona.

W tem zadźwięczała jakaś pieśń szalona,

To stado wilków stojąc na skał zboczy

Spogląda w wąwóz świecącemi oczy

I wyje dziko — na chwilę pieśń kona.

I znów wybucha beznadziejnie... długo...

Księżyc przedarłszy chmur stłoczonych zwały,

Oświecił wąwóz bladą światła strugą.

Na dnie w szczelinie rozpękniętej skały

Trup leży siny — — — księżyc zczerniał blady,

Ciemno — i jęczą znów wilków gromady.