I

W małej izbie się dłużą wieczory,

Troska legła od okien do drzwi,

Ciężko, ciężko wykarmić sześcioro,

Kiedy warsztat bezczynny wciąż śpi.

Głód, jak chmura zawisa nad miastem,

Dławi w gardle jak kula ze szkła,

Ojciec ręce załamał żylaste,

Ale babcia wnet radę mu da.

„Wuj Salomon mieszka w Ameryce,

Trzy tygodnie jechał dzień i noc,

On tam pewnie ma już kamienicę

I dolarów także całą moc.

Niech Abramek do listu zasiądzie,

Ja mu zaraz adres wujka dam.

Jak on nie chce przysłać nam pieniędzy,

To niech chociaż paczkę przyśle nam”.