III

Noc nad miastem zawisła upalna,

W górze księżyc jak moneta tkwi.

Zdycha we śnie ulica Krochmalna,

Głodne usta zaciska do krwi2.

Puchną nogi i ciało3 wciąż wyżej —

W snach uparcie majaczy się chleb,

Siwa głowa pochyla się niżej,

Z ust bezzębnych posypał się szept.

„W tym miasteczku, gdziem mieszkała4 panną5,

Żyje człowiek, co pamięta mnie,

On na pewno by nam pomóc pragnął,

Choć i jemu też jest dzisiaj źle.

Moje dzieci, bądźcie trochę ciszej,

Niech mi Sabcia okulary da,

Ja mu sama o wszystkim napiszę”.

I na papier cicho spadła łza.