III
— Zaraz, zaraz tatusiu! — Młoda dziewczyna wpada mu w słowa. Jej blada twarz pokrywa się rumieńcem.
Młodszy pan wraca znowu do swoich myśli. Mój uczeń puszcza w ruch po stole chanukowy drejdł5. Stary odkłada modlitewnik.
Jest gotów napić się herbaty.
Tymczasem wzrok mój mimo woli spoczął na świecach chanukowych, które palą się naprzeciw mnie. W ich płomieniu czai się jakiś smutek. Wydaje się, że skromne świeczki chanukowe czują się zażenowane i mniej wartościowe wobec dużej posrebrzanej lampy, zwisającej z sufitu. Jasne światło lampy zalewa pięknie nakryty stół. Robi mi się jakoś smutno na duszy. Nie zauważam nawet, jak Ona podaje mi szklankę herbaty. Pyta: „Z cytryną?”. Jej smutny głos budzi mnie jakby ze snu.
— A może z mlekiem? — pyta ojciec.
— Nie! Mleko się przypaliło — ostrzega uczeń.
— Nie do zniesienia — odzywa się dziewczyna podniesionym głosem.