12 marca

Ładną jeremiadę palnąłem sobie wczoraj, nie ma co mówić! Że też ja mogłem choćby kilka godzin o takich głupstwach myśleć! Wreszcie nic dziwnego, po nieprzespanej nocy, po takim rozkosznym pozawczorajszym dniu, można się było choćby powiesić z melancholii, a cóż dopiero o śmierci majaczyć!

Aż przykro pomyśleć, że taka rzecz jak bezsenność może podobne brewerie z człowiekiem wyprawiać.

Poczciwy, kochany doktor, najwięcej wpłynął na moje uspokojenie. Kiedym mu wspomniał o swych czarnych przypuszczeniach (a umyślnie przesadziłem nieco), roześmiał się ze mnie tak serdecznie, tak szczerze, żem go o mało nie uściskał za to. Jak on się sympatycznie śmieje! Coś do tego stopnia dziecięco-naiwnego słychać w tym uśmiechu, że nie można mu nie wierzyć. Toteż i wierzę, wierzę, i nie mam najmniejszego zamiaru dawać się wywodzić w pole.