11. Na pograniczu Sybiru
Kazań miasto bardzo mi się podobało; wybudowane jest na lewym brzegu rzeki Wołgi; duże bardzo, murowane domy mieszkalne i urzędowe. Forteca, do której nas zamknięto, jest na dosyć wysokiej górze wybudowana; nazywają ją Kremlin; a już na stokach tej góry, zaraz obok fortecy, zaczynają się domy.
Powiadali mi, że Kazań to bardzo handlowe miasto i że tam są także co rok dwa jarmarki, które miesiąc cały trwają. Dawniej podobno było to miasto stolicą carów tatarskich, ale od czasu, gdy Tatarów Moskale podbili151, tylu Moskali się tu namnożyło, że dziś ich jest więcej niż Tatarów. Podobno, że i w Kazaniu jest dużo Polaków w wojsku, alem żadnego nie widział, bo nas bardzo pilnowali i nie pozwolili z nikim mówić. Dalej jadąc bardzo złą drogą, przejechaliśmy przez miasta Arsk, Małmysz i Połom152; liche są to mieściny, z drzewa budowane, i rzadko się tam murowany dom zobaczy. W tych stronach mało mieszka prawdziwych Moskali; najwięcej tu Tatarów, a oprócz tego Kałmuków, Baszkirów i Wiatczan. Są tu też i Jatory, ale każdy z tych narodów mieszka w osobnych wsiach.
Kałmuki153 w tych stronach najwięcej owiec chowają, mają też duże stada koni. Właśnie wjechaliśmy tu do guberni wiackiej; jest to płaski kraj, wiele ma jezior i borów, nie tak jak bliżej Kazania: tam boru prawie nie widać, a wciąż jeno step. W wiackiej guberni widzieliśmy też dosyć dużo pól, zbożem obsianych; zboże też takie wysokie jak u nas rośnie.
Konie tu mają tęgie i krępe, chociaż brzydkie, ale takie wytrzymałe, żem się nieraz wydziwić nie mógł, że tak wytrzymują: jednym tchem prawie pędziły ze stacji do stacji, a rzadko który się zagrzał.
Pod miastem Ochańskiem154 przeprawiliśmy się przez rzekę Kamę. Leży to już w permskiej guberni; jest to, jak mówią, największa gubernia w całej Rosji, jedna jej połowa leży z tej strony Uralskich Gór, a druga po drugiej stronie ze strony Syberii. Góry te Uralskie stanowią granicę pomiędzy Rosją a Syberią.
W tej guberni permskiej ma być dużo kopalń, gdzie nawet i złoto kopią, a srebra, miedzi, ołowiu i żelaza to ma tam być bardzo dużo. W jednych kopalniach to rząd każe kopać, a drugie należą do różnych zwyczajnych ludzi, a z nich najbogatsi są: Demidow, Strogonow, Sybirakow.
Okręg szadryński155 to bardzo ma nawet urodzajną ziemię i pszenica jak i len porządnie tam rosną, ale ten okręg już leży w Syberii.
Stolicą tej guberni jest miasto Perm156, nad rzeką także Kamą, na ogromnym także stepie; jak się człowiek obejrzy, to ani drzewa, tylko step i step! Stepy to są ogromne, prawie płaskie pola, na których trawa prawie w pas rośnie, a czasem nawet na sześć stóp duża, tak że w niej człowieka nie widać. Perm to małe miasteczko, wybudowane z drzewa. Szeroką ulicą przejechaliśmy przez miasto i tylko tyle zatrzymaliśmy się, żeśmy zdążyli świeże konie zaprząc do kibitek.
Tu bardzo mało wsi widać, ludzie tylko z rzadka tutaj mieszkają, choć po tych ludziach, których widzieliśmy, nie znać wcale biedy, a po ich domach widać, że bogaci. Koło miasteczka Kunguru157, zdaje mi się, pierwszy raz widziałem kozaków orenburskich158, co tu po drogach wartują i uważają, żeby kto ze Sybiru nie uciekł.
Pierwsze straże wcale nas nie zatrzymały, dopiero na głównym odwachu159 pokazali nasi przełożeni papiery, a potem przejechaliśmy głęboki parów, na którego drugiej stronie leży miasto Kungur, licha mieścina, byle jak z drzewa wybudowana.
Tutaj wyprawiają „juchty160 kungurskie”, które mają być najlepsze w całej Rosji, bo są miękkie i bardzo wytrzymałe.
Od tego miasta w bardzo wielu miejscach obsadzony jest trakt brzeziną, która bardzo tęgo rośnie i prosto, i takie się grube brzozy trafiają, że ledwo je dwóch ludzi objąć może.
Tu też już Góry Uralskie się zaczynają, im dalej ku Syberii, tym większe. Przez góry prowadzi szeroki trakt, bardzo dobrze utrzymany, a to pewnie dlatego, żeby z kopalń, które są po obu stronach, móc łatwiej wszystko wywozić. Trakt przez góry pewnie też bardzo dużo kosztował, bo widać czasem mosty przez głębokie przepaści, a w innych miejscach znowu góra jakby na pół przecięta, żeby te przejścia rozszerzyć.